• facebook
  • rss
  • Studencka solidarność

    Bogusław Sonik


    |

    Gość Krakowski 21/2012

    dodane 24.05.2012 00:43

    Bezpośrednią przyczyną buntu była śmierć Stanisława Pyjasa 7 maja 1977 r., a raczej postępowanie władz PRL po śmierci studenta. Dlatego zamiast juwenaliowej zabawy, zaproponowaliśmy żałobę. Tysiące ludzi przyszło na żałobną Mszę św. u dominikanów a potem do Rynku i na Szewską, gdzie znaleziono ciało Staszka. Po manifestacji zwanej czarnym marszem wieczorem u stóp Wawelu w obecności tłumu krakowian ogłosiliśmy utworzenie niezależnego ruchu studenckiego.

    Deklarację tę podpisało nazwiskami 10 studentów. Podali swoje adresy i kierunek studiów. Byli desperatami. Ale ich decyzja była racjonalna. Za przykładem istniejących już KOR-u i ROPCiO uznali, że jawność może być ochroną. Tylko że w tych dniach większość członków KOR została aresztowana. Nazwaliśmy się Studenckim Komitetem Solidarności. Wybór słowa „solidarność” był pomysłem absolutnie nowatorskim. Z początku słabo zrozumiałym. Z kim solidarni? – pytano. z sobą – odpowiadali. Jesteśmy wszyscy odpowiedzialni za siebie nawzajem. Jesteśmy solidarnie odpowiedzialni za nasz wspólny los, za Polskę. Nie chcemy już być przedmiotem, ale podmiotem. 
Trzy lata później „solidarność” pojawiła się w nazwie – i na sztandarach – najważniejszego i najbardziej masowego ruchu kontestacji komunistycznej rzeczywistości. Do dzisiaj „Solidarność” jest emblematem Polski w świecie, do dzisiaj inspiruje wolnościowe inicjatywy na wszystkich kontynentach.


    Kolebka krakowskiej opozycji


    Wieść o tym, co wydarzyło się w Krakowie, obiegła Polskę. Radio Wolna Europa informowało o czarnym marszu, o powstaniu SKS i aresztowaniach korowców. W samym SKS panowała niezwykła aktywność: setki spotkań, dyskusji, ulotek, nawiązywanie kontaktów z uczelniami w innych miastach. 
W działania Studenckiego Komitetu Solidarności zaangażowało się wtedy nawet kilkaset osób. Jednak na aktywność, która wymagała 
10 i więcej godzin pracy dziennie, zdecydowało się około 30 studentów. To był czas egzaminów i zbliżały się wakacje. Pojawiła się obawa, że po 
3 miesiącach, w nowym roku akademickim wszyscy o SKS zapomną. Na to zapewne czekała SB. Ale się nie doczekała. 
Jesienią ’77 ruszyliśmy z wielką ofensywą. Studencki Komitet Solidarności był grupą, która ogniskowała całą działalność opozycyjną w Krakowie i Małopolsce. Aktywność dotycząca samego środowiska akademickiego była tylko fragmentem szerszych działań. W pokojach akademików i zaprzyjaźnionych mieszkaniach na powielaczach drukowano nielegalne materiały. Chałupniczymi metodami. Śmierdziała farba, brakowało papieru, szło jak po grudzie, ale – mimo wpadek i kłopotów – działało. Stworzyliśmy dwa pisma: „Sygnał” oraz – teoretycznie ogólnopolski „Indeks”. Niestety wśród redaktorów „Indeksu” był osławiony donosiciel SB ps. Ketman (Lesław Maleszka – red.) – przedsięwzięcie było więc skazane na porażkę. 
W wielkiej i dobrze przygotowanej akcji SKS walczył z restrykcjami w Bibliotece Jagiellońskiej, gdzie niektóre książki (zwłaszcza wydane na Zachodzie) były dostępne tylko za specjalnymi pozwoleniami, a rejestr odważnych czytelników lądował na bezpiece. Żądanie swobodnego dostępu do zbiorów bibliotecznych nie zostało spełnione. Osiągnięto jednak ważny cel: świadomość istnienia cenzury i nienormalności tego stanu stała się powszechna. Podobny charakter miało żądanie uwolnienia paszportów i możliwości podróżowania po świecie. Ludzie zrozumieli, że są zakładnikami systemu.


    Przesłanie dla młodego pokolenia 


    Po wyborze kardynała Wojtyły na Stolicę Piotrową masowe procesy polityczne wydawały się dla władzy kłopotem. Były za to przypadki wyrzucenia ze studiów, pobić, zastraszeń i szykan wobec rodziców i krewnych. Powtarzające się rewizje i zatrzymania dezorganizowały życie i szarpały nerwy. Niczego nie można było zaplanować. Zdarzało się, że zatrzymywano mnie 2 razy w tygodniu. Areszty były brudne, niewygodne, cuchnące, ale za to ciekawe. Klawisze traktowali nas na równi ze złodziejami, chuliganami, prostytutkami, winnymi i niewinnymi. Spotykało się barwnych ludzi. 
W środowisku SKS nie kultywowano nienawiści, ale było znużenie tępą urzędniczą natarczywością SB. I była też pogarda. O funkcjonariuszach SB mówiło się: „to nie zawód, to charakter”. Kiedy jeden z oficerów zapytał mnie z ironią, czy do końca życia będę w opozycji, usłyszał w odpowiedzi: „nie wiem, czy będę w opozycji, ale pan zawsze będzie w dyspozycji”.
Nasze pokolenie wystawione było na próbę odwagi. Sprzeciw wobec systemu PRL skutkował prześladowaniami i trzeba było sprawdzić siebie, czy starczy wytrzymałości, by udźwignąć presję. Większość wytrzymywała. Dzisiejszy świat jest inny. Nacisk kładziony jest bardziej na formację zawodową niż obywatelską. System ustawia młodych w sytuacji ostrej konkurencji i rywalizacji. Stąd częste poczucie osamotnienia w wyścigu do kariery. Jednak demokratyczne państwo potrzebuje aktywnych, młodych obywateli potrafiących angażować się nie tylko emocjonalnie do jednej wspólnej akcji, ale również w sposób trwały, długofalowy i budujący wspólnotę. 
Autor był w 1977 r. studentem prawa UJ,
założycielem SKS, jednym z 10 rzeczników SKS. Obecnie jest posłem 
do Parlamentu Europejskiego.

    Zapraszamy

    
26. maja (sobota) w Klubie Pod Jaszczurami w Krakowie o godz. 16 Stowarzyszenie Maj’77 organizuje spotkanie byłych członków SKS, konferencję poświęconą losom Studenckiego Komitetu Solidarności, a także koncert pieśni związanych tematycznie z opozycją demokratyczną. Szczegółowy program obchodów rocznicowych dostępny jest również na stronie internetowej Stowarzyszenia Maj ’77 
www.maj77.org.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół