W głosowaniu uczestniczyło ponad 176 tys. Krakowian. Za odwołaniem obecnego włodarza miasta, sprawującego swój urząd od dwóch lat, zagłosowało w sposób ważny ponad 171 tys. osób.
Ostanie się natomiast Rada Miasta Krakowa. Do jej odwołania potrzeba było co najmniej 179 tys. 792 ważnych głosów. Tymczasem w tym przypadku oddano ich 174 tys. 723. Tak czy inaczej ten wynik to pokazanie rajcom miejskim czerwonej kartki, szczególnie że ponad 168 tys. Krakowian zagłosowało za ich odwołaniem.
W ciągu tygodnia premier powinien wyznaczyć komisarycznego zarządcę miasta, przedterminowe wybory prezydenckie powinny się zaś odbyć w ciągu 90 dni.
"A teraz zadanie od poniedziałku to - by Kraków był uśmiechnięty. By był miastem dialogu, miastem, w którym się nie kłócimy. Będziemy musieli, bo na nas oczywiście spoczywa ten obowiązek, zakopać te podziały. Bardzo państwa o to proszę, bo Kraków musi być miastem dla wszystkich. A ja taki Kraków wszystkim gwarantuję” - mówił dwa lata temu A. Miszalski w trakcie wieczoru wyborczego 21 kwietnia.
W miarę kolejnych miesięcy jego prezydentury zaczęły pojawiać się głosy wskazujące na sprzeczności prowadzonej polityki miejskiej z zapowiedziami przedwyborczymi. Wśród osób, które z czasem wystąpiły z inicjatywą referendalną, padały oskarżenia, że nowa ekipa w szybkim tempie zadłuża miasto, nie spełnia obietnic wyborczych, jest arogancka, zajmuje się "rozprowadzaniem" swoich ludzi po rozmaitych instytucjach, nie bacząc na ich kompetencje (nazwali to kolesiostwem), wprowadza w życie kontrowersyjne pomysły, dotyczące m.in. tzw. Strefy Czystego Transportu oraz wydłużenia godzin płatnego parkowania i płatnego parkowania w niedzielę. „Nasza inicjatywa nie jest elementem ogólnopolskiego sporu politycznego i nie służy promocji jakiejkolwiek formacji. Jest wyrazem obywatelskiego sprzeciwu wobec sposobu zarządzania naszym miastem" - deklarowali inicjatorzy kampanii referendalnej, na której czele stoi Jan Hoffman, prawnik, przewodniczący Rady i Zarządu Dzielnicy I Stare Miasto.
Zazwyczaj droga do rozliczeń kolejnych ekip samorządowych otwiera się za pomocą kartki wyborczej. Inicjatorzy referendum uznali jednak, że skala błędów i zaniechań jest tak duża, iż nie można czekać trzy lata na kolejne wybory, lecz czas na zmianę już teraz. Obywatelski charakter inicjatywy referendalnej, choć sugerowano, że stoi za nią w istocie radny Łukasz Gibała, który 2 lata temu przegrał wybory z Miszalskim niewielką liczbą głosów, traktujący teraz referendum jako dogrywkę tamtych wyborów, przekonał jak widać niemałą ilość mieszkańców Krakowa, do oddania głosów za odwołaniem urzędującego prezydenta.
Pytanie, co dalej? Nic nie zapowiada, żeby własnego kandydata na kolejnego prezydenta Krakowa zgłosiło środowisko ruchu referendalnego. Może być ono jednak ważnym recenzentem obietnic wyborczych kandydatów. Wszystko to jednak pod warunkiem, że jego dalsze działanie zostałoby w jakiejś formie sformalizowane, na co się nie zanosi.
Jedno jest pewne. Każdy kolejny prezydent miasta będzie musiał mieć świadomość, że zarządzanie miastem w oderwaniu od potrzeb jego obywateli może skutkować przedterminowym odwołaniem ze stanowiska.








