Około pół tysiąca ludzi - przedsiębiorców i ich pracowników - zebrało się dziś przed krakowskim magistratem, aby zaprotestować przeciwko morderczemu, w ich przekonaniu, planowi przekształcenia strefy Płaszów-Rybitwy z rejonu przemysłowo-handlowego w mieszkalny.
Rybitwy to jedna z najważniejszych przemysłowych i handlowych części Krakowa, znajdująca się w dzielnicy Podgórze. To właśnie tutaj swoje siedziby mają liczne firmy, magazyny i zakłady produkcyjne. Działa tutaj też słynne targowisko.
Według Remigiusza Tytuły, prezesa klastra Rybitwy, miejskie plany mogą mieć poważne konsekwencje dla lokalnej gospodarki. Pomysłem władz miasta jest wepchnięcie w ten obszar zabudowy mieszkaniowej.
Przedsiębiorcy i kupcy z Rybitw boją się, że skutkiem realizacji tych planów będzie oddanie terenów przemysłowych pod deweloperkę, budowa wielopiętrowych wieżowców mieszkalnych i rugowanie drobnego przemysłu poza granice miasta, co dla biznesmenów i ich pracowników oznacza trudności komunikacyjne, wzrost kosztów, a być może konieczność likwidacji firm. Jak podkreślają, zagrożonych może być nawet 20 tys. miejsc pracy oraz obroty o wartości 8 mld zł. Protestujący podkreślali, że realizacja założeń planu władz miasta może doprowadzić do upadku wielu przedsiębiorstw. Ich zdaniem, plan przewiduje wprowadzanie zabudowy mieszkaniowej pomiędzy zakłady produkcyjne i magazyny, co uznają za rozwiązanie ryzykowne i konfliktowe. Przedsiębiorcy zaznaczają, że funkcje przemysłowe i mieszkaniowe nie dają się pogodzić.
"Nie będziemy likwidować miejsc pracy, nasz plan dla Płaszowa-Rybitw przewiduje jedynie przeniesienie tych firm, które sprawiają największe problemy z nieprzyjemnymi zapachami" - tak władze Krakowa odpowiadają na zarzuty, jakie dziś podnosili protestujący przed Urzędem Miasta. - Wszystkim innym przedsiębiorcom, którzy tam pracują, bardzo jasno komunikowaliśmy: "chcemy, byście tam zostali". O relokacji w istocie rzeczy rozmawiamy tylko w odniesieniu do 8-10 firm - podkreśla wiceprezydent miasta Stanisław Mazur.