• facebook
  • rss
  • Chleb bez zakalca

    dodane 26.07.2012 00:00

    Jubileusz pisarza. Zachwycał się urokliwymi kamieniczkami Starego Miasta i „polskim Westminsterem”. Mówił, że nigdy nie przestał był dzieckiem Kościoła, a jego ukochanym skarbem był modlitewnik. Wierzył, że kiedyś spotka Boga.

    Urodził się przypadkowo 200 lat temu w Warszawie, zmarł przypadkowo 135 lat temu w Genewie, pochowano go nieprzypadkowo w Krakowie...

    Nie zmienił wcale oblicza

    Wybitny pisarz Józef Ignacy Kraszewski na świat przyszedł 28 lipca 1812 r., w miejscu bardzo przypadkowym bo w warszawskim zajeździe. Mieszkał zaś potem na Podlasiu, Litwie, Wołyniu, w Warszawie, wreszcie na saksońskiej emigracji w Dreźnie. Imponował rozmach jego pracy i wszechstronność zainteresowań. Był właścicielem ziemskim, kuratorem gimnazjum, dyrektorem teatru, pisarzem, dziennikarzem, historykiem, archeologiem, kolekcjonerem, malarzem, muzykiem, właścicielem drukarni.

    Jego utwory zajęły łącznie ok. tysiąca tomów. Samych powieści wydał 220 w 400 tomach. Oparte na solidnych źródłach i napisane w przystępnej formie, kształtowały przez wiele pokoleń w umysłach Polaków obraz dawnej Polski. Świat pożegnał 19 marca 1887 r., w miejscu równie przypadkowym jak jego miejsce narodzin, w genewskim hotelu. Miesiąc później, 18 kwietnia, został uroczyście pochowany w krakowskiej Krypcie Zasłużonych na Skałce. To akurat nie był wybór przypadkowy, bo wszyscy wiedzieli, że Kraszewski kochał i cenił podwawelski gród. Z wzajemnością. „Kraków nie zmienił wcale oblicza swego starego, jest, czym był, owym relikwiarzem na piersiach Polski, tylekroć na próżno malowanym, bo go ani ołówek Stroobanta, ani pióro Kremera, wielkiego artysty słowa, nie pochwyciło, tak całym a dziwnym, a osobliwie i po swojemu pięknym, jak on jest” – pisał w „Wycieczce do Krakowa”. Zachwycał się kamieniczkami Starego Miasta, katedrą wawelską – „tym Westminsterem Polski”. „Zostań jakim jesteś, może tu kiedyś spocząć dozwoli dola i przemarzyć dni ostatnie o tej Polsce, której ty byłeś i będziesz najdroższym klejnotem” – żegnał gród podwawelski.

    Na obiad podano łososia

    Kraków odpłacił Kraszewskiemu w październiku 1879 r. jubileuszem 50-lecia pracy pisarskiej. Była to wielka uroczystość, połączona z oddaniem do użytku odnowionych Sukiennic. „Kraszewski przyjeżdża dziś o 3 po południu” – informowały 2 października afisze na murach miasta. Następnego dnia o godz. 10 odprawiono w kościele Mariackim nabożeństwo w intencji jubilata. „Dla uniknięcia ścisku wstęp wolny będzie czterema drzwiami kościelnemi, a mianowicie: a) Za biletami białemi, wstęp drzwiami obok kościółka św. Barbary do prezbite- ryum, b) Za biletami żółtemi, drzwiami od strony kościółka św. Barbary, c) Za biletami zielonemi, drzwiami głównemi, d) Za biletami różowemi, drzwiami od ul. Mikołajskiej, e) Jubilat wejdzie asystencyi Rady Miasta i Komitetu, drzwiami głównemi do stalów w prezbiteryum, gdzie zasiędą także członkowie Akademii Umiejętności, profesorowie Uniwersytetu, reprezentacye władz miejscowych, rodzina Jubilata i deputacye na uroczystości przybyłe, f) Panie zajmą dwa chóry nad prezbiteryum i ławki w głównej nawie kościoła, g) Cechy z chorągwiami staną po obu stronach głównej nawy kościoła, h) Utrzymanie porządku w kościele obejmie młodzież uniwersytecka” – informował Komitet Jubileuszu. Główne uroczystości odbywały się w Sukiennicach. Wydano obiad, gdzie podano m.in. łososia reńskiego i polędwicę à la financiere oraz wino tokajskie. W Sukiennicach odbyły się również bal i wystawa darów jubileuszowych. Z okazji rocznicy Uniwersytet Jagielloński nadał pisarzowi tytuł doktora honoris causa, zaś teatr krakowski wystawił jego sztukę „Miód kasztelański” z udziałem sławnej aktorki Heleny Modrzejewskiej.

    W wierze dotrwam do końca

    „Jako jedno z głównych narzędzi służyła mi powieść, ta forma prastara, która już stoi niańką u kolebki ludzkości na wschodzie i z nią razem rośnie; powieść karmicielka skromna, ten proletariusz literatury, który zagon trzebi, zaorywa, ziemię uprawia i częstokroć pierwsze na niej zasiewa ziarna. (...) Piekłem tak przez pół wieku ten chleb razowy dni powszednich. Mogły się w nim znaleźć i oście, i otręby – być może – ale zakalca nie było” – mówił Kraszewski 3 października w przemówieniu jubileuszowym. Warto dodać, że „gadżetomania” przy okazji hucznych imprez kulturalnych i sportowych nie pojawiła się współcześnie.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół