Serce samo nas do Niej prowadzi

– Mocno wierzę, że Matka Boża przyjdzie do każdego, na końcu jego ziemskiej drogi, kto choć raz będzie uczestniczył w Jej pogrzebie w polskiej Jerozolimie – przekonuje Jan Śliz, kalwaryjski pielgrzym i przewodnik.

Monika Łącka

|

Gość Krakowski 32/2025

dodane 07.08.2025 00:00

Miłość do Matki Bożej Kalwaryjskiej zaszczepili w nim rodzice Krystyna i Jan. – Z pierwszej wizyty u Niej zapamiętałem delikatny uśmiech Kalwaryjskiej Pani, która spogląda z łaskami słynącego obrazu na pątników i im błogosławi – zamyśla się Jan Śliz i szybko dodaje, że jako mały chłopiec nie widział nic piękniejszego ponad ten wizerunek. Wielkie wrażenie zrobiły też wtedy na nim cała bazylika Matki Bożej Anielskiej oraz ogromne figury świętych na ogrodzeniu, od strony pl. Rajskiego. Dziecięce serce rozumiało, że to jest miejsce, do którego nie można nie wrócić… Małemu Jaśkowi nie śniło się jednak, że w przyszłości będzie pomagał Panu Jezusowi w niesieniu krzyża, że każdego roku w sierpniu będzie towarzyszył Maryi wstępującej do nieba i że Kalwaria Zebrzydowska stanie się nierozerwalną częścią jego życia. Inaczej być nie mogło, bo przed II wojną światową przewodniczką kalwaryjską była jego prababcia Albina Proszek, a potem przewodnikiem został dziadek Kasper Proszek. Rodzinne tradycje kontynuowali także Władysław Bonior, Wojciech Pasiowiec, Szymon Pachura oraz Jan Paściak, a teraz Jan Śliz przygotowuje swojego syna Piotra, by i on kiedyś poniósł Jezusowy krzyż.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
1 / 1
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy