Wedle zwyczaju dzisiaj, w pierwszy czwartek grudnia, na cokole pomnika Mickiewicza na Rynku Głównym pojawiły się wielobarwne dzieła, zgłoszone na Konkurs Szopek Krakowskich.
Tu bowiem - w tym roku po raz 83. - przynoszą swoje dzieła krakowscy szopkarze, a czasem nie tylko krakowscy, bo szopkarstwo szerzy się w Polsce nie od wczoraj. Pierwszy Konkurs Szopek Krakowskich odbył się, jak na Kraków, stosunkowo niedawno, bo w roku 1937. Skąd się to wzięło?
Zaprawa wapienna na mrozie nie wiąże. W czasach, kiedy do budowania używano zaprawy wapiennej, w zimie budować się nie dało. Krowoderscy i grzegórzeccy murarze przed Bożym Narodzeniem przeżywali ciężkie chwile. Pracy, a więc i wypłaty nie było, a szły święta, a z nimi wydatki.
Nie wiadomo, kto pierwszy wpadł na pomysł, żeby chudy budżet podreperować działalnością artystyczną i rozpoczął wędrówki z kukiełkowym teatrzykiem po domach nieco zamożniejszych krakowskich mieszczan, ale wiadomo, że najstarszą "klasyczną" szopką krakowską, matką wszystkich szopek, jest ta zbudowana przez krowoderskiego murarza i kaflarza Michała Ezenekiera w końcu XIX w. Wraz z kompletem lalek, które przedstawiały w niej jasełka, znajduje się ona obecnie w zbiorach Muzeum Etnograficznego. Ezenekier, jak to murarz, nawiązał w architekturze swojej szopki do najsłynniejszego dzieła krakowskich murarzy - kościoła Mariackiego. Jego szopka stała się kanonem, wzorcem dla wszystkich późniejszych konstruktorów szopek. A konstruktorów jest coraz więcej, więc przybywa także szopek. Liczba zgłoszeń do konkursu, organizowanego przez Muzeum Krakowa, w tym roku po raz kolejny pobiła rekord - zgłoszono ponad 250 szopek.
Jak zawsze, stajenki są konstruowane zgodnie z kanonem wymagającym używania elementów nawiązujących do krakowskiej architektury, ale także jak co roku pojawiają się pewne rzeczy, które widzimy po raz pierwszy. W tym roku takimi zaskakującymi obiektami były: szopka wbudowana w królewską koronę i szopka posadowiona na czapce-krakusce z pawim piórem. A także szopka skandynawska o słomianym szkielecie i szopka kowalska, w której zarówno scenografia, jak i postacie ludzkie wykute były ze stali lub spawane z gotowych elementów, jak śruby, nakrętki i gwoździe. Najwięcej oczywiście było Lajkoników, Smoków Wawelskich, hejnalistów mariackich oraz oczywiście Jezusków, Matek Boskich i zwierząt gospodarskich. W końcu to tradycja!
Na koniec pokazu, kiedy ukazało się słońce, szopki przeniesiono w korowodzie do Krzysztoforów, gdzie będzie nad nimi obradować jury powołane przez Muzeum Krakowa. Jego wyniki poznamy w niedzielę 7 grudnia, o czym napiszemy osobno. Szopki zostaną pokazane na wystawie. Od poniedziałku 8 grudnia zaś szopkarze zaczną przemyśliwać nad tym, jaką szopkę zacząć lepić od wtorku, żeby wygrać w przyszłym roku!