Smocza Jama to chyba najbardziej znana jaskinia w Polsce. Nie jest wielka ani bardzo niebezpieczna czy trudna w eksploracji; nawet dzieci mogą po niej chodzić. I właśnie ta dostępność, łatwość zwiedzania dla dzieci, które szczególnie chętnie słuchają opowieści o wawelskim smoku, przyczynia się do jej popularności. Przy czym jest to popularność nieco zinfantylizowana, żeby nie powiedzieć niepoważna.
Pierwszy o jaskini zamieszkiwanej przez "całożercę" pisał kronikarz Wincenty Kadłubek. Smok z jego opowieści to okrutny drapieżnik, żrący seryjnie bydło, niegardzący także mięsem ludzkim. Legenda mówi o dwóch synach króla Kraka, z których jeden pokonał smoka, za to drugi zabił brata i sobie przywłaszczył całą chwałę. Jest to raczej wersja dla dorosłych i niewiele ma to wspólnego z bajką o szewczyku, który pokonał potwora, a ta, trochę infantylna, opowieść jest znacznie popularniejsza. - Smok oczywiście budził strach i uważam, że taki powinien być. Staraliśmy się bazować na niedopowiedzeniu, dźwiękach surowych, naturalnych dla jaskini. Z pełną świadomością odeszliśmy od popularnych wersji wizualnych, pozostając w klimacie bardzo starego, klasycznego teatru cieni, który daje możliwość wyobrazić sobie resztę - mówi Magdalena Młodawska, kuratorka jaskini. Jednocześnie rodzice obawiający się, że dzieci przerażone czającym się w ciemnościach potworem zaczną się jąkać, mogą być spokojni. Wprowadzono eksperymentalne grupy dziecięce na trasę i nikt nie przestraszył się jakoś drastycznie.
Kiedy chodzimy po bruku między Basztą Złodziejską a pomnikiem Kościuszki, widzimy na chodniku ślady smoczych łap. A jest tak dlatego, że zwiedzając jamę, wychodzimy schodami w dawnej austriackiej studni (prawie 150 stopni i klatka ciasna, ktoś, kto ma kłopoty z chodzeniem, nie da sobie rady) i przechodzimy tropem smoka do kolejnej ekspozycji podziemnej, tzw. międzymurza, gdzie możemy zobaczyć projekcję animacji legendy o smoku, zobaczyć szkielet dinozaura nazwanego "wawelskim smokiem", a także wiele innych ciekawych eksponatów.








