• facebook
  • rss
  • Nasz biskup na Bermudach

    dodane 06.08.2015 00:00

    Wywiad. O tym, jak krakowski zmartwychwstaniec trafił na daleką atlantycką placówkę, z ks. Wiesławem Śpiewakiem CR,
biskupem nominatem diecezji Hamilton na Wyspach Bermudzkich, rozmawia Bogdan Gancarz.


    Bogdan Gancarz: Papież mianował Księdza biskupem na bardzo dalekich Wyspach Bermudzkich na Atlantyku. Nie jest jednak Ksiądz Bermudczykiem, lecz krakowianinem z Woli Duchackiej.


    Bp nominat Wiesław Śpiewak: Sprawdziły się – jak widać – po raz kolejny słowa Bogdana Jańskiego, założyciela naszego zakonu zmartwychwstańców: „Dziwnymi drogami prowadzi nas Bóg do swoich celów”. Urodziłem się w Krakowie 19 października 1963 r. Spędziłem tu niemały kawał swojego życia. Nie zapominam jednak również o głębszych korzeniach. Moi rodzice przyjechali na Wolę Duchacką z gminy Czermin pod Mielcem. Tam zaczęło się ich życie małżeńskie, tam urodziła się również dwójka mego rodzeństwa – starszy o 12 lat brat i starsza o 11 lat siostra.


    Czy mały Wiesław już w dzieciństwie marzył o tym, by zostać księdzem?


    W dzieciństwie chciałem być ornitologiem. Nasz dom rodzinny jest położony w parku, gdzie pełno było ptaków. Wraz z kolegą z podstawówki Tomkiem Kordulą, który teraz jest profesorem genetyki w Stanach Zjednoczonych, obserwowaliśmy je przez długie godziny. Miałem również duże zacięcie historyczne. W rezultacie jednak, za radą starszego brata, wylądowałem w krakowskim Technikum Energetycznym, choć – po prawdzie – nie miałem żadnych inklinacji elektronicznych.


    Czy na decyzję o wstąpieniu do zmartwychwstańców miał wpływ fakt, że prowadzili oni duszpasterstwo w rodzinnej parafii na Woli Duchackiej?


    Od II klasy szkoły podstawowej do V klasy technikum byłem ministrantem, pod koniec jako prezes ministrantów parafialnych. Byłem też związany z oazą. W 1978 r. pojechałem pierwszy raz na oazę zmartwychwstańczą do Mszany Górnej. Przeszedłem wszystkie stopnie oazowe, do animatora włącznie. Prowadziłem m.in. oazy przed wstąpieniem do nowicjatu. Gdy już dopuszczałem myśl o obraniu drogi kapłańskiej, nie miałem żadnych dylematów co do tego, że chcę być księdzem zakonnym. Bywałem w ośrodkach powołaniowych paulinów na Jasnej Górze i franciszkanów w Niepokalanowie, by zdobyć informacje. Odmiennością nazwy intrygowali mnie orioniści. Wybrałem jednak w końcu dobrze znanych zmartwychwstańców.


    Co działo się potem?


    Najpierw był nowicjat w Radziwiłłowie Mazowieckim i pierwsze śluby 15 września 1984 r. Potem 2 lata filozofii w krakowskim Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy, gdzie kształcili się także członkowie innych zakonów. Później moi przełożeni zakonni posłali mnie na studia teologiczne do Rzymu. 11 lipca 1986 r. odleciałem z Warszawy do Wiecznego Miasta, na studia na Uniwersytecie Gregoriańskim. Studiowałem tam przez 3 lata, uzyskałem bakalaureat i wróciłem do Polski. 19 maja 1990 r. zostałem wyświęcony przez bp. Stanisława Smoleńskiego w krakowskim kościele zmartwychwstańców przy ul. Łobzowskiej. Po święceniach pojechałem do naszego Niższego Seminarium Duchownego w Poznaniu. Objąłem tam funkcję wicerektora. W 1992 r. prowincjał o. Kazimierz Wójtowicz przeznaczył mnie do duszpasterstwa powołaniowego. Zostałem równocześnie sekretarzem prowincjała. Zajmowałem się sprawami administracyjnymi prowincji. W 1994 r. wraz z całym prowincjalatem przeniosłem się do Krakowa, do nowej okazałej siedziby przy ul. ks. Pawlickiego. Byłem tu do 1996 r. Potem pracowałem przez rok w naszym ośrodku powołaniowym w Mszanie Górnej.


    Niedługo było dane jednak Księdzu pracować w kraju.


    W 1997 r. generał naszego zgromadzenia o. Sutherland MacDonald powołał mnie do naszego Domu Generalnego w Rzymie. Potrzebował m.in. sekretarza i tłumacza z języka polskiego. Miałem objąć również po o. Jerzym Mrówczyńskim stanowisko postulatora generalnego zgromadzenia. Ciągnęło mnie jednak wciąż do duszpasterstwa parafialnego. Ojciec MacDonald zgodził się, bym łączył pracę dla zgromadzenia z duszpasterstwem parafialnym. 1 czerwca 1998 r. wylądowałem jako nowy proboszcz w parafii św. Marii Magdaleny w miejscowości Capranica Prenestina, 50 km od Rzymu, niedaleko słynnego sanktuarium na Mentorelli, w którym od 1857 r. posługują zmartwychwstańcy. Tam spędziłem 5 pięknych lat, w trakcie których mogłem w pełni realizować bliski mi model kapłaństwa, jako wspólnego – kapłana i parafian – wędrowania drogami wiary. Miałem w parafii zaledwie 150 osób. Wejść w rzeczywistość małej wioski góralskiej nie było łatwo. Pozwalam sobie uważać, że mi się to udało. Prenestyńscy górale z czasem uznali mnie za swojaka, a ja na jednym z odpustów ku czci św. Rocha wygłosiłem kazanie w miejscowym dialekcie. Nasza przyjaźń trwa do dziś. W 2003 r. wróciłem do Rzymu. Pod koniec 2009 r. polscy współbracia wybrali mnie na przełożonego Prowincji Polskiej i znalazłem się na powrót w Krakowie. Polska prowincja obejmuje 8 krajów: Polskę, Australię, Austrię, Niemcy, Słowację, Ukrainę, Bułgarię i Włochy. Prócz tego jeden ksiądz z naszej prowincji jest w Jerozolimie, jeden zaś na Bermudach. Jest nas prawie 200, w tym 175 księży. Teraz zajmujemy się głównie pracą parafialną. Pamiętamy jednak o źródłach naszej duchowości wyrażonej w pismach m.in.: Bogdana Jańskiego, Piotra Semenenki, Aleksandra Jełowickiego, Aleksandra Kajsiewicza. Urząd prowincjała pełniłem od 1 stycznia 2010 do 31 maja 2015 r. 13 czerwca ojciec święty Franciszek mianował mnie biskupem diecezji Hamilton na Wyspach Bermudzkich.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół