Księża misjonarze z parafii Matki Bożej z Lourdes, kierując się tym, w jaki sposób przed wiekami działał św. Wincentego à Paulo, od 2016 r. pomagają osobom starszym, samotnym i chorym. Warto pójść w ich ślady!
Projekt a Paulo jest owocem Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016 i właśnie wchodzi w swoje dziesięciolecie, które splotło się z dopiero co zakończonym jubileuszem 400-lecia założenia Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Jakie były jego początki?
Przed ŚDM w Centrum Edukacyjnym "Radosna Nowina 2000" w Piekarach odbyło się spotkanie dla młodych związanych ze św. Wincentym à Paulo. Przyjechali z całego świata (1600 osób!), a ich zadaniem było m.in. zrobienie czegoś w duchu św. Wincentego. - Po wakacjach krakowscy studenci (w większości byli to już absolwenci "Radosnej Nowiny") postanowili, że trzeba nadal działać "po wincentyńsku", a w szukaniu inspiracji miał im pomóc ks. Piotr Klimczak CM, który w międzyczasie zamienił pracę katechety w LO w Piekarach na bycie duszpasterzem w parafii Matki Bożej z Lourdes w miasteczku studenckim - opowiada ks. Dawid Talaga CM. Szybko stało się jasne, że skoro św. Wincenty "nie rzucał pomocy na wiatr", tylko lubił odpowiadać na konkretne potrzeby, to pomysłu nie trzeba szukać daleko - wystarczy zauważyć, że w dzielnicy Krowodrza jest dużo osób starszych, samotnych, chorych, a wiele z nich jest wręcz uwięzionych w czterech ścianach swoich mieszkań. - Początkowo, by ich spotkać, wolontariusze poszli do pobliskiego klubu seniora, a później przyszedł czas, by ruszyć w teren, zapukać do drzwi tych, którzy z domu nie wychodzą (albo robią to bardzo rzadko), potrzebują pomocy w zrobieniu zakupów oraz w innych ważnych codziennych sprawach, i zacząć budować ich zaufanie. Podejmując to wyzwanie, odpowiedzieliśmy na prośbę papieża Franciszka, by zejść z kanapy, włożyć wyczynowe buty i dostrzec skomplikowaną codzienność starszych osób - zauważa Michalina Truchan, z wykształcenia tanatopedagog, czyli specjalistka od towarzyszenia osobom starszym oraz tym, które powoli odchodzą z tego świata. - Ta wiedza przydaje się w projekcie, bo wielu z nas przywiązuje się do swoich podopiecznych, a gdy przychodzi moment rozstania, trzeba sobie poradzić z trudnymi emocjami - wyjaśnia.
Podopiecznych w Projekcie a Paulo jest blisko 30 i do każdego z nich jest przypisanych dwóch wolontariuszy, którzy uzupełniają się w działaniu. Chodzi też o to, by np. z powodu choroby wolontariusza ktoś nie został bez zakupów albo bez leków. - Wszyscy wolontariusze są z kolei podzieleni na sześć grup - każda ma swojego przewodnika, czyli kogoś, kto mając większe doświadczenie, opiekuje się innymi i wie, jak rozwiązać problemy. Przewodnicy mogą natomiast liczyć na wsparcie lidera pomocy indywidualnej, np. moje - uśmiecha się Jacek Adamus. Jest też lista seniorów oczekujących, którzy chcieliby korzystać z pomocy ludzi o dobrych sercach, dlatego drzwi projektu dla kolejnych wolontariuszy (granica wieku w tej kwestii nie istnieje!) są szeroko otwarte, by rąk chętnych do pracy było więcej. - Co ważne, wolontariusze nie przestali też odwiedzać klubu seniora, w którym wszystko się zaczęło. Nadal tam zaglądamy, rozmawiamy z uczestnikami, towarzyszymy im w zajęciach i pomagamy zorganizować np. bożonarodzeniowe spotkanie - zaznacza Michalina Truchan, która o Projekcie a Paulo opowiada z takim zaangażowaniem, iż widać, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu i że swoim podopiecznym potrafi dać ogromnie dużo serca. Nie tak dawno dawała je na przykład starszemu małżeństwu - pani Teresce i panu Alojzemu. - Ich jedyna rodzina była daleko od Krakowa. Oboje byli schorowani, więc gdy zaczęłam do nich przychodzić, to stałam się ich oknem na świat - mieli informacje o tym, co się dzieje z pierwszej ręki, a nie tylko z mediów. Robiłam im zakupy, pomagałam w wizytach u lekarza, realizacji recept, różnych konsultacjach medycznych. Dopóki pani Tereska wychodziła z domu, to miałyśmy nawet nasz rytuał: pójście na zakupy na Stary Kleparz, a potem kawa i ciastko w kawiarni - wzrusza się Michalina i dodaje, że z racji tego, iż swoich dziadków ma daleko, przez pewien czas to właśnie to starsze małżeństwo stało się dla niej kimś w rodzaju zastępczych dziadków. - Lubiłam do nich przychodzić, opowiadać o swoim życiu, czerpać z ich doświadczenia - przyznaje. Dlatego moment, gdy pani Tereska trafiła do szpitala i podziękowała Michalinie za wszystko, jakby przeczuwając, że już z tego szpitala nie wyjdzie, był trudny. - Poprosiła też, bym teraz zajmowała się jej mężem, by nie został sam. Tak było, dopóki nie zmarł również pan Alojzy - opowiada M. Truchan. To wszystko uświadomiło jej, że na pewno nie ona sama mierzy się z żałobą po stracie podopiecznego i że mając specjalistyczne wykształcenie, może być dla innych wolontariuszy kimś, kto w takich sytuacjach daje wsparcie. - Musimy mieć przestrzeń, gdzie można zrzucić z siebie emocje i przegadać to, co trudne, by dalej móc skutecznie pomagać - przekonuje.
Okazją do dzielenia się doświadczeniami są w Projekcie a Paulo cotygodniowe spotkania, w każdą środę inne - w jedną środę miesiąca wolontariusze czerpią od siłę od Boga, podczas adoracji, a w drugą ks. Dawid przygotowuje dla nich spotkanie formacyjne. - Nie tylko rozważamy Ewangelię, ale odnosimy ją do sytuacji z naszymi podopiecznymi, bo nie zawsze jest lekko i łatwo - istnieją przecież choroby wieku podeszłego, które sprawiają, że kontakt z osobą starszą jest trudny, albo ktoś ma za sobą ciężką historię i okazanie wdzięczności jest dla niego wyzwaniem. Dlatego zapraszamy Boga do naszej działalności i chcemy się uczyć od Jezusa mądrego pomagania, mądrej miłości, tego, jak się nią dzielić i jak umieć nabrać dystansu do wielu problemów, by nadal nieść pomoc - zauważa Marysia Stencel, szefowa social mediów w projekcie. W pozostałe dwie środy jest także czas na szkolenia oraz integrację, dzięki której wolontariusz pamięta, że dbając o innych musi też mieć czas na swój odpoczynek. - Na szkolenia zapraszamy specjalistów z różnych dziedzin - np. psychologów, dietetyków, a nawet mieliśmy spotkanie z Instytutem Dobrej Śmierci - mówi Natalia Truszkowska. Jej podopieczną jest z kolei pani, która kilka tygodni temu skończyła 97 lat. Trudno w to uwierzyć, bo blasku, który rozświetla oczy i twarz pani Janiny, może jej pozazdrościć niejedna nastolatka. - Bo ja mam chęć do życia, a gdy rano wstaję, mówię: „dziewczyno, trzeba się rozruszać!” - śmieje się seniorka i szybko dodaje, że choć duch wciąż młody, to ciało słabe i ma „pamiątki” po wieku chorobach. - Dlatego trudno jest mi nosić ciężkie rzeczy, a czasem nawet wyjść do sklepu, choć ja tak bardzo lubię chodzić na długie spacery. Mam też problemy z równowagą i kolanami, więc okien sama nie umyję - mówi, jakby nieco zawstydzona faktem, że już nie jest tak sprawna, jak dawniej. Gdy rozmawiamy, w jej malutkim mieszkaniu krzątają się wolontariuszki - uczennice „Radosnej Nowiny 2000”, które dwa razy w roku (przed Bożym Narodzeniem i przed Wielkanocą) sprzątają mieszkania podopiecznych Projektu a Paulo. To pomysł, który daje obustronne korzyści, ponieważ seniorzy mają nawet umyte okna, a młode pokolenie uczy się wrażliwości na ich potrzeby i z zaciekawieniem słucha historii opowiadanych przez starszych ludzi.
Pani Janina do Projektu a Paulo trafiła zaś Bożym przypadkiem - Dawno temu zapytałam jednego z księży z naszej parafii czy jest szansa, abym mogła przychodzić gdzieś na obiady. Udało się. Później dostałam opiekuna w postaci młodego chłopaka, który przychodził do mnie raz w tygodniu. Gdy został klerykiem, zastąpiła go Natalka Truszkowska, a potem dołączyła do niej Natalka Skowronek - opowiada pani Janina, a Natalia dodaje, że lubi sprawiać jej przyjemności i dlatego rok temu na urodziny podarowała pani Janinie bilety na "Dziadka do orzechów". Na spektakl poszły razem i spędziły piękny czas.
Ważną częścią Projektu a Paulo jest też organizowany raz w roku (m.in. dzięki dofinansowaniu z Budżetu Obywatelskiego Krakowa) festyn seniora. Wiosną, gdy jest już ciepło, w znajdującym się nieopodal parafii MB z Lourdes Parku Świętego Wincentego rozkładane są namioty i scena, a podczas wydarzenia każdy może znaleźć coś dla siebie. Są bowiem występy muzyczne (nawiązujące do czasów młodości uczestników), konkursy i mnóstwo innych atrakcji, w tym także słodki poczęstunek. Wszystko zaczyna zaś Msza św. - Przyjść mogą wtedy seniorzy z całego Krakowa, a nie tylko nasi podopieczni, którym - gdy tego potrzebują - pomagamy dotrzeć na festyn, a później też bezpiecznie wrócić do domu. Wszystko po to, by starsze osoby miały po co wyjść z domu i aby mogły ciekawie spędzić czas. Widzimy, że dla uczestników to jest bardzo ważne wydarzenie, na które czekają - opowiada Marysia Stencel. Oprócz tego w ubiegłym roku podopieczni projektu (rzecz jasna ci, którzy nie mają przeciwwskazań zdrowotnych) zostali też zabrani na dwie wycieczki - do ZOO i na zamek w Dobczycach.
- Nie mam wątpliwości, że gdyby Projekt a Paulo nie miał w sobie iskry Bożej, to nie przetrwałby tyle lat. Działa w nim duch św. Wincentego, który podsyca w sercach zapał, zaprasza do przemyślanego, długofalowego wysiłku i przyciąga kolejne osoby - mówi ks. Dawid. Prowadzi on również spotkania dla nowych wolontariuszy, które odbywają się co tydzień we środę. Nie lukruje on wtedy rzeczywistości, tylko pokazuje ją taką, jaka jest, i zachęca, by odpowiedzialnie wejść w buty św. Wincentego i ofiarować komuś swój czas.
- Gdyby ktoś chciał się z nami skontaktować, zaproponować podzielenie się swoimi talentami, zapytać gdzie przyjść na pierwsze spotkanie, to można się do nas odezwać poprzez media społecznościowe (Facebook, Instagram) - odpowiadamy na wszystkie wiadomości. Więcej informacji o projekcie można także znaleźć na linktr.ee/projekt_a_paulo - dodaje Michalina Truchan.
Projekt a Paulo może być inspiracją dla wielu innych parafii i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Wszędzie są przecież osoby, które potrzebują pomocy. To od proboszczów zależy (a nade wszystko od ich wrażliwości na drugiego człowieka!) czy znajdą się ludzie rozumiejący, czym tak naprawdę jest wyobraźnia miłosierdzia. Młodzi wolontariusze formowani przez księży misjonarzy zdają ten egzamin na medal. Wiemy, że siostrzany projekt od kilku miesięcy działa w parafii Matki Bożej Różańcowej na Piaskach Nowych. Został on nazwany Pomocnicy Aniołów Stróżów i na razie trwa jego pilotaż, ale już dziś w roli tych aniołów działa ok. 40 wolontariuszy, którzy zaangażowali się w pomoc tym, którzy naprawdę swoich stróżów potrzebują. Projektowi przyglądamy się z dziennikarską życzliwością, i gdy przyjdzie odpowiedni moment (czyli gdy przejdzie on próbę czasu), na pewno napiszemy o nim szerzej.