Budowa linii nie odbyła się bezboleśnie i podczas montażu sieci trakcyjnej na ulicy Lubicz, którą kolej uważała bezpodstawnie za swoją własność, kolejarze kijami i batami przeganiali tramwajarskich monterów. Bijatyki zakończyły się uznaniem, że ulica Lubicz należy jednak do miasta i tramwaj mógł nią pojechać. Tak czy inaczej: pierwszy przejazd elektrycznego tramwaju (notabene po tej samej, "konnej" trasie) odbył się 16 marca 1901 roku, jak obszył 125 lat temu. Traf chciał, że tego samego dnia w Teatrze Miejskim (później Słowackiego) odbyła się premiera "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego.
Obchody rocznicowe postanowiono połączyć i w niedzielę 15 marca z pętli w Bronowicach Małych odjechał do centrum liczący sobie 103 lata tramwaj SN1 numer 56, najstarszy z zachowanych zabytkowych krakowskich wozów tramwajowych. W odróżnieniu od tramwajów konnych (jeden z wozów się zachował i jest w zbiorach Muzeum Inżynierii) wagony pierwszych tramwajów elektrycznych zniknęły w pomroce dziejów i SN1 jest najstarszy.
Na pętli bronowickiej zjawił się w komplecie zespół teatralny "Złoty Róg" gromadzący mieszkańców Bronowic, które należały dawniej do parafii Mariackiej. Piękne stroje ludowe przypomniały dawne czasy Bronowic, bogatej wsi, której panny miały wielkie "branie" wśród młodopolskich artystów i której obrzęd weselny został unieśmiertelniony w polskim arcydramacie Wyspiańskiego.
Fragment z "Wesela" został odegrany przez aktorki "Złotego Rogu" na pętli na tle zabytkowego tramwaju SN1 i najdłuższego w Polsce nowoczesnego wagonu "Krakowiak", po czym całe towarzystwo wpakowało się do obu tramwajów (nie bez kontrowersji, bo wszystkie krakowianki koniecznie chciały jechać zabytkowym wozem, w efekcie czego dla członków zespołu teatralnego nie starczyło miejsca) i z przystankami oraz ludowymi przyśpiewkami objechano trasę do TAURON Areny i z powrotem. W planach MPK na uczczenie rocznicy jest także organizacja wspólnego biegu pracowników, parada zabytkowych tramwajów oraz atrakcje w ramach Krakowskiej Linii Muzealnej.
A wszystkim, którzy narzekają na tłok, przypominamy, że w marcu 1901 r. jeździło po mieście 9 wozów tak przepełnionych, że na niektórych przystankach nie dało się do nich wsiąść i to pomimo tego, że do wagonów doczepiano wozy dawnej kolei konnej. I co? I trzeba było zasuwać, jak to się mówi w Krakowie „na nogach”.
Kiedy pojechał przez Kraków pierwszy tramwaj nie jest jasne. Na pewno był to tramwaj konny i na pewno było to nieco później niż panowanie zmarłego w 1572 r. króla Zygmunta Augusta. Na pewno istnieją zachowane dokumenty, że linia istniała w roku 1867 i jej trasa wiodła od Dworca Głównego do Mostu Podgórskiego, co niejako potwierdza zadawniony status Kazimierza jako dzielnicy ważnej.
Ale prawdziwy tramwaj to taki, po którego przejeździe nie trzeba sprzątać odchodów z torowiska. Prawdziwy tramwaj to tramwaj elektryczny! Tu Kraków był w europejskiej czołówce i tramwaj elektryczny "we Widniu" pojawił się później, niż w prowincjonalnym Krakowie. Skądinąd wiemy, że stołeczny Wiedeń zwyczajnie nie miał pieniędzy na zakup od Siemensa silników elektrycznych, które to pieniądze przysłowiowo skąpy Kraków wybulił, choć nie bez trudności.









