Nowy numer 33/2022 Archiwum

Jaki, turnice i widok na Mount Everest

Dla góralki Zosi Szwajnos z Cichego podziwianie świata z tatrzańskich grani to zdecydowanie za mało. Wspinała się na Mont Blanc, Elbrus i Ararat. Teraz przyszła pora na Himalaje, gdzie pokonała Island Peak, który ma 6189 m n.p.m.

Cichowianka mówi, że góry są jej miłością, a podczas niemal każdej wyprawy towarzyszy jej mąż Jacek. – Tatry są najważniejsze, bo mam je na miejscu. Bywam jednak też często w Alpach – wspinam się, jeżdżę na nartach i latam na paralotni nad nimi, nawet powyżej 4 tys. metrów. Widziałam świat ze szczytu Mont Blanc, Elbrusa i Araratu. Jeśli się szczerze kocha góry, obowiązkowym punktem podróży muszą być Himalaje – najdostojniejsze szczyty górujące nad światem – mówi Zosia.

Powrót z Nepalu

Kilka tygodni temu wróciła z Nepalu, gdzie pokonała Island Peak, który ma 6189 m n.p.m. Leży wśród himalajskich kolosów. – Mimo że to szczyt trekkingowy, to bardzo wymagający i z elementami wspinaczki. Nabieraliśmy dystansu do świata i poczuliśmy perspektywę wśród otaczających nas szczytów – opowiada góralka. W zdobyciu Island Peak (nosi również nazwę Imja Tse) uczestniczyli też Jozef Debrecini „Debro” i Rasto Kendra. – Znamy się dobrze z innych górskich wypraw. Żartujemy, że ta nasza ostatnia wyprawa była międzynarodowa. Dodam jeszcze, że wszelkie pozwolenia na trekking i wejście na sześciotysięcznik załatwiali nam przewodnicy Narayan Bhatta i Jivan Baram, którzy towarzyszyli nam w wyprawie – opowiada Z. Szwajnos. Dla Zosi Nepal to kraina ukryta wysoko w Środkowej Azji, przytulona do Himalajów. – To tutaj białe kolosy kontrastują z bujną zielenią i ciepłymi barwami flag modlitewnych, buddyjskimi klasztorami oraz ze stupami (element architektury buddyjskiej), wyrastającymi wszędzie – na ulicy, w zaułku domowym czy na wzgórzach. Mieszkańców zapamiętałam najbardziej z ciągłego uśmiechu i życzliwości. Obowiązuje tam powitanie: „Namaste!”. Tradycyjne indyjskie pozdrowienie, któremu towarzyszą lekki ukłon oraz gest złożonych dłoni – mówi.

Byle nie do raju

Okazuje się, że podczas wyprawy w Himalaje ważna jest też komunikacja lotniczna, a ta potrafi płatać figle. Chodzi o lotnisko w Lukli, które jest położone na wysokości 2860 m n.p.m. Podejście do lądowania jest bardzo trudne, często też port jest spowity mgłą. Stąd bezpieczne „uziemienie” samolotu podróżników opóźniło się o kilka godzin. Niektórzy wędrowcy śmieją się nawet, że Lukla jest bramą do Himalajów, byle tylko nie do... raju. Górale i ich towarzysze zaczynają trekking od punktu, który nazywa się Namcze Bazar, a znajduje się na wysokości 3440 m. To tutaj spotykają się i aklimatyzują wspinacze wybierający się na najwyższe szczyty świata, w tym Mount Everest (8848 m n.p.m.). – Trudy wędrówki wynagradzają widoki, np. na urokliwe rododendrony. Mijamy się ciągle z tragarzami niosącymi plecaki turystom i towar potrzebny do życia na wysokościach. Wszystkie zwierzęta też tu pracują, na wysokości 5500 m n.p.m. jest to jedyny środek transportu. Obładowane towarami rogate zwierzaki w Himalajach to jaki – opowiada Zosia. Dodaje jeszcze historię o wiszących mostach, umocowanych zwykle wysoko nad korytami rzek. – Czasem trochę się bujały, były duże emocje – śmieje się góralka. Jednak widoki rekompensują wszystko, choćby te z terenu Parku Narodowego Sagmaratha, wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Prysznic na wysokościach

Na wysokościach podczas nocowania nie ma oczywiście szans na standardy europejskie, ale można skorzystać z... gorącego prysznica. Na opał wykorzystuje się wysuszone odchody jaka. Kolejnym celem była aklimatyzacja na Machermo (4470 m n.p.m.), w małej wiosce w rejonie Khumbu, w pobliżu najdłuższego lodowca w Himalajach. – Każdy dzień przynosił coś nowego i kolejne niezwykłe widoki. Opowieści o lazurowych jeziorach i górach mobilizowały mnie do wspinaczki. Spotkaliśmy po drodze dwóch mężczyzn pracujących przy układaniu szlaku. To naprawdę mozolna praca. W górach przy każdej budowie, począwszy od budynków, mężczyźni rozłupują kamienie za pomocą młota. Od głazów po małe kamyczki. Spotyka się tu też przy pracy kobiety, tak przy budowie, jak i w roli tragarza – mówi nasza bohaterka. Zosia chętnie wraca pamięcią do kolejnego punktu aklimatyzacji – Gokyo Ri (5360 m n.p.m.). – Nad ranem, ok. godz. 4, z czołówkami ruszyliśmy w górę. Było zimno, kamienie były oszronione, a mgła dodatkowo nas chłodziła. Spokojnie mijaliśmy wszystkich po drodze. Właściwie powinno się powoli podchodzić dla lepszej aklimatyzacji, ale my nie mieliśmy problemu z oddechem. W końcu stanęliśmy na Gokyo Ri. Kiedy poprawiła się widoczność, rozpoczął się prawdziwy spektakl mgieł i chmur, a szczyty wyłaniały się po kolei. Rozpościerała się fenomenalna panorama na ośmiotysięczniki: Mount Everest, Lhotse, Czo-Oyu i odległy Makalu – opowiada ze wzruszeniem Zosia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama