Nowy numer 48/2022 Archiwum

Posłani do każdego

– Młodzi dziś patrzą na to, co „tu i teraz”, ale jest w nich też głębokie pragnienie ofiarowania życia dla drugiego – przekonuje nowy rektor WSD w Krakowie ks. Michał Kania.

Magdalena Dobrzyniak: Ilu kleryków zgłosiło się w tym roku do krakowskiego seminarium?

Ks. Michał Kania: Na rok propedeutyczny przyjęliśmy 16 osób – 9 z archidiecezji krakowskiej i 7 z diecezji bielsko-żywieckiej. Dwóch kandydatów z archidiecezji krakowskiej skierowaliśmy też do seminarium 35+.

A ilu zacznie pierwszy rok?

Ośmiu – po czterech z diecezji. To pierwszy rocznik, który skończył rok propedeutyczny. Teraz zaczną formację w seminarium i studia teologiczne na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II.

Można już mówić o owocach decyzji o wprowadzeniu dodatkowego czasu dla osób przygotowujących się do kapłaństwa?

Sporo jest wokół tego tematu dyskusji i wątpliwości, czy wydłużenie okresu formacyjnego w seminarium jest potrzebne. Doświadczenie ostatniego roku pokazuje, że jest to konieczne. Potwierdzają to sami klerycy. Był to dla nich rok odkrywania tożsamości, pogłębienia relacji z Bogiem, uporządkowania różnych spraw w życiu duchowym i osobistym. To ma sens i jest potrzebne przede wszystkim dla chłopaków decydujących się, by wstąpić do seminarium.

Ilu kleryków wstąpiło do seminarium w Księdza roczniku?

Rozpoczynałem formację z 72 kolegami z obu diecezji.

A dziś mamy na pierwszym roku 8. Nie przeraża Księdza ta dysproporcja?

Z jednej strony przeraża, ale z drugiej – trzeba mieć realne spojrzenie na rzeczywistość. Dzisiaj mamy 89 kleryków w całym seminarium, więc ta różnica jest bardzo duża. W latach 80. i 90. XX w., czyli w okresie pontyfikatu Jana Pawła II, te roczniki były bardzo liczne. Trzeba jednak przyzwyczaić się do tego, że ten czas minął. Mamy zupełnie inne pokolenie, mnóstwo czynników zewnętrznych i wewnętrznych, które wpływają na liczbę powołań. To powinno nam otwierać oczy na potrzebę przemodelowania duszpasterstwa parafialnego i zastanowienia się, jak powinny funkcjonować płaszczyzny duszpasterskie w warunkach mniejszej liczby księży. Wierzę, że Pan Bóg doskonale wie, co robi. To nie jest tak, że nie mamy powołań. Pan Bóg nieustannie powołuje, ale dużo jest atakowania i niszczenia tych powołań.

To są te czynniki zewnętrzne?

Jest ich wiele. Powołanie rodzi się w rodzinie, która dziś przeżywa kryzys. Powołanie rodzi się też w parafii, ogromny wpływ ma również sytuacja społeczna, polityczna w kraju. Jednak w 90 proc. rozmów, jakie przeprowadzam z klerykami, pojawia się stwierdzenie, że ich powołanie zrodziło się z postawy konkretnego kapłana. To pokazuje, że mamy księży, którzy potrafią dać świadectwo swojego kapłaństwa, budującego młodych ludzi.

Podobnie jak antyświadectwo księży zraża młodych do Kościoła...

Moje kapłaństwo zostało zbudowane na świadectwie księży. Spotkałem wielu Bożych, świętych kapłanów. To ma wpływ na to, w jaki sposób pojmuję swoją funkcję. Ważne jest, byśmy w seminarium skupili się na świadectwie. Chciałbym, aby formacja w tym roku była skoncentrowana wokół fragmentu Dziejów Apostolskich: „Dajemy temu świadectwo, my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy są Mu posłuszni”. W tych słowach zawarte są dwa bardzo ważne słowa – „świadectwo” i „posłuszeństwo”. Problem z posłuszeństwem jest duży, ale dobrze uformowane powołanie jest do niego zdolne.

A co ze zdolnością do podejmowania dojrzałych decyzji na całe życie?

Młodzi dziś patrzą na to, co „tu i teraz”, ale jest w nich też głębokie pragnienie ofiarowania życia dla drugiego. Pokazał to choćby ostatni czas pomocy uchodźcom z Ukrainy. To nie jest tak, że młodzi są zamknięci, ale ich pragnienia są bardzo ukryte. Naszym zadaniem jest stworzyć im przestrzeń otwarcia się i po prostu z nimi być. Jako rektor chcę być z tymi chłopakami, mieć dla nich czas, rozmawiać, by czuli się akceptowani i szanowani. Podjęcie decyzji o wstąpieniu do seminarium nie jest łatwe, bo wiąże się z odpowiedzialnością za siebie i za Kościół, czyli innych ludzi.

Jak seminarium ma przygotować młodego, pełnego ideałów chłopaka do funkcjonowania w świecie, wśród ludzi i ich problemów?

Na KUL powstała praca socjologiczna, której autor zadał młodym pytanie, czego oczekują od księdza. Oczekują dwóch rzeczy – autentyczności i duchowości. Do tego powinniśmy zmierzać, uczyć kleryków autentyzmu i budowania relacji z Panem Bogiem. Moim marzeniem jest, aby kapłan wychodzący z tych murów był przygotowany do życia wśród ludzi. Klerycy nie mogą być w zamkniętym kloszu. Od początku formacji mają poznawać duszpasterstwo, czemu służą praktyki wakacyjne i przeróżne inicjatywy podejmowane w ciągu roku. To zawsze było w seminarium, nic nowego tu nie wprowadzam.

Świat się zmienia w tym kierunku, że dzisiejszy ksiądz winien być także przygotowany do spotkania z ludźmi innych religii czy niewierzącymi...

Tak powinno być. Klerycy mają obawy, czy poradzą sobie w laicyzującym się społeczeństwie. To daje do myślenia, w jaki sposób oswajać ich z rzeczywistością, która nie jest łatwa, ale z pewnością niezwykle ciekawa. Jesteśmy posłani do każdego. Trzeba na to patrzeć pozytywnie.


magdalena.dobrzyniak@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy