O ludziach dobrych do szpiku kości oraz o plebiscycie, który po śmierci o. Stanisława Wysockiego O.Carm stał się pozostawioną przez niego misją do wypełnienia, opowiadają Mariola Glinka oraz Roksana Pilch.
Monika Łącka: Tegoroczna gala, podczas której poznamy kolejne szlachetne osoby, została zaplanowana na 25 maja. Niespełna miesiąc wcześniej minie rok, odkąd nie ma z nami o. Stanisława, który to wszystko wymyślił. Była niepewność, czy organizować plebiscyt, gdy kapitule będzie bardzo brakowało mądrego spojrzenia o. Stanisława na kandydatów do tego zaszczytnego tytułu?
Mariola Glinka: Stanisław, który prywatnie był moim bratem, przez ponad dwadzieścia lat, co roku, pomimo różnych problemów, mówił, że choćby miał stanąć na głowie, to ten plebiscyt musi być. Bardzo mu zależało, by budować ten żywy pomnik Jana Pawła II poprzez pokazywanie światu dobrych samarytan. Ludzi, którzy patrzą sercem, którzy czynią dobro każdego dnia, którzy są otwarci na potrzeby innego człowieka. Dzisiaj, kiedy nie ma już z nami Stasia, którego w Wolontariacie św. Eliasza nazywaliśmy „Padre”, traktujemy to wydarzenie jako pozostawioną nam w spadku misję. Jako prezes zarządu Wolontariatu św. Eliasza uważam nawet, że to jest jedno z naszych najważniejszych zobowiązań, które powinniśmy wypełniać.
Roksana Pilch: Padre nie ma już z nami fizycznie, ale wierzymy, że jest już w niebie, a skoro tak, to jest pośród nas w inny sposób. Tegoroczna edycja plebiscytu nie mogła się więc nie odbyć, bo wielkie byłyby jego rozczarowanie i dramat, gdybyśmy zapomnieli o tym wydarzeniu. Wujek (jestem jego siostrzenicą) co roku zmagał się z problemami finansowymi związanymi z organizacją plebiscytu i gali finansowej, a jednak to było dla niego tak ważne, iż był gotów pukać od drzwi do drzwi, szukając instytucji chcących wesprzeć to dzieło. Dlaczego? Ponieważ widział wielką wartość w budowaniu świata na fundamencie ludzkiej dobroci. Jesteśmy bombardowani złymi informacjami, wciąż słyszymy o wojnach i ludzkich tragediach, a przeciwwagą do tego są ludzie, którzy dają innym dobro - bez rozgłosu, bez newsów na pierwszych stronach gazetach. Oni nawet często są onieśmieleni faktem, że my chcemy im za dobro podziękować.
O. Stanisław był mocno przywiązany nie tylko do słów przypowieści o Miłosiernym Samarytaninie, ale też do św. Jana Pawła II. Można nawet powiedzieć, że w swoim kapłaństwie starał się go naśladować.
M.G.: Stanisław przyjął święcenia kapłańskie z rąk Ojca Świętego Jana Pawła II, a to wielkie wydarzenie, które odbyło się w Rzymie, wydawało owoce przez całe jego życie. Także w Rzymie Stanisław obserwował, jak papież odwiedza szpitale i spotyka się z chorymi. To był dla niego wzór, który zaczął realizować w swoim kapłaństwie, gdy wrócił do Polski i gdy w Krakowie został kapelanem Szpitala im. Dietla. Z kolei w momencie śmierci papieża mój brat postanowił, że będzie upamiętniał papieża z Polski nie poprzez granitowe pomniki, ale poprzez ludzi kierujących się ewangelią miłości bliźniego i budujących cywilizację miłości, o którą tak często prosił Jan Paweł II. Pamiętam spotkanie z wolontariuszami (Padre był założycielem Wolontariatu św. Eliasza i jego wieloletnim prezesem) i burzę mózgów, która wtedy się odbyła. Jej efektem był właśnie projekt plebiscytu na Miłosiernego Samarytanina. Od samego początku miał nas uczyć jeszcze większej wrażliwości i uważności w patrzeniu na drugiego człowieka.
R.P.: Zamiłowanie Padre do przypowieści o Miłosiernym Samarytanie było tak duże, że wciąż przypominał nam jej „nową wykładnię”, jakiej dokonał Jan Paweł II. Chodzi o słowa, iż każdy z nas chociaż raz w życiu powinien napisać osobistą przypowieść o Miłosiernym Samarytanie, a więc nie być obojętnym na cierpienie drugiego człowieka, nie przechodzić obok bliźniego w potrzebie, a pracując w służbie zdrowia, służyć chorym tak, jakby się służyło Jezusowi. Co więcej, ojciec zawsze stawiał nacisk na to, że nie są ważne ani poglądy społeczne, ani polityczne, bo one nikogo nie usprawiedliwiają, gdy trzeba pomóc bliźniemu. Przeciwnie. Nie musimy się ani lubić, ani zgadzać, żeby umieć nieść pomoc tam, gdzie ona jest potrzebna każdego dnia.
I właśnie od służby zdrowia ten plebiscyt się rozpoczął. Jego pierwsza skromna edycja odbyła się w Szpitalu im. Dietla. A potem plebiscyt wyszedł na cały Kraków, do wszystkich szpitali i zaczął się rozwijać, bo pojawiła się druga kategoria nagradzanych osób, które nie są związane z medycznym światem. W końcu plebiscyt zawędrował poza granice Polski…
R.P.: Gdy Padre przyjechał do Krakowa, mówił, iż często słyszy tylko narzekanie: na lekarzy, na słabą opiekę, na to, że los pacjentów nikogo nie obchodzi. Chodząc po oddziałach Szpitala im. Dietla, bo tam został posłany jako kapelan, wiedział, że to nie jest pełna prawda i że dużo jest lekarzy i pielęgniarek szczerze zaangażowanych w swoje obowiązki. Chciał więc zmienić mentalność chorych i zaprosił ich do głosowania na najlepszego lekarza, pielęgniarkę, salową i to był strzał w dziesiątkę. Przez pierwsze trzy lata plebiscyt na Miłosiernego Samarytanina odbywał jednak tylko w Szpitalu im. Dietla. Pacjenci pisali jednak do Wolontariatu św. Eliasza, że chcą podziękować za opiekę, a nawet za uratowanie życia medykom z najróżniejszych szpitali. Po 10 latach okazało się, że głosy napływają do nas z całej Polski, a w kilku edycjach dostawaliśmy maile również z zagranicy. Ostatnie lata pokazują natomiast, że głosów w tej drugiej nie medycznej kategorii jest nawet więcej, niż w medycznej, bo wokoło nas nie brakuje sytuacji tragicznych i smutnych, które uruchamiają w nas najbardziej szlachetne odruchy. I takich właśnie szlachetnych ludzi znów chcemy nagrodzić. Gdy je czytam jako sekretarz Wolontariatu i koordynatorka głosowania, i gdy przygotowuję kandydatury pod obrady kapituły wiem, że mamy do czynienia z historiami, obok których nie da się przejść obojętnie. Te historie wzruszają do głębi serca.
Przypomnimy kilka takich historii, które najmocniej utkwiły w Waszych sercach?
M.G.: Do dziś pamiętam wyróżnienie przyznane nastoletniej dziewczynie, Emilce, o której zgłaszający ją napisali, iż ma bardzo dojrzałe serce. Ona chodziła do jednego z DPS-ów, by czytać ludziom książki. Nie widziała w tym nic nadzwyczajnego. Wszyscy też chyba pamiętamy młodą dziewczynę, która jako wolontariuszka pojechała do Ukrainy, by pomagać ludziom chorym, starszym, z niepełnosprawnościami. Myślę o Grażynie Sławińskiej, która za swoją dobroć zapłaciła wielką cenę - pod Bachmutem straciła nogę. Ta Miłosierna Samarytanka mimo nieszczęścia, jakie ją spotkała, nie zaprzestała swojej działalności. Nie mogliśmy też nie docenić poświęcenia Medyków z Granicy, którzy nieśli pomoc medyczną na granicy polsko-białoruskiej.
R.P.: Ja z kolei wspominam dr. Pawła Grabowskiego, który na Podlasiu założył hospicjum i zgromadził wokół siebie armię wolontariuszy chcących razem z nim nieść pomoc ludziom ciężko chorym. Fantastycznie działa wciąż krakowska Zupa na Plantach pomagająca osobom w kryzysie bezdomności. Nieprzerwanie wzruszają mnie również Piękne Anioły, które remontują domy i mieszkania osób dotkniętych różnymi trudnościami, a rok temu za serce chwyciła mnie historia Bartosza Rutkowskiego – byłego żołnierza, który słysząc o ludziach prześladowanych przez ISIS postanowił przerwać ich dramat. Jego Orla Straż robi rzeczy niesamowite. Ludzi dobrych do szpiku kości mamy więc obok siebie. Znajdźmy ich również w tym roku. Zapraszamy do głosowania!
Plebiscyt na Miłosiernych Samarytan Roku 2025 jak zawsze odbywa się w dwóch kategoriach. W pierwszej, wraz z Wolontariatem św. Eliasza (redakcja „Gościa Krakowskiego” od lat mocno wspiera plebiscyt) nagradzamy medyków (lekarzy, pielęgniarki, salowych, pracowników systemu ratownictwa medycznego), którzy swoją pracę traktują jako powołanie i wykonują ją z pełnym zaangażowaniem dla pacjenta, często robiąc dla niego „coś więcej”, niż zrobiliby inni. W drugiej wyróżniamy ludzi wrażliwych na cudze nieszczęście, którzy zatrzymują się i chcą działać. Aby wskazać swojego kandydata do tytułu Miłosiernego Samarytanina, należy podać imię i nazwisko nominowanej osoby, jej numer telefonu lub adres mailowy (kontaktowy) oraz koniecznie trzeba napisać kilka zdań uzasadnienia (nominacje bez uzasadnienia nie są brane pod uwagę). Można napisać tradycyjny list (Wolontariat św. Eliasza, 30-608 Kraków, ul. por. Wąchały 5), list elektroniczny (milosierny.samarytanin.krakow@gmail.com), wypełnić formularz na stronie www.eliasz.org.pl lub zadzwonić (885 512 500 lub 12/ 263 61 56, od poniedziałku do piątku od godz. 16 do 18). Głosowanie trwa do 30 kwietnia, a uroczysta gala odbędzie się 25 maja w Teatrze STU.