Gdzie jeszcze poza Rzymem można zobaczyć Bazylikę św. Jana na Lateranie? Odpowiedź na to pytanie zaskakuje: w Tatrach Wysokich, na Hrebienoku.
To właśnie tam, w sercu słowackich Tatr, pośród ośnieżonych górskich szczytów i pachnących igliwiem lasów, co roku powstaje Tatrzańska Świątynia Lodowa, której twórcy nie przestają zadziwiać. Poniekąd nie mają wyjścia, bo teraz jest to już 13. edycja tej jedynej w swoim rodzaju rzeźby. Sporo jest osób, które na Hrebienok od lat przyjeżdżają zimą właśnie po to, by zobaczyć, co tym razem znajduje się w specjalnym namiocie ustawionym nieopodal górnej stacji kolejki, i jak wysoko poprzeczkę podniósł sobie Adam Bakoš. On bowiem wymyślił to wszystko i gdy zaczynał od skromnej konstrukcji (można tak powiedzieć, biorąc pod uwagę to, co podziwiamy obecnie) pewnie sam nie przypuszczał, że będzie to projekt, którego nie sposób już przerwać, bo wieść o Tatrzańskiej Świątyni Lodowej obiegła wiele krajów. Efekt jest taki, że na Hrebienok docierają turyści z najróżniejszych krajów świata chcący przekonać się na własne oczy jak to możliwe, by z lodu wykuć np. Wawel albo Bazylikę św. Piotra.
Planując wycieczkę na Hrebienok, warto sprawdzić prognozę pogody. Jeśli przewidywane są opady śniegu, to trzeba wziąć pod uwagę, że w regionie Vysokè Tatry drogi nie są odśnieżane ani posypywane solą, tylko żwirem, a to sprawia, że warunki do jazdy stają się wtedy bardzo trudne i czas dojazdu znacznie się wydłuża (podróż z Krakowa do Starego Smokovca zajmuje ok. 3 godziny - granicę przekraczamy w Jurgowie i stamtąd do celu jest jeszcze niespełna 40 km).
Lepiej więc poczekać na "okienko pogodowe", by złapać choć trochę zimowego słońca i nacieszyć oczy pięknymi widokami - zarówno jeszcze po polskiej stronie (jadąc od Nowego Targu przez Białkę Tatrzańską i Jurgów), jak i już po słowackiej, gdzie najpierw widzimy górującą nad okolicą Łomnicę, a później także inne szczyty.
Po dotarciu do Starego Smokowca do wyboru mamy dwie możliwości, by dostać się na Hrebienok (czyli na wysokość 1285 m n.p.m) - można wyjechać tam naziemną kolejką, której dolna stacja znajduje się tuż obok parkingu, albo wybrać się na pieszą wycieczkę pokonując (w ciągu ok. godziny) ok. 2,5 km zielonego szlaku (nie będzie on problemem także dla rodzin z małymi dziećmi). Cisza, zapach sosen oraz ośnieżone tatrzańskie szczyty będą nagrodą za ten niewielki trud. My wybieramy tę drugą opcję.
Na Hrebienoku (znajdującym się w masywie Sławkowskiego Szczytu), zwanym też smokoveckim Siodełkiem, czas na przerwę i rozgrzewkę, bo w schronisku można napić się świetnej kawy, gorącej czekolady albo bombardino i zjeść coś smacznego.
Chwilę później wchodzimy do namiotu, w którym znajduje się Tatrzańska Świątynia Lodowa. We wnętrzu namiotu utrzymywana jest stała temperatura od -6 do -10 stopni, a średnica kopuły wynosi 25 m. Na dzień dobry większość osób zatrzymuje się, jakby pod wpływem onieśmielenia wielkością rzeźby, a później, z zachwytem na twarzy, zaczynają jej zwiedzanie. - To już trzecia świątynia z lodu, którą podziwiam, i za każdym razem jestem zaskoczona efektem ciężkiej pracy Adama Bakoša i jego zespołu. Wspaniałe jest też to, że są tu dodatkowe atrakcje, jak chociażby lustro, w którym, w oryginalnej perspektywie, odbija się bazylika, oraz lodowy tron, na którym można usiąść, by zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie - opowiada pani Wanda.
A jak to się stało, że tematem tegorocznej rzeźby została majestatyczna barokowa świątynia, uważana za "matkę i głowę wszystkich kościołów miasta i świata", a jednocześnie za jeden z najważniejszych dla katolików kościołów (obok m.in. Bazyliki św. Piotra), należący do czterech patriarchalnych bazylik Wiecznego Miasta? - Naszym zamiarem było znalezienie takiej architektury, która połączyłaby historie dwóch papieży, ponieważ jej twórcy chcieli oddać hołd zarówno zmarłemu w kwietniu 2025 r. papieżowi Franciszkowi, jak i Ojcu Świętemu Leonowi XIV, który został jego następcą. Bazylika św. Jana na Lateranie wydała nam się pod tym względem idealna. Oprócz monumentalności zachwyca również bogactwem detali, które nasi rzeźbiarze odwzorowali w zapierającej dech formie - wyjaśnia Lukáš Brodanský, menedżer ośrodka górskiego Vysoké Tatry. Lateran został wyrzeźbiony z 1800 bloków lodu, które ważyły aż 225 ton. Pod kierownictwem Adam Bakoša, przez 25 dni, po 8 godzin dziennie, pracowało aż 20 rzeźbiarzy ze Słowacji, Czech, Polski i Niemiec.
Nowością, jaką artyści wymyślili w tym sezonie, jest możliwość przejścia przez lodowy tunel, który prowadzi bezpośrednio do budynku. Po wyjściu z niego widzimy potężną fasadę Bazyliki św. Jana z rzeźbami 13 apostołów na szczycie. Po prawej stronie znajdują się także Drzwi Święte, otwierane w prawdziwej bazylice podczas Roku Jubileuszowego. Po lewej stronie ustawiono zaś ołtarz papieski, otoczony portretami sześciu ostatnich papieży. Misterna to była robota, by w lodzie stworzyć podobizny Leona XIV., Franciszka, Benedykta XVI., Jana Pawła II., Jana Pawła I oraz Pawła VI! Zamyśleni, pogrążeni w modlitwie, są tacy, jakich znamy chociażby ze zdjęć. Tuż obok tych portretów ustawiony został tron papieski, na którym nowy papież rozpoczyna swoją posługę. Wszystkie te elementy, w zamyśle twórców, miały tworzyć obraz jedności wiary, tradycji i służby. Dla spostrzegawczych przygotowano także małe wyzwanie - na odnalezienie czeka pięć tatrzańskich szarotek, które zostały sprytnie wkomponowane w architekturę całej budowli. Nie można jeszcze nie wspomnieć o muzyce, która tworzy odpowiedni klimat, oraz o grze świateł, które powodują, że Lateran mieni się wieloma barwami. Rzeźbie nieprzypadkowo towarzyszy więc hasło: "Habemus papam!".
Portret Leona XIV.
Monika Łącka /Foto Gość
Po wyjściu z namiotu czas na dalszą część wycieczki, którą jednak trzeba dostosować do aktualnych warunków panujących w górach. Bo choć Hrebienok nie jest położony bardzo wysoko, to jednak i tam oblodzenie powoduje czasem, że samo dojście do namiotu nie jest możliwe bez odpowiedniego obuwia oraz raków, a przynajmniej raczków oraz kijów trekkingowych. Jeśli warunki nie są najlepsze, najrozsądniejszą możliwością będzie bezpieczny zjazd kolejką do Starego Smokovca. Jeśli zaś pogoda daje „zielone światło” na wędrówkę, można wrócić tam pieszo (schodząc trasą saneczkową), albo ruszyć dalej, z Hrebienoka do Chaty Zamovskiego (czas dojścia to ok. 60 minut). Tam również robimy sobie przerwę na małe co nieco, a potem już, pamiętając, że w górach zmrok zapada o tej porze roku bardzo szybko, wracamy na dół. I tu czeka na nas niespodzianka. Na górze nie padał śnieg i była całkiem niezła widoczność – można nawet było zaobserwować oryginalne zjawisko, czyli "dywan" z chmur wiszących pomiędzy Starym Smokovcem a Hrebienokiem. To właśnie ten "dywan" spowodował, że po dotarciu na parking zobaczyliśmy tonące w chmurach i mroku miasteczko. A skoro zaczyna też padać śnieg, to nie ma na co czekać - czas ruszać w stronę Polski.
Na koniec warto dodać, że w w poprzednich edycjach motywem Tatrzańskiej Świątyni Lodowej były m.in. Bazylika Sagrada Familia (Barcelona), Bazylika św. Piotra (Rzym), opactwo Westminster (Londyn), Bazylika Grobu Świętego (Jerozolima), Katedra św. Jakuba (Santiago de Compostela), czy też Wawel (Kraków), który zachwycał rok temu, a powstał z okazji 30. rocznicy wizyty św. Jana Pawła II w Tatrach Wysokich.