Podhale. Uczyli się strzyc owce przejdź do galerii

W strzyżeniu owiec nie liczą się tylko umiejętność i technika, ale też odpowiednie podejście człowieka do zwierzęcia.

W sobotę 28 lutego zakończył się Kurs Strzyżenia Owiec, który zorganizował Instytut Dziedzictwa Niematerialnego Ludów Karpackich w Ludźmierzu. - Kurs był odpowiedzią na zapotrzebowanie na profesjonalne podejście do dobrostanu zwierząt. Okazuje się, że nie tylko siła fizyczna jest ważna, ale także odpowiednie podejście. Trzeba mieć dobrą psychikę, zachować spokój, bo zwierzę, jak wiemy, jest w stanie przejąć od nas negatywne emocje - mówi Piotr Gąsienica, dyrektor ludźmierskiego Instytutu.

Chętnych na kurs było tak wielu, że najprawdopodobniej Instytut na jesieni zorganizuje kolejne warsztaty ze strzyżenia owiec, które prowadził znany Słowak Šimon Smoleňák. - We wszystkich działaniach, które podejmujemy jako Instytut nie chodzi nam o ilość, ale o jakość, dlatego zawsze w warsztatach różnego rodzaju bierze udział mała liczba osób, by instruktor miał z każdym odpowiedni kontakt. Nasi prowadzący nawet zastrzegają sobie to w umowie - dopowiada P. Gąsienica.

Dr Maciej Baraniak z Instytutu w Ludźmierzu zauważa, że hodowla owiec i tym samym odpowiednia ich pielęgnacja, w skład której wchodzi strzyżenie dwa razy w roku, jest szansą na zachowanie dawnej tradycji naszych ojców. - Przecież od pasterstwa zaczęła się nasza kultura, osadnictwo. Funkcjonowało ono już w XIII wieku. To przecież przez wiele wieków była podstawa egzystencji ludzi tutaj żyjących - mówi dr Baraniak. Wspomina też o pozytywnych aspektach związanych z pasterstwem. - Sztuczna inteligencja juhasa czy bacy na bacówce nie zastąpi, ani tym bardziej strzygącego owce - dodaje M. Baraniak.

Do owczarni na końcu Skrzypnego, gdzie odbywał się kurs, przybyła też jako jedyna kobieta Kaja Cyganik. - Chciałam zostawić na chwilę swoją pracę w biurze, a zajmuje się grafiką. Wróciłam też trochę do czasów dzieciństwa, kiedy na wierchach pilnowałam kierdel owiec koleżance. Nigdy nie miałam problemu dogadać się z tym zwierzęciem -wspomina z radością pani Kaja, która mieszka w okolicach Piwnicznej-Zdroju. - Po tym kursie, jak ktoś w Dolinie Popradu będzie potrzebował pomocy w strzyżeniu owiec, to chętnie pomogę - zapewnia.

Po ukończeniu szkolenia, każdy z uczestników otrzymał dyplom potwierdzający jego odbycie. Dr Baraniak przyznaje, że zapotrzebowanie na strzygaczy jest ogromne. - Można ich spotkać na całym świecie, od Majorki po Australię, więc praca na kursantów czeka - dodaje.

« 1 »