Reklama

    Nowy numer 12/2023 Archiwum

Maluchy na salonach


Czasy, kiedy dzieci podczas zabawy miały do wyboru trzepak przed blokiem i wieczorynkę o godz. 19, już – na szczęście – dawno minęły. Niepodzielnie królujące multimedia też nie są już jedyną alternatywą rozrywki dla najmłodszych.

Ze swoimi pomysłami dla dzieci, poczynając już od niemowlaków, od kilku lat wychodzą instytucje kultury wysokiej. Już nie tylko krakowska „Groteska” zapewnia najmłodszym nietuzinkowe propozycje spędzania wolnego czasu. Dołączyły do niej Muzeum Narodowe oraz teatry „Bagatela” czy im. Juliusza Słowackiego. Nie jest to nowość, jednak wciąż są mało rozpowszechnione. Tymczasem propozycje są na tyle wartościowe, że zasługują przynajmniej na wypróbowanie.


Wśród piękna jak w domu


Podstawowym walorem tego typu zajęć jest kontakt ze sztuką, czyli przede wszystkim obcowanie z pięknem i jego kontemplacja. Także jeśli chodzi o sztukę współczesną. Choć czasami nie jest ona klasycznie piękna, zawsze zawiera jakąś treść, nad którą dziecko ma okazję się zastanowić i spróbować dotrzeć do ukrytych przekazów. W ten sposób pociechy można uwrażliwiać na wartościowe komunikaty, czasem głęboko ukryte. Dzięki temu już „na starcie” choć trochę uodpornią się one na – często kłamliwe – treści serwowane przez mass media, bill-
boardy czy reklamy. Maluch może nauczyć się refleksji, dystansu, nabrać świadomości, że nie to, co wpycha się do naszych głów i mieszkań – często tylnym wejściem – jest mądre i prawdziwe. Ta główna zaleta wprowadzania maluchów „na salony” nie jest jedyna.
– Dla malucha bezpośredni kontakt z muzyką, instrumentami i artystami to bezcenne doświadczenie – ocenia Renata Gworek, mama Tymona, ucznia I klasy szkoły podstawowej. – Syn uczy się grać na fortepianie. Nawet jeśli w przyszłości nie będzie wielkim pianistą, to ta umiejętność już dziś sprawia mu radość i daje satysfakcję. Prawdopodobnie nie zainteresowałby się muzyką klasyczną, gdyby czytał o niej tylko w podręcznikach – przekonuje. 
Równie ważnym argumentem „za” jest zacieśnianie więzi rodzinnych i wzmacnianie wychowawczej roli rodziców.
Jagoda Gumińska, koordynator programu „Konik muzealny”, czyli cyklu otwartych warsztatów dla przedszkolaków, które odbywają się co niedzielę w innym oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie, podkreśla, że oferta placówki skierowana jest nie do samych dzieci, ale do całych rodzin. Dzieci przychodzą z rodzicami, rodzeństwem, dziadkami. – Rodzina dziecka jest potrzebna na warsztatach nie tylko po to, żeby mu coś wytłumaczyć, pomóc zrobić zadanie. W tym czasie rodzic ma też okazję przekazać dziecku różne treści. Współpracuje z osobami prowadzącymi zajęcia, ma kontrolę nad przekazem, może go rozszerzać i wzmacniać. Rodziny bardzo chętnie włączają się w zabawę. Podczas zajęć panuje hałas, jest wesoło, swobodnie, jak w domu – mówi J. Gumińska.


Nieprzeciętne 
dla przeciętnych


Można by się obawiać, że tego typu rozrywka jest dostępna jedynie dla wielkomiejskich elit z ponadprzeciętną zasobnością portfela. Nie jest to prawda. Przykładowo Filharmonia Krakowska realizuje swoje programy dla dzieci i młodzieży („Smykowe granie”, „Koncerty dla dzieci” oraz cykl „Musica – ars amanda”) nie tylko w swojej głównej siedzibie przy ul. Zwierzynieckiej, ale także w regionalnych, małopolskich placówkach oświatowych i kulturalnych.
– Większość „klientów” jest spoza Krakowa: Krzeszowice, Filipowice, Mogilany, Wieliczka, Zator, Kasinka i wiele, wiele innych – wylicza Anna Marchwica, kierownik Działu Upowszechniania Muzyki w Filharmonii Krakowskiej. Co warto podkreślić – nie są to placówki prywatne, lecz „zwyczajne” – państwowe czy samorządowe. Szkołom specjalnym, integracyjnym, domom dziecka filharmonia udziela znaczących zniżek.
Tematy są różnorodne i zawsze oryginalnie opracowane, na przykład: „Śpiewnik domowy na wesoło”, czyli półaktorskie przedstawienie „Śpiewników domowych” Stanisława Moniuszki, „Czara pełna dźwięków” – o instrumentach dętych blaszanych, „Operetkowe to i owo” czy spotkanie „Na puentach” z udziałem baletnicy.
Trudno przecenić wyjątkowość tych propozycji. Podobny program – „Smykowe granie” – skierowany do niemowlaków i kobiet w ciąży, ma w swojej ofercie, oprócz krakowskiej, tylko jedna filharmonia – łódzka. Cena biletu na taki koncert wynosi 15 zł. To ważne, że nie musimy wozić dzieci do „marmurowych pałaców” Wiednia, Paryża czy nawet Warszawy, żeby zasmakowały wysokiej kultury. Mamy ją u siebie, pod ręką.


« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy