• facebook
  • rss
  • Pierwszy przejaw miłosierdzia

    ks. Jacek Stryczek

    |

    Gość Krakowski 15/2015

    dodane 09.04.2015 00:00

    Miłosierdzie zaczyna się tam, gdzie kończy się obgadywanie.

    Z jakiegoś bowiem powodu potrzebujemy, a nawet znajdujemy radość w mówieniu źle o innych. Nie wybaczamy, nie zapominamy, ale wypominamy.

    Czasami faktycznie mowa jest o realnym złu. Najczęściej jednak jest to opowieść typu: „On to zrobił i mnie jest źle”. Albo: „Ponieważ mnie jest źle, to ktoś musi być winien”. Ludzie niemiłosiernie potrafią obgadywać innych.

    A miłosierny człowiek najpierw doszukuje się dobra. I jeszcze bardziej chce widzieć dobro lub choćby nadzieję, że będzie lepiej.

    W jakimś sensie człowiek miłosierny „połyka złe wieści” i w swoich wnętrznościach je „trawi”, przeobraża. Nie wychodzą z niego w postaci, w której do niego trafiły. Złe wieści zmieniają się w dobrą nowinę.

    To jest niesamowita właściwość ludzi miłosierdzia. Dzięki nim świat staje się lepszy i zmniejsza się „masa całkowita zła”.

    Gorzej, jeśli człowiek niemiłosierny „łyknie” małą dawkę zła, a wyrzuci z siebie pomyje złości. Są tacy ludzie, którzy potrafią zmieszać z błotem wszystko i wszystkich. Z tym, że błoto jest w nich.

    Ale miłosierni zwyciężą. Jezus powiedział: „Jam zwyciężył świat”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół