• facebook
  • rss
  • Gdy dach przecieka, nic się nie liczy

    Miłosz Kluba

    |

    Gość Krakowski 50/2012

    dodane 13.12.2012 00:00

    Stowarzyszenie „Małopolski Dekarz”. Tutaj, jak w soczewce, skupiają się problemy firm rzemieślniczych, nie tylko tych zajmujących się wykonywaniem dachów.

    Jesteśmy zbyt małym środowiskiem, by wyjść na ulicę i protestami wymusić zmiany – mówi Grzegorz Adamski, członek Zarządu Stowarzyszenia Blacharzy i Dekarzy w Małopolsce „Małopolski Dekarz”. – Spotykamy się z politykami, rozmawiamy z samorządowcami, ale wszyscy zasłaniają się obecnymi przepisami – tłumaczy. Tymczasem firmom blacharskim niebawem może braknąć rąk do pracy.

    Atrakcja – edukacja

    Klas w szkołach zawodowych, przygotowujących blacharzy-dekarzy do pracy nie ma już od 20 lat. Średnia wieku aktywnych pracowników cały czas się podnosi. W firmie Grzegorza Adamskiego – jak sam przyznaje – pracuje dwóch majstrów, którzy w pewnym momencie nie będą mogli pracować na dachu, ponieważ nie dostaną przedłużenia badań lekarskich do prac na wysokości. – Ich wiedza jest ogromna, byliby doskonałymi nauczycielami zawodu i wychowawcami nowych pracowników. Nie musieliby pracować fizycznie, wystarczy, żeby wszystko organizowali – mówi G. Adamski. Ale nie mają kogo uczyć. Nawet, jeśli na egzaminach czeladniczych w Cechu Rzemiosł Budowlanych pojawiają się osoby zainteresowane pracą dekarza, to poziom ich umiejętności jest bardzo niski. To efekt nie tylko tego, że praktykę w zakładzie pracy zastąpiły zajęcia w salach warsztatowych. – Nieuczciwi pracodawcy, posiadający uprawnienia pedagogiczne, wykorzystują uczniów tylko jako dodatkowe źródło dochodu – nie pozostawia złudzeń przedstawiciel stowarzyszenia. Przedsiębiorca zatrudniający ucznia w celu nauki zawodu na trzyletni cykl, zakończony zdaniem egzaminu zawodowego, dostaje ok. 7–8 tys. zł. Uczeń natomiast zarabia, w zależności od etapu kształcenia i obowiązującej płacy minimalnej, od 100 do 200 zł miesięcznie. Firmy zrzeszone w stowarzyszeniu „Małopolski Dekarz”, by zapewnić sobie pracowników na przyszłość, chciały zrzec się swoich wynagrodzeń za naukę i powołać specjalny fundusz stypendialny. Dzięki niemu uczeń mógłby zarabiać o kilkaset złotych więcej. – Widziałby wtedy, że to są jego pierwsze zarobione pieniądze, poczułby do nich szacunek i nauczyłby się nimi gospodarować – mówi G. Adamski. – Myśleliśmy, że jeśli damy taki sygnał, że są warsztaty na wysokim poziomie, które chcą uczyć i mają takie możliwości, to coś się zmieni – opowiada. Wszystko zostało po staremu.

    Zawód trudny, ale ciekawy

    Stowarzyszenie „Małopolski Dekarz” powstało w 2005 roku z inicjatywy 15 właścicieli firm blacharsko-dekarskich. Jego celami statutowymi są: ochrona interesów zrzeszonych firm, udzielanie pomocy członkom w prowadzonej przez nich działalności gospodarczej (także poprzez wzajemne informowanie się o nierzetelnych płatnikach), kształcenie młodych kadr pracowników oraz kształcenie członków w nowych technologiach budowlanych. Oprócz pomysłu stypendium, członkowie stowarzyszenia starają się także promować swój zawód. Grzegorz Adamski przyznaje, że nie jest to praca lekka, ze względu na warunki atmosferyczne oraz działania na wysokości. Podkreśla jednak, że zamówień dla dobrych dekarzy nie braknie nigdy. – Można mieć niepomalowane ściany, można mieć na podłodze linoleum zamiast parkietu, ale dach musi być. Kiedy dach przecieka, nic innego się nie liczy – mówi, cytując swojego ojca, który na dachu pracował przez 56 lat. Dodatkową atrakcją jest praca w mieście takim jak Kraków – pełnym zabytkowych kamienic czy kościołów.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Roman_Lekapenos
      30.10.2013 22:53
      Nie wiem, jak było, ale wiem jedno - jak się jest "abgeordnete", to się siedzi w domu, a nie zalewa w menelniach o czwartej rano i to jeszcze w tygodniu. Ciekawe, który ze zwykłych ludzi z babą i dziećmi na karku w codziennej walce o byt może sobie pozwolić na całonocne imprezowanie? Widać, że się jaśnie państwo posłostwo nie przemęcza...
    • Utu
      31.10.2013 10:12
      Wipler jeszcze o tym nie wie, ale jako polityk jest skończony! Zasady prawne powinien ustanawiać w sejmie, a nie na ulicy. Te które obowiązują, są już przez policję od dawna egzekwowane. Panu posłowi pomyliły się role. Gwiazdorzył na całego, a teraz udaje pokrzywdzonego. Gdzie honor? Żenada!
    • jurek
      31.10.2013 10:15
      Zapewne nie jeden z nas ma na sumieniu mniej lub bardziej chlubne wybryki, ale zastanawia mnie tego typu postawa - iść w zaparte i obwiniać drugą stronę. Zamiast po cichu przeprosić, albo przynajmniej cicho siedzieć i poczekać, aż sprawa przycichnie.
      Czy politykom wydaje się na prawdę, że są nadludźmi i wszystko im wolno?
      Przypomina mi się tutaj szereg podobnych wybryków, w tym np. nasi posłowie "Cypryjczycy"
    • Ksaver
      07.11.2013 18:58
      "Nie uderzyłem się w krawężnik"... - hmm... - to może "w skrzynkę" się uderzył :) Zaprawdę interesujący materiał - może by nakręcić film "Dzień posła" :)
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół