Baza rodzin była otwarta aż przez cztery tygodnie (od 16 listopada do 13 grudnia) i nie da się ukryć, że była to pierwsza tak nerwowa edycja Szlachetnej Paczki – jeszcze na kilka dni przed jej finałem wydawało się, że nie wszyscy potrzebujący znajdą swojego darczyńcę. – Myślę, że złożyło się na to kilka czynników. Jesienią dużą część Polski dotknęła powódź, która otworzyła serca ogromnej liczby ludzi na to, by pomagać – finansowo i poprzez wolontariat, a to z kolei mogło spowodować zmęczenie pomaganiem. Nasze portfele cały czas dotyka też inflacja i w skrajnej biedzie żyje już 2,5 mln Polaków (czyli o 800 tys. więcej niż rok wcześniej, tak źle nie było od 2015 r.), a w społeczeństwie wyczuwa się niepokój (chociażby związany z wojną w Ukrainie) i większą chęć oszczędzania „na czarną godzinę” – tłumaczy Agnieszka Grzechnik, dyrektor Szlachetnej Paczki.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








