Podniebny dramat

O katastrofie Liberatora pod Rzymkowicami w 1944 r., opisanej w nowej publikacji, opowiadał Daniel Podobiński.

Była to tragiczna w skutkach kolizja dwóch amerykańskich liberatorów podczas jednego ze zmasowanych nalotów bombowych, które lotnictwo 15. Armii Powietrznej USA przeprowadzało z Włoch na zakłady produkujące benzynę syntetyczną w okolicach Kędzierzyna, Blachowni i Zdzieszowic. 17 grudnia 1944 r. grupa Liberatorów B-24, nawracając nad Borami Niemodlińskimi, została zaskoczona przez dwa myśliwce Me 109 z pobliskiego niemieckiego lotniska ćwiczeniowego w Wierzbiu. To i niespodziewana awaria systemu elektrycznego samolotu prowadzącego klucz Williama Sheltona sprawiła, że na wysokości ok. 25 tys. stóp (7600 m) doszło do kontaktu z drugą maszyną „White 47”, dowodzoną przez por. Theodora Kinga. Kadłub „White 47” został rozerwany, a jego ogon wraz ze stanowiskiem tylnego strzelca odcięty. Liberator runął na ziemię w okolicach lasu w Rzymkowicach. Drugi, uszkodzony, zdołał dolecieć do Jugosławii.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »