• facebook
  • rss
  • On jest zwycięzcą!

    Jan Głąbiński

    |

    Gość Krakowski 27/2017

    dodane 06.07.2017 00:00

    Pomimo choroby nie poddawał się, a doping miał wielki. Pomóc chciało mu mnóstwo osób... Teraz 14-letni hokeista gra już u Boga, w niebiańskiej drużynie.

    Umiał zachować radość i spokój, a z chorobą zmagał się heroicznie – wspomina Maksyma Batkiewicza Krzysztof Kurańda, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 5 im. Konfederacji Tatrzańskiej w Nowym Targu, do której chodził. – Maksyma, choć przeszedł do gimnazjum, zawsze traktowaliśmy jak swojego – dodaje, nie kryjąc wzruszenia dyrektor. Opowiada też, że zarówno społeczność szkolna, jak i mieszkańcy miasta przeprowadzili wiele akcji, które miały jeden cel: pomóc Maksowi. Jedna z ostatnich odbywała się pod hasłem: „Na maksa dla Maksa”.

    Kochał sport, stawiał na naukę

    Chorobę u Maksa wykryto w czerwcu 2016 r. Diagnoza była okrutna: nowotwór kości – kostniakomięsak w prawej nodze, w okolicy stawu skokowego. Po 12 tygodniach chemioterapii i konsultacji z ortopedami lekarze podjęli dramatyczną decyzję – kończynę trzeba było amputować. Na szczęście chłopiec od pierwszych chwil choroby był pod dobrą opieką Fundacji im. Adama Worwy działającej w Nowym Targu. – Maksym był niezwykłym chłopcem – z niesłychanym spokojem i pogodą ducha podchodził do kolejnych etapów leczenia – mówi, nie kryjąc łez, Alicja Chodorowicz z fundacji. – Dzięki ludziom wielkiego serca Maksym miał bardzo dobrą protezę. Bardzo pewnie na niej chodził, zaakceptował też fakt, że zastąpiła mu nogę. Wybrał taką protezę, w której mógł być aktywny. Wszyscy wierzyliśmy w to, że Maksym wygra z chorobą – dodaje pani Alicja. Choć Maksym zawsze marzył o sporcie, mocno stawiał też na naukę. – W jego przypadku to nie było dążenie tylko do jak najlepszych wyników. Wiedział, że w parze musi iść także obowiązek związany z kształceniem się. Lubił zwłaszcza historię – wspomina dyrektor SP nr 5. Opowiada, że Maks był dobrym chłopcem, który z nikim nie wchodził w konflikt. – Spokojny, pogodny, nie sprawiał żadnych kłopotów. Maksym był lubiany przez wszystkich, miał grono przyjaciół, a dziewczętom zawsze wpadał w oko – uśmiecha się dyrektor szkoły.

    Spotkanie z Franciszkiem

    Maks leczony był w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu, gdzie poznał s. Bożenę Leszczyńską OCV, pracującą w kapelanii szpitala. – Widziałam jego walkę i wiem, że wygrał, i to w pięknym stylu! Dzieci w szpitalu pytają mnie o Maksa... Mówię im, że Maks jest zwycięzcą! Bo potrafił obronić wiarę w swoim sercu. Zawsze z radością przyjmował Jezusa w Komunii św., otrzymał sakrament bierzmowania i był bardzo szczęśliwy – wspomina s. Bożena i dodaje, że Maksym nigdy nie domagał się cudu, nawet gdy odczuwał ból. – Był bardzo znanym pacjentem u nas. Stawiam go za przykład innym małym dzielnym chorym, którzy czytali o odejściu Maksyma. Choć stoczył nierówną walkę, to nie dał się pokonać. I sama Królowa Nieba i Ziemi wyszła mu na spotkanie, by dać wieniec zwycięstwa. Zmarł w uroczystość Matki Bożej Nieustającej Pomocy, patronki naszej szpitalnej kaplicy – podkreśla s. Bożena. Opowiada też, że Maks był prawdziwym bohaterem. – Nie jest łatwo nieść swój krzyż wytrwale dzień po dniu i zachować pogodę ducha. On to potrafił. Był wielkim przyjacielem Boga, a rok temu był w gronie małych pacjentów, którzy spotkali się w Prokocimiu z papieżem Franciszkiem, kiedy odwiedził nasz szpital w czasie Światowych Dni Młodzieży – przypomina s. Bożena.

    Wejdź do paru izolatek

    Paulina Rzeczkowska, na co dzień trener personalny, poznała Maksa, gdy zaangażowała się w pomoc dla chłopca. – Był dzieckiem o wielkim sercu sportowca i mądrości, której często nam brakuje w świecie ziemskich spraw. Gdy odchodzi ktoś bliski, ktoś, kogo znamy, ktoś, kto odegrał w naszym życiu jakąś rolę, często zadajemy sobie pytanie: dlaczego. Maksym na pewno często też w samotności zadawał sobie to pytanie, ale do końca miał duszę wojownika i nie poddawał się nastrojom niesprawiedliwości, gniewu czy żalu i nie zrzucał winy na nikogo. Walczył o marzenia, by znowu stanąć na lodzie w łyżwach, walczył o życie nastolatka w świecie spraw miłości i tęsknot za dzieciństwem – wspomina pani Paulina. Dodaje, że Maks wydoroślał w tempie, którego nikt nie mógł przewidzieć. Dał też wszystkim ważną lekcję: – Bądźmy wdzięczni za każdy dzień, doceniajmy radości i smutki, bo następnych może nie być. Rozmawiając z nim jeszcze nie tak dawno, czekaliśmy na wspólne treningi. Pisał, że nie może się doczekać – opowiada P. Rzeczkowska. W swoim wpisie na portalu społecznościowym pani Paulina przypomniała też post Maksyma ze stycznia tego roku. Chłopiec napisał wtedy: „Jeśli uważasz, że naprawdę masz dość życia, to proszę Cię o jedno... Przyjdź do mnie, do szpitala, na oddział onkologiczny. Wejdź do paru izolatek, wróć i powiedz, czy masz problem?”. Zawodnik MMKS Podhale Nowy Targ na spotkanie z Bogiem stawił się w koszulce hokeisty.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół