O tym, co zmienia w życiu Rycerzy Kolumba przynależność do tej organizacji, świętującej właśnie 20 lat od powołania w Krakowie, opowiada Tomasz Adamski.
Łukasz Kaczyński: Można być rycerzem we współczesnym świecie?
Tomasz Adamski: Myślę, że to bardziej pytanie o to, czy szlachetne idee związane z chrześcijańskim rycerstwem są nadal aktualne. Sądzę, że tak, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę takie wartości jak posiadanie kręgosłupa moralnego czy troszczenie się o ubogich i potrzebujących. Życie wartościami ewangelicznymi w takim "rycerskim standardzie" jest jak najbardziej możliwe, a w niektórych wypadkach wręcz koniecznie, ale niestety zapominane.
To pewnie zmienia codzienność rodzinną i społeczną.
Niewątpliwie tak. Przynależenie do wspólnoty innych mężczyzn, którzy myślą podobnie i wyznają wartości, które są mi bliskie, daje szansę na gromadzenie się wokół chrześcijańskiej idei, duchowe formowanie się i wzrastanie w wierze. Myśląc o mojej rodzinie, mogę natomiast stwierdzić, że Rycerze Kolumba czynią mnie co dnia lepszym mężem i ojcem. Choćby tylko dlatego, że przebywanie w towarzystwie przyzwoitych facetów, którzy traktują swoją świętość poważnie, na pewno nadaje życie właściwy sens i kieruje go na dobre tory.
Rzeczywiście tworzycie tak zgraną wspólnotę? Trzon Waszej działalności to jedność i braterstwo.
To nie tylko filar i zasada, ale również poważne zadanie. Bo działamy na materii ludzkiej i zachowanie jedności nie jest łatwe. Myślę, że podstawą rzeczywistego zgrania w naszej wspólnocie jest uświadomienie sobie, że jedność nie oznacza jednorodności, ani „jedności jaźni”. W dobrze rozumianej jedności chodzi o wspólny cel i spójność zasad, z których się wyrasta i w których się rozwija. Potrzeba przy tym niesamowicie dużo modlitwy, a także aktywnego działania, by ta jedność trwała. Ale myślę, że ponad 140 lat naszego istnienia w świecie świadczy, że obraliśmy dobrą formę jej budowania...
…w której istotnym zagadnieniem jest rozwój duchowy.
Tak i trzeba tutaj wymienić inicjatywę Cor, co oznacza po łacinie serce, mającą charakter formacyjno-integracyjny. Chcemy angażować zarówno siebie, jak i tych mężczyzn, których zapraszamy, we wzrastanie w wierze, polegające na osobistym i wspólnotowym poznawaniu prawd wiary, a jednocześnie na kształtowaniu żywej relacji z Jezusem Chrystusem. Z tego wynika bycie świadkiem wiary - nie tylko w postaci cichego i przyzwoitego życia, ale również odwagi zabierania głosu w sprawach religijnych, kiedy to potrzebne. Po drugie, pragniemy zmieniać schematy, w których często ludzie chodzą na tą samą Mszę św. przez 20 lat, siedzą w tej samej ławce i przekazują znak pokoju, nie wiedząc, jak ma na imię osoba siedząca obok. Ta inicjatywa to również zachęta do odrodzenia życia parafialnego poprzez działalność mężczyzn, którzy się znają, rozumieją, mają wspólne doświadczenie modlitwy i poznawania nauki Kościoła, a przez to naprawdę zbliżają się do Chrystusa, tworząc mocne chrześcijańskie przyjaźnie.
Z tego wynikają konkretne działania. Które akcje wspólnotowe najbardziej utkwiły Ci w pamięci?
Początek agresji Rosji na Ukrainę i nasze zaangażowanie w niesienie pomocy uchodźcom z kraju, który dotknęła wojna. Na samej granicy polsko-ukraińskiej Rycerze Kolumba pomogli ponad 300 tysiącom osób. Nieraz byliśmy pomostem między ludźmi, którzy chcieli pomóc, a tymi, którzy tego wsparcia potrzebowali. Najszybciej zareagowali Rycerze Kolumba z Tomaszowa Lubelskiego, którzy w ciągu ok. 30 godzin rozbili namiot i pomagali osobom chcącym schronić się przed wojenną rzeczywistością w Polsce. Ja dotarłem tam na początku marca i nie zapomnę pewnej spotkanej kobiety, która na kilka godzin przed atakiem Rosji urodziła dziecko, potem została ewakuowana ze szpitala i następnie na mrozie stała z tą malutką istotą kilkadziesiąt godzin na przejściu granicznym. Nikt nie powinien przeżywać czegoś takiego. Pomoc, jakiej wtedy udzielali nasi rycerze, to było poruszające doświadczenie człowieczeństwa i otwarcia na bliźniego w potrzebie.
Takimi cechami wyróżniał się też Wasz założyciel.
To prawda. Bł. ks. Michael J. McGivney kierował się w życiu twórczą odwagą, o której pisał papież Franciszek. To znaczy, że nie był tylko odważny, ale zawsze szukał rozwiązań, które mogą prowadzić do dobra. I nie zakładał sobie żadnych limitów, które mogłyby dla niego stanowić wymówkę ograniczającą go do plebanii i kościoła, bo w tamtych czasach na ogół parafianie nie wymagali od proboszczów niczego więcej. A on wychodził poza ten schemat i nie bał się podejmować ewangelicznej misji wśród ludzi na jeszcze szerszą skalę.
Wstąpienie w szeregi Rycerzy Kolumba ma sens, to jasne. Zachęcisz do tego czytelników "Gościa"?
Rycerze Kolumba są konkretną drogą do świętości. Nie jedyną, ale bardzo dostępną dla mężczyzn. Ta oferta może być atrakcyjna, gdyż odpowiada na potrzeby serca mężczyzny oraz mocno rezonuje z tym, co Pan Bóg zasiał w jego duszy. Pragnienie działania, nieustannej poprawy i poczucia sprawczości, zwłaszcza w działaniu na rzecz słabszych. I co więcej, to zaangażowanie nie odbywa się w samotności, ale we wspólnocie mężczyzn, którzy tworzą mocne więzi i przyjaźnie oparte na nauczaniu Jezusa Chrystusa. Znam wiele świadectw osób, które mówią wprost, że dany Wiesiek, Janek czy Adrian od momentu wejścia w nasze szeregi zmienił się i dosłownie odżył. Dlatego jeśli czujecie, że czegoś brakuje w Waszym życiu duchowym, nie macie siły, by zmienić coś na lepsze w codziennej rzeczywistości, zapraszam do Rycerzy Kolumba, gdzie w dobrej wspólnocie i z pomocą Boga nadacie życiu właściwy kierunek.