Jej proboszcz, ks. Jarosław Nowak przekonuje, że to była odpowiedź na potrzebę chwili i odruch serca, by udzielić pomocy osobom, które z powodu wojny znalazły się w bardzo trudnej sytuacji i potrzebowały wsparcia prawnego, logistycznego i mentalnego. Pomysłodawcy centrum chcieli więc, aby osoby uciekające przed wojną z Ukrainy miały miejsce, gdzie mogą się spokojnie spotkać, wymienić informacjami i choć na chwilę zapomnieć o wojennej gehennie w swojej ojczyźnie. Od samego początku organizowana była tutaj pomoc humanitarna i psychologiczna. Trwają one do dzisiaj.
- Każda aktywność, którą podejmujemy. ma na celu wspieranie ukraińskich rodzin w adaptacji, integracji i budowaniu nowego życia. To wcale nie jest łatwe. Nawet w przypadku osób, które są w Polsce już prawie cztery lata - ocenia Żenia Taradajka, prezes Fundacji Jest Nadzieja, która aktualnie zajmuje się organizacją zajęć dla Ukraińców w salkach parafii na krakowskim os. Podwawelskim.
Borykają się oni z różnymi problemami - u wielu z nich nie mija poczucie wyobcowania, trudności sprawiają bariery językowe, sytuacje rodzinne bądź wojenne, które są ponad ludzkie siły. Dlatego właśnie cały czas w ofercie są warsztaty języka polskiego, pomoc psychologiczna, czy dbanie o rozwój kulturalny i społeczny (np. poprzez historyczne spacery po Krakowie, koncerty, wycieczki krajoznawcze czy półkolonie letnie dla dzieci).
Uczestnicy zajęć angażują się również na rzecz innych. - Z inicjatywy fundacji i dzięki wsparciu parafii udało się zebrać dużą ilość przędzy, z której uczestniczki warsztatów wykonały ogromną liczbę adaptacyjnych skarpetek dla rannych żołnierzy - przypomina prezes fundacji. W ramach centrum Ukraińcy mogą liczyć także na wsparcie duchowe, które ma wymiar ekumeniczny - m.in. niedzielne czytanie Pisma Świętego, rozmowy w grupie protestantów, katolików i prawosławnych oraz kolędowanie (w sezonie świątecznym).
Ks. Jarosław Nowak ocenia, że po 4 latach działalności centrum wciąż widać wielkie zapotrzebowanie na takie miejsca. - Wielu Ukraińców marzy o powrocie do domu, bo u nas są uchodźcami. Staramy się więc, by czas ich pobytu w Polsce przebiegał z poszanowaniem tożsamości narodowej i religijnej oraz był okresem asymilacji z Polakami. Tak, by nasz kraj mógł stać się ich drugą ojczyzną, zanim Ukraina, będzie prawdziwie wolna - podkreśla duchowny.








