Gdy świat bezradnie przyglądał się, jak pozbawiony prądu i ciepła Kijów zamarza, Bartek Szczoczarz wiedział, że musi działać. Natychmiast. Pojechał tam, wioząc z Krakowa 4 tysiące porcji żurku i – jak potem usłyszał – „rozwalił system”.
Dlaczego? Ponieważ dla stolicy Ukrainy, która na skutek rosyjskich ataków niszczących infrastrukturę krytyczną miasta znalazła się w ekstremalnej sytuacji, jego pomysł stał się symbolem ponownego zrywu Polaków, którzy po czterech latach znów się jednoczą, by pomagać. – Słuchając informacji o tym, co dzieje się w Kijowie – że ludzie mają w domach zaledwie kilka stopni ciepła, że chodzą się ogrzać do punktów niezłomności, że miasto tonie w ciemnościach i że pod osłoną tych ciemności bomby spadają na budynki mieszkalne oraz na sieć energetyczną naprawianą nieustannie przez odpowiednie służby, nie miałem najmniejszych wątpliwości, że trzeba coś zrobić. Coś, co spowoduje, że ci ludzie poczują, iż nie są sami – wspomina.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł