W centralnej procesji Bożego Ciała w archidiecezji krakowskiej, czyli z Wawelu na Rynek Główny, wzięło udział kilka tysięcy osób, a kazania przy czterech ołtarzach mówili krakowscy biskupi.
Uroczystości ku czci Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa rozpoczęła Msza św., której, w strugach deszczu, na wawelskim wzgórzu przewodniczył biskup senior Jan Zając. W homilii mówił on m.in., że Bóg prowadzi człowieka "po pustyni świata", przez doświadczenia zła i głodu. - Pan Bóg twój poznał, co kryjesz w swym sercu, czy strzeżesz Jego nakazów. Przyprowadził cię tutaj, aby cię nakarmić manną z nieba i napoić wodą życia w twojej wędrówce do ziemi obiecanej - nieba - stwierdził, dodając, iż tylko On może zaspokoić nasz głód prawdy i dobra oraz nasze największe pragnienia - zaznaczył. Przypomniał też, że gdy podczas Mszy św. nad chlebem i kielichem zostaną wypowiedziane słowa Chrystusa, spełni się wielka tajemnica wiary. Nie powinniśmy tego daru miłości Boga zachowywać tylko dla siebie, lecz mamy go nieść tam, gdzie człowiek szuka sensu życia, dobra, miłości i pomocy.
Gdy już rozpoczęła się procesja, deszcz ustał, jakby niebo pomogło uczestnikom uroczystości pokonać trasę, a zwłaszcza dzieciom, które tradycyjnie sypały kwiaty.
Przy pierwszym ołtarzu, tuż obok Kościoła św. Idziego, kazanie mówił bp Robert Chrząszcz. Zwrócił on uwagę na cztery imperatywy wypowiedziane przez Chrystusa w odczytanej chwilę wcześniej Ewangelii. Chodzi o słowa "idźcie", "powiedzcie", "bierzcie i jedzcie" oraz "pijcie z niego wszyscy". - Chrześcijaństwo nie polega na siedzeniu w miejscu. Nie jest zamknięciem Boga w murach świątyni. Jezus posyła swoich uczniów do miasta, pomiędzy ludzi, w zwyczajność i ich codzienność. (…) To właśnie dzieje się w Boże Ciało, kiedy "Bóg wychodzi do ludzi" - idzie pomiędzy nasze domy, nasze problemy, nasze życie. Idzie tam, gdzie człowiek żyje, pracuje, cierpi i kocha - przekonywał bp R. Chrząszcz dodając, iż uczeń Chrystusa nie może milczeć, tylko ma przekazywać dalej słowo Boga, wbrew współczesnemu światu, który mówi: "wiara jest prywatną sprawą". Nie chodzi jednak tylko o mówienie o Bogu, ponieważ można mówić o Nim, a swoją postawą od Boga odpychać. Wiara domaga się więc świadectwa. - Człowiek staje się Ewangelią, gdy inni czytają ją każdego dnia - podkreślił.
- Człowiek staje się Ewangelią, gdy inni czytają ją każdego dnia - podkreślił bp Robert Chrząszcz.
Monika Łącka /Foto Gość
Kazanie przy drugim ołtarzu, zbudowanym przy Kościele św.św. Piotra i Pawła, powiedział bp Janusz Mastalski. On z kolei wskazał trzy słowa-klucze: "głód", "żal mi tego tłumu" i "odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom". - Panie, Ty odczytujesz nasze potrzeby. Wiesz, że nie chodzi tylko o ten ziemski pokarm. Widzisz w nas głód bliskości, bo coraz więcej ludzi samotnych. Widzisz głód nadziei, kiedy wydaje się, że wszystko już przegrane. Ale Ty też widzisz głód prawdziwej radości, szczególnie wtedy, kiedy smutek nas ogarnia, kiedy myślimy, że nikt nas nie docenia, nikt nas nie zauważa. Panie, dzisiaj czekamy na Twoje otwarte ramiona, bo jesteśmy głodni - mówił bp J. Mastalski, dodając, że Jezus jest miłością miłosierną, która nie ma limitów, oraz że Jezus daje dary, które człowieka przemieniają i wzmacniają.
- Panie, dzisiaj czekamy na Twoje otwarte ramiona, bo jesteśmy głodni - mówił bp Janusz Mastalski.
Monika Łącka /Foto Gość
Trzeci ołtarz na trasie procesji znajdował się przy Kościele św. Wojciecha. Nawiązując do uczniów Jezusa będących w drodze do Emaus, bp Damian Muskus OFM porównał ich do współczesnych ludzi, którzy są rozczarowani Kościołem, wspólnotą, drugim człowiekiem; którzy zamiast jedności widzą podziały, zamiast pokoju - napięcia, a zamiast wspólnoty - wzajemną podejrzliwość. Zauważył on także ważną rzecz - że nawet Eucharystia, a szczególnie sposób jej przyjmowania, może stać się miejscem napięcia, chociaż z natury jest sakramentem jedności. - Chrystus nie zostawił nam Eucharystii po to, abyśmy się wzajemnie oceniali, lecz po to, byśmy się umieli rozpoznawać i rozpoznawać przede wszystkim Jego samego w łamaniu chleba, byśmy umieli rozpoznawać Jezusa w drugim człowieku - tłumaczył bp D. Muskus. Jego zdaniem dziś zbyt łatwo zapominamy, że szacunek do Eucharystii nie kończy się ani na geście, ani na postawie, w której przyjmujemy Komunię Świętą. I choć to wszystko jest ważne, to prawdziwy szacunek dla Eucharystii prowadzi dalej - do szacunku do człowieka. - Jak możemy klękać przed Chrystusem obecnym w Eucharystii, a jednocześnie podejrzliwie, z nieufnością, z niechęcią, patrzeć na człowieka, który siedzi obok mnie w ławce. Eucharystia nie została dana Kościołowi po to, by dzielić. Ona jest Pokarmem dla ludzi w drodze. Ludzi słabych, poszukujących, czasem zagubionych. Jest zaproszeniem do jedności - podkreślił, prosząc zarówno kapłanów, jak i wiernych, by zachwycili się bliskością Jezusa i aby nigdy nie patrzyli z podejrzliwością na dłonie człowieka.
- Jak możemy klękać przed Chrystusem obecnym w Eucharystii, a jednocześnie podejrzliwie, z nieufnością, z niechęcią, patrzeć na człowieka, który siedzi obok mnie w ławce - pytał bp Damian Muskus OFM.
Monika Łącka /Foto Gość
Słowo "jedność" było natomiast słowem-kluczem w homilii kard. Grzegorza Rysia, który wygłosił ją przy czwartym ołtarzu, przy bazylice Mariackiej. Mówił on bowiem, że tuż przed męką i śmiercią Jezus musiał modlić się o to, co było dla Niego najważniejsze. Jego największym pragnieniem było zaś to, "aby świat uwierzył" i "aby świat poznał". - Kościół jest po to, żeby świat uwierzył - mówił metropolita, dodając, że na świecie jest obecnie ponad 50 miejsc, które doświadczają wojny, przemocy, nienawiści, cierpienia, śmierci, płaczu. - Trudno jest więc powiedzieć, że świat uwierzył - zauważył. Jego zdaniem do tej modlitwy, by świat uwierzył, i byśmy byli jedno, Jezus wzywa dziś także każdego z nas i także nasze pokolenie musi zrobić potężny rachunek sumienia z tego, jak odpowiadamy na prośbę Chrystusa. - W tym świecie, który jest rozbity, który jest rozdarty wojną, nienawiścią, przemocą, w tym świecie mają być uczniowie Jezusa, którzy są jedno i stają się sakramentem jedności - podkreślił kard. G. Ryś. To nie wszystko. - Mamy być narzędziem, jak mówi Duch Święty, jedności całego rodzaju ludzkiego, my jako Kościół. (…) Świat nie uwierzy, dokąd nie będziemy jedno. I świat, powiedziałbym nawet, ma prawo nie wierzyć, dokąd chrześcijanie nie są jedno. Aby świat uwierzył, relacje w Kościele musiałyby się zmienić w sposób istotny, ale też chrześcijan musiałoby dramatycznie boleć, że nie są jedno - nie ma wątpliwości metropolita. Dlatego właśnie zachęcił on wszystkich, którzy szczelnie wypełnili płytę Rynku, aby najpierw zadali sobie pytanie, czy nie boli ich, że jako chrześcijanie różnych wyznań nie możemy siedzieć przy jednym stole (Pańskim), a następnie byśmy zaczęli modlić się o jedność chrześcijan - nawet zaraz już, wracając z procesji do domu.
- Mamy być narzędziem, jak mówi Duch Święty, jedności całego rodzaju ludzkiego, my jako Kościół - przekonywał kard. Grzegorz Ryś.
Monika Łącka /Foto Gość
Uroczystości zakończyła Msza św. przy ołtarzu polowym przy bazylice Mariackiej, której przewodniczył metropolita senior abp Marek Jędraszewski. Przypomniał on m.in. wydarzenia, które na przestrzeni wieków były dowodami na realną obecność Chrystusa ukrytego pod postacią Chleba i Wina. Jedną z nich była sytuacja z 1263 r., gdy kapłan podczas sprawowania Eucharystii w Bolsenie zwątpił w realną obecność Chrystusa. - Wtedy zaczęły spadać na korporał i posadzkę przy ołtarzu krople krwi - mówił arcybiskup. Wiadomość o tym dotarła do papieża przebywającego w Orvieto - legaci przynieśli tam korporał z plamami krwi Chrystusowej i odbyła się pierwsza procesja Bożego Ciała. Rok później papież Urban IV wydał bullę ustanawiającą święto Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej. Z kolei pierwsza procesja Bożego Ciała na ziemiach polskich odbyła się w Krakowie w 1320 r.