Zarówno dr Kopciuch, jak i dr Woś nie mają też wątpliwości, że wolontariat w stowarzyszeniu to kawał ciężkiej roboty, ale nie zamieniliby go na żaden inny. Bo gdy widzi się człowieka bezdomnego, poranionego przez życie, często uzależnionego (i próbującego zerwać z alkoholem), a jeszcze częściej bardzo, bardzo zaniedbanego, który jeszcze wczoraj nie przejmował się fatalnym stanem swojego zdrowia, a dziś powoli zaczyna rozumieć, że warto pozwolić sobie pomóc, to satysfakcja jest ogromna. A że czasem ten chory, gdy się „podleczy”, znika i wraca, gdy na nowo jest już prawie w stanie terminalnym...? Cóż, samo życie, ale i wtedy trzeba zrobić wszystko, by po raz kolejny spróbować wyciągnąć go z kłopotów.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








