Miejsce, w którym rodzi się smak

– Marino, czy chcesz robić dla naszych parafian kawę, żeby po Mszy św. nie biegli tak szybko do domu? – zapytał trzy lata temu o. Dawid Burza OSA. Marina przyjęła propozycję z radością, a dziś przygotowuje też pyszne herbaty rokitnikową i malinową. Hitem lata będzie zaś lemoniada, idealna na ochłodę.

Krakowscy augustianie posługujący w Kaplicy św. Mikołaja z Tolentino w Prokocimiu Nowym (przy ul. Górników, tuż przy wejściu do Parku Jerzmanowskiego) jeszcze przed pandemią wymyślili, że salka, która znajduje się obok kaplicy, pomoże im w pracy duszpasterskiej. Już wtedy zaczęły odbywać się w niej różne spotkania (np. biblijne), próby scholi czy kolędników misyjnych. Ministranci i lektorzy zaproponowali nawet, że podejmą się prowadzenia augustiańskiej kawiarenki, w której każdy będzie mógł poczuć się jak w domu i dobrze spędzić czas, posilając się „małym co nieco”. Niestety, pandemia skasowała tę działalność, a po niej trudno było wszystko reaktywować, a zwłaszcza kawiarenkę.

Sytuacja zmieniła się dopiero, gdy… Rosja zaatakowała Ukrainę, a zakonnicy zdecydowali, że chcą pomóc uchodźcom, dając kilku rodzinom dach nad głową. Dla Mariny, która była w naprawdę dramatycznej sytuacji, to mieszkanie stało się prawdziwym prezentem z nieba i dowodem na to, że modlitwy mogą zostać wysłuchane. Dziś, witając gości augustiańskiej kawiarenki promiennym uśmiechem, przekonuje, że prowadzenie tego miejsca traktuje jak „rehabilitację głowy i serca”.

To, co najlepsze

– Wszystko zaczęło się od programów „Skrzydła” i „Dwa talenty”, realizowanych od lat przez Caritas Archidiecezji Krakowskiej. Po napaści Rosji na Ukrainę szukaliśmy w krakowskich szkołach uzdolnionego sportowo dziecka, które wraz z rodziną uciekło przed wojną i które mogłoby dostać stypendium, czyli bardzo konkretną i długoterminową pomoc, umożliwiającą dalszy rozwój. W końcu znalazłam Daszę (Darię) i dowiedziałam się, że poważne problemy zdrowotne mają zarówno jej mama (Marina jest po operacjach „naprawiających” kręgosłup i trudnej rehabilitacji), jak i tata (w tym momencie jest już po trzech operacjach kardiologicznych ratujących życie), więc wsparcie będzie dla nich na wagę złota – wspomina Agnieszka Homan z krakowskiej Caritas. Gdy zaskoczona Marina została zaproszona do biura Caritas, okazało się, że czeka na nią nie tylko potwierdzenie informacji o stypendium dla Daszy.

– Opowiedziałam Agnieszce całą swoją historię – od ucieczki z bombardowanego Mikołajewa (miasto położone pomiędzy Chersoniem i Odessą) po problemy, z którymi zderzałam się w Polsce, a ona zabrała mnie do Centrum Pomocy Migrantom i Uchodźcom. Monika Buzała tylko na mnie spojrzała i, o nic nie pytając, powiedziała: „Potrzebujesz mieszkania. Mam coś dla ciebie”. Nie rozumiałam ani skąd tyle dobra dla mnie, ani jak pani Monika zgadła, że bez natychmiastowego wsparcia nie bylibyśmy w stanie się utrzymać i że poważnie myślałam o powrocie do Ukrainy… – wzrusza się Marina.

To nie był koniec niespodzianek, ponieważ wkrótce rodzina Mariny spotkała się z o. Burzą, ekonomem domu oo. augustianów w Prokocimiu Nowym i zaowocowało to wymarzonym prezentem dla Daszy. – To był laptop, ponieważ o. Dawid dowiedział się, że Dasza, oprócz tego, że jest utalentowana sportowo, pasjonuje się też programowaniem komputerowym, że po skończeniu szkoły średniej chciałaby zostać w Krakowie, by tutaj studiować informatykę – mówi Marina.

Ona sama zgodziła się zaś pomagać augustianom w sprzątaniu Kaplicy św. Mikołaja z Tolentino, a potem zrodziła się myśl, by reaktywować kawiarenkę. – Robienie kawy z ekspresu i parzenie herbaty to były łatwe zadania, ale nad pieczeniem ciast musiałam się chwilę zastanowić. Dlaczego? Ponieważ ja nigdy wcześniej nie piekłam ciasta! Lubiłam gotowanie, ale ciasta to nie była moja mocna strona – śmieje się Marina. Szybko jednak się zmobilizowała i postanowiła, że w dwa tygodnie nauczy się robić tradycyjne ukraińskie ciasta, by podzielić się z Polakami tym, co w jej kraju jest najlepsze – tylko w ten sposób mogła przecież podziękować za otrzymane wsparcie. – W Ukrainie pijemy herbatę rokitnikową. W Krakowie nigdzie jej nie widziałam, dlatego zaproponowałam o. Dawidowi, że będę robić ten nasz specjał (według własnej receptury), a także herbatę z malin ucieranych z cukrem oraz ukraiński tort (napoleon) i rurki z kremem krówkowym – wylicza Marina, częstując lemoniadą z rokitnika. W upalną majową niedzielę smakuje doskonale!

Tu tworzą się relacje

– Pomysł na kawiarenkę zaczerpnęliśmy od augustianów pracujących w Warszawie, którzy prowadzą tam parafię anglojęzyczną – wierni po Mszach św. spotykają się przy kawie, herbacie, ciastku i mają czas, by w dobrej, rodzinnej atmosferze z nami porozmawiać. W ten sposób Eucharystia ma swoje przedłużenie w spotkaniu z drugim człowiekiem, a parafia jest solidnie zintegrowana – tłumaczy o. Dawid. Skoro więc tam idea się sprawdziła, to dlaczego nie miałaby trafić na podatny grunt również w Krakowie? Co prawda, Kaplica św. Mikołaja z Tolentino nie jest samodzielną parafią, tylko częścią bardzo rozległej parafii Matki Bożej Dobrej Rady (kościół parafialny znajduje się kilkaset metrów dalej), ale ojcowie augustianie wspierają księży diecezjalnych w codziennej pracy duszpasterskiej. W efekcie do kaplicy na niedzielne (i nie tylko) Msze św. przychodzi całkiem sporo osób, które w większości mieszkają w najbliższym sąsiedztwie i tworzą grupę dobrych znajomych, a nawet przyjaciół. – Przychodzą też osoby, które idą na spacer czy na rower do Parku Jerzmanowskiego, a my wszystkich przyjmujemy z otwartymi ramionami, ciesząc się, że potem tak wiele osób zagląda do kawiarenki. Marina nazwała ją „Miejscem, w którym rodzi się smak”. Wiosną i latem kawiarenka jest czynna w soboty i niedziele, a jesienią i zimą – tylko w niedziele. Goście doceniają domowy klimat, jaki panuje w tym miejscu, chwalą wypieki Mariny i fakt, że z każdym stara się porozmawiać – zauważa o. Dawid, a Marina dodaje, że wielkim wsparciem w prowadzeniu tego miejsca są… sami goście, a zwłaszcza ci najbardziej zaprzyjaźnieni.

– Ciasta Mariny, a zwłaszcza jej napoleon są warte naszego wysiłku. Dlatego zbieramy karty uprawniające do zniżek w dużych sklepach, kupujemy ogromne ilości masła, cukru, mąki i dostarczamy do kawiarenki, by Marina miała z czego wypiekać pyszności i żeby dla nikogo ich nie zabrakło. Niektórzy biorą nawet zapas ciasta na wynos, tak jak my dziś dla dzieci, które są na oazowych wycieczkach – śmieją się Małgosia i Krzysztof Wojdowscy, a Aneta Foryś nie ma najmniejszych wątpliwości, że taka inicjatywa jest bardzo potrzebna i zdałaby egzamin w każdej parafii. – W kawiarence tworzą się jeszcze mocniejsze więzi, i to nie tylko między nami, czyli lokalną społecznością, ale też między nami i naszymi duszpasterzami. Już mamy to we krwi, że po Mszy nie idziemy od razu do domu. Można raczej powiedzieć, że nikomu nie spieszy się, by wracać, tylko siedzimy, rozmawiamy, żartujemy i jest pięknie – przekonuje.

To jeszcze nie wszystko, ponieważ w Adwencie ojcowie augustianie zapraszają też wszystkich na śniadanie – w każdą sobotę po Roratach na coś dobrego przychodzi od 20 do 30 osób, a największym powodzeniem cieszy się jajecznica według autorskiego przepisu Mariny.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..