Hejnaliści otrzymali dziś osiem nowych trąbek. Trębaczom z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie pracującym na Wieży Mariackiej przekazał je marszałek Łukasz Smółka. Wprawdzie uroczyste wręczenie odbyło się przed wejściem do wieży, na Rynku, ale ponieważ dziewiąty strażak pełnił służbę na szczycie, marszałek musiał się wspiąć na Hejnalicę i tam wręczyć nowy instrument dyżurnemu.
Mariacki hejnał jest bez wątpliwości najbardziej znanym w Polsce utworem muzycznym. Dla porządku: pięć nut w tonacji F-dur, melodia nieskomplikowana, urwana w połowie taktu. Najwcześniejsza pisemna wzmianka o hejnale pojawia się w miejskich rejestrach płac z 1392 roku, gdzie jako odbierający pensję jest wymieniony trębacz-hejnalista. Nie narobił się w tych czasach, bo hejnał był grany dwa razy na dobę jako sygnał otwarcia bram miejskich rano i ich zamykania wieczorem. Nie mamy żadnych wiarygodnych przekazów, jak brzmiała wówczas ta melodia. A historyjkę o tatarskiej strzale, która przerwała melodię, wymyśliła w latach 20. XX wieku Aniela Pruszyńska, zapytana przez amerykańskiego dziennikarza, który zaprosił ją na kolację, dlaczego hejnał tak nagle się urywa, na poczekaniu zaimprowizowała "pradawna legendę". I tak już zostało.
Warszawiacy i inni prowincjusze myślą, że hejnał jest grany w południe, bo wtedy transmituje go Radio Kraków, ale Krakusi wiedzą, że grany jest co godzinę przez całą dobę. Kiedy amerykański trębacz jazzowy Wynton Marsalis przyjechał do Krakowa na kilka koncertów z zespołem Jarka Śmietany w Piwnicy "U Muniaka", został zakwaterowany w Hotelu Pod Różą. Od kolacji z muzykami wymówił się, mówiąc, że jest zmęczony. Kiedy następnego dnia w południe przyszedł na próbę szary jak popiół i kompletnie bez formy, wszyscy myśleli, że jednak odbył niekiepski rajd po knajpach Starego Miasta. Tymczasem Marsalis uraczył kolegów opowieścią o nieprzespanej nocy - "punktualnie co godzinę jakiś facet grał prosty motyw na trąbce i chyba nie wiedział, jak melodia się kończy, bo urywał w pół taktu. Nie było mowy o spaniu!".
Nowe trąbki wymagają oswojenia, o czym najbardziej boleśniej przekonał się młody strażak Kuba Imielski wytypowany (złośliwie) przez kolegów do odegrania hejnału po raz pierwszy. Nierozegrany muzyk, lodowato zimny instrument całkowicie nowy dla trębacza... To nie mogło się dobrze skończyć. Ale hejnaliści z takimi właśnie problemami, jak zamarzające w zimie wentyle, silne wiatry wtłaczające dźwięki do płuc i zmieniające ich wysokość muszą się zmagać na co dzień. Już od XIV wieku. Niech więc im nowe trąbki służą jak najlepiej!