Swoją wielką wyobraźnię artystyczną łączył z rzemieślniczą precyzją. „W brązie odlewam swoje wizje i marzenia” – powiedział artysta przyjacielowi Andrzejowi Kobosowi. Jego rzeźby są dziś wizytówkami miasta u stóp Wawelu. Nie bez powodu rzeźbiarz mówił, że swoją twórczością spłaca dług Krakowowi. Wiele osób zna plenerowe dzieła żyjącego w latach 1925–2017 profesora, których miasto jest pełne. Kamienne owieczki przed Uniwersytetem Rolniczym, sowy na Plantach (które spodobały się komuś tak bardzo, że jedną ukradł), będący świadectwem psiej wierności pomnik Dżoka na bulwarze Wisły, trzy orły z pomnika Żołnierzy Polski Walczącej na Powiślu, a już szacowny jubilat, czyli smok, to postać wręcz kultowa. Spod dłuta profesora wyszły także wizerunki Chrystusa w nowohuckich kościołach – Arce Pana w Bieńczycach i św. Maksymiliana Kolbego w Mistrzejowicach.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








