• facebook
  • rss
  • Wszyscy chcą do Krakowa

    Piotr Legutko

    |

    Gość Krakowski 20/2013

    dodane 16.05.2013 00:00

    Istotną kwalifikacją do tego, by być politykiem, jest ambicja.

    W Polsce przekłada się to na marzenia o mandacie poselskim czy fotelu ministerialnym. Tak czy inaczej, o Warszawie. Coś się jednak w tej hierarchii celów zmienia. Coraz częściej urzędujący ministrowie, nie mówiąc już o posłach, zaczynają wyżej cenić stanowisko prezydenta Krakowa niż stołeczne salony. Jarosław Gowin jeszcze w zeszłym roku wysyłał sygnały, że gdyby nie resort, którym kieruje, to chętnie wystartowałby w wyścigu po prezydenturę.

    Nic dziwnego, że natychmiast po otrzymaniu dymisji swoją deklarację podtrzymał. Zaledwie kilka godzin później na publiczną debatę o Krakowie wyzwał swego byłego kolegę z rządu minister Kosiniak-Kamysz (PSL). A przecież cały czas podwaliny pod przyszłą prezydenturę stawia poseł Ireneusz Raś wraz ze stworzonym przez siebie w tym celu stowarzyszeniem „Kraków. Tak!”. Premier Tusk obu politykom daje na oficjalną nominację partyjną równe szanse. Sygnały ubiegania się o ten zaszczyt wysyła też Róża Thun, której Kraków milszy jest nawet niż Bruksela. Lepiej być pierwszym na prowincji, niż drugim w Rzymie. To dziś dewiza polityków PO. Jest tylko jeden mały problem. Ta prowincja ma już pierwszego. A Jacek Majchrowski też raczej wyżej będzie cenić kolejną (wielce prawdopodobną) reelekcję, niż ubieganie się o (niepewną) prezydenturę kraju.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół