Kraków. Mężczyźni na Marszu św. Józefa przejdź do galerii

Uczestnicy wydarzenia rano w sobotę 21 marca wyruszyli w formie "pielgrzymowania gwiaździstego" z różnych części miasta, by spotkać się w Sanktuarium św. Józefa na Podgórzu, gdzie dotarli m.in. z łagiewnickiego Sanktuarium Bożego Miłosierdzia.

Mężczyźni pielgrzymowanie rozpoczęli Litanią do św. Józefa. Szli wzdłuż torów tramwajowych, ruchliwych ulic czy obok pieszych na chodnikach, przyciągając ich wzrok. Modlili się głośno i pewnie. Towarzyszyły im tajemnice radosne Różańca Świętego.

- Józef nie wiedział, jak ma się zachować wobec "cudownego" macierzyństwa Maryi. Szukał zapewne odpowiedzi na to dręczące go pytanie, ale nade wszystko szukał wyjścia z tej trudnej dla siebie sytuacji. Spełniając polecenie ze snu, pokazał podobną jak Maryja gotowość woli wobec tego, czego żądał od niego Bóg. Módlmy się, abyśmy na wzór Maryi i św. Józefa okazywali Bogu gotowość do wypełniania Jego woli w codziennym naszym życiu. Zastanów się w drodze, przed wzięciem jakiej odpowiedzialności się bronisz - zabrzmiały mocno rozważania opisujące Zwiastowanie Maryi.

Widać było, że mężczyźni tworzą wspólnotą. - To wydarzenie nas łączy. Jako faceci potrzebujemy możliwości wykazania się, podjęcia realnego wysiłku, byśmy na tej wspólnej drodze budowali jedność i wzmacniali swoją wiarę. Idę z konkretną intencją, o uratowanie mojego małżeństwa i czuję siłę współtowarzyszy podróży - przyznał pan Rafał.

W pielgrzymowaniu wzięły udział także różne pokolenia - pan Łukasz przyszedł z synem Michałem. - Święty Józef jest dla nas niezmiernie ważny. W pokoju, w którym mamy przestrzeń do modlitwy, jego figurka ma konkretne miejsce, bo to orędownik na dzisiejsze czasy - niebezpieczne, pełne pokus, zaskakujące. A on okrywa zawsze swoim płaszczem i dodaje odwagi - ocenił.

Po dotarciu do Sanktuarium św. Józefa na Podgórzu mężczyźni wysłuchali świadectwa Karola Cierpicy - kapitana rezerwy Wojska Polskiego, uczestnika misji w Afganistanie, ocalonego z zamachu na bazę w Ghazni oraz autora książki "Ocalony”. 28 sierpnia 2013 r. doświadczył cudu, którzy wstrząsnął jego życiem.

- Napadli na nas terroryści. Wiedziałem, że muszę się schronić, ale był inny impuls. Ratować innych. Pobiegłem w stronę walk, ale nie byłem sam. Ktoś pobiegł za mną. Młody Amerykanin, z uśmiechem. Wytrenowany, by służyć innym. Pobiegł bez koszulki, z bronią. Osłaniał mi plecy. On zginął, ja przeżyłem - opowiadał polski weteran.

Zaskoczyła go postawa rodziców zabitego Michaela Ollisa. - Nie mieli w sobie gniewu, smutku, żalu czy pretensji. Przytulili mnie i powiedzieli: "Witaj w rodzinie. Dziękujemy za twoją służbę. Teraz ty jesteś naszym dzieckiem". To było niesamowite - przyznał i zachęcił, by brać przykład z rodziców żołnierza, który oddał za niego życie, i nie skupiać się na trudnych rzeczach, których się w życiu doświadczyło, ale iść z Bogiem do przodu dalej.

Ukazał postać bohaterskiego Michaela Ollisa jeszcze z jednej perspektywy. - Nie biegł po kamizelkę czy hełm. Zobaczył, że ktoś potrzebuje pomocy i zareagował tak, jak stał. Od razu. Do tego Was namawiam. Nie liczy się wczoraj, nie myśl o jutrze, Twój sektor do działania to "dzisiaj”. To jest właściwa postawa wojownika Chrystusa. Słowa, które nam dziś patronują: "Czy jestem stróżem brata mego?”, nie mogą być wymówką, muszą być inspiracją do tego, by nieustannie widzieć bliźniego i być jutro odrobinę lepszym niż dzisiaj - zachęcił.

Mężczyźni modlili się również przed Najświętszym Sakramentem oraz uczestniczyli w uroczystej Mszy św., której przewodniczył ks. Piotr Studnicki, rzecznik krakowskiej kurii. Homilię wygłosił ks. Sebastian Picur, który jest znany z intensywnej działalności ewangelizacyjnej w mediach społecznościowych. Zauważył, że Bóg zwraca się do św. Józefa poprzez sny. Przypomniał, że to ważny obraz ewangeliczny ziemskiego opiekuna Jezusa, którego wielkim propagatorem był papież Franciszek.

- Trzeba pamiętać, że sen jest przestrzenią działania Pana Boga, bo w nim człowiek nie kontroluje tego, co się dzieje. Święty Józef i jego spotkania z Bogiem w czasie snu, kiedy w codzienności zmaga się z problemami, pokazuje nam, że tam, gdzie jesteśmy bezradni, trzeba zaufać Najwyższemu - nauczał.

Duchowny wskazał przy tym, że męskie serca często chcą kontrolować otoczenie, by jak najbardziej zabezpieczyć swoich najbliższych i siebie. - To ważna odpowiedzialność. Ale często może się to wiązać z pokusą, że chcemy być panami naszego życia od początku do końca. A tak się nie da. Bo, gdy człowiek chce przejąć sprawy w stu procentach, zawsze się to źle kończy. Święty Józef uczy nas, że w życiu trzeba nieraz z pokorą współpracować z Bogiem i poddać się Jego prowadzeniu - wyjaśnił.

Ks. Picur dodał, że nawiązując do snów św. Józefa, można wspomnieć coś jeszcze. - Zdrowy sen trwa zawsze około 6-7 godzin. To długo. Tak samo potrzeba czasu, aby znaleźć odpowiedzi na trudne pytanie i właściwy kierunek działania w trudnych sprawach. A współcześnie jesteśmy nauczeni mieć od razu wszystko na już. Tymczasem trzeba Bogu dać czas, uzbroić się w cierpliwość i Mu zaufać. A wzorem oddawania sterów naszego życia Bogu jest na pewno Święty Józef - podsumował.

W czasie modlitwy w Sanktuarium św. Józefa na Podgórzu mężczyźni mogli napisać intencje, które zostały powierzone Bogu. Mieli też okazję, by zapoznać się z propozycjami męskich wspólnot na specjalnych stoiskach.

- Wybraliśmy taką formę, bo droga, cel i wysiłek pociąga mężczyzn. Chcą się sprawdzić, czasem walcząc ze sobą i swoimi słabościami. Chcemy być razem, zjednoczeni, we wspólnocie świadczyć o naszym patronie i wierze. Dziś wyszliśmy na ulice miasta i mamy nadzieję, że poprzez ten marsz ewangelizowaliśmy Kraków - podsumował wydarzenie Sebastian Izdebski z Rycerzy Kolumba.

Marsz św. Józefa objęty był patronatem honorowym metropolity krakowskiego kard. Grzegorza Rysia.

« 1 »