Nowy numer 32/2020 Archiwum

Taki teatr jest potrzebny

Jak zdobyć zaproszenie na sobotnią premierę najnowszej sztuki Sceny Moliere - "Promieniowanie ojcostwa" wg Karola Wojtyły?

– Dramaty Karola Wojtyły pięknie nawiązują do współczesnego świata, w którym tak wiele mówi się o miłości, ale wartość człowieka przegrywa z wartością pieniądza – zauważa Krzysztof Bartosz, niewidomy, bardzo zdolny aktor.

Jego przygoda z aktorstwem zaczęła się blisko osiem lat temu – był wtedy świeżo upieczonym specjalistą od strojenia pianin i fortepianów. Szukał pracy, ale nie było dla niego żadnych ofert. Przez przypadek dowiedział się, że Stowarzyszenie Scena Moliere organizuje casting do przedstawienia „Dzikie łabędzie” i szuka niewidomych aktorów. – Poszedłem i zaśpiewałem piosenkę, która chyba spodobała się panu Arturowi Dziurmanowi, bo zostałem przyjęty – opowiada. W „Dzikich łabędziach” od premiery (w 2005 r.) zagrał już kilkadziesiąt razy.

Aktorzy szukają swego miejsca

Krzysztof ma też na koncie rolę we współczesnej adaptacji „Koziołka Matołka” (gdzie zagrał aż sześć postaci!), „Ślepców” oraz w spektaklu teatralno-filmowym „Brat naszego Boga” wg Karola Wojtyły (spektakl został wystawiony już 97 razy, w kraju i za granicą).

– Scenariusza zawsze uczę się na pamięć, odsłuchując go z płyt CD nagranych przez pana Artura – mówi. Teraz znów pracuje nad tekstem bł. Jana Pawła II (premiera „Promieniowania ojcostwa” już za kilka dni!) i przygotowuje rolę w krakowskiej legendzie „Czarna Dama”.

– Bł. Jan Paweł II jest dla mnie wzorem i inspiracją. W ostatnich latach życia pokazał, że pomimo choroby i słabości można zrobić naprawdę wiele. Nauka jego tekstów to dla mnie wielka radość – podkreśla Krzysztof.

Zarówno on, jak i Janusz Bąk – jeden z najstarszych aktorów Sceny Moliere – w dramacie wcielają się w role romantycznych buntowników, którzy chcą zmieniać świat i wciąż szukają w nim swego miejsca. – To nawiązanie do sytuacji, w której znaleźliśmy się, gdy Urząd Miasta Krakowa odebrał Scenie Moliere siedzibę przy ul. Szewskiej. Chcemy, żeby urzędnicy zrozumieli nasze położenie i to, że taki teatr jest potrzebny – mówią. – Decyzja UMK krzywdzi i nas, aktorów, i Artura, który ma przecież swoje zawodowe obowiązki, a w Scenę Moliere i pomaganie nam wkłada całe serce. Zdaniem lekarzy, nie powinnam w ogóle wychodzić z domu. Słuchając ich, nie wiem, czy jeszcze bym istniała. Teatr daje mi siłę i motywację do tego, by być i cieszyć się każdym dniem – dodaje Wanda Mizik. Ma 65 lat, a wzrok straciła, pracując przez 26 lat w nowohuckim kombinacie jako palacz pieców szybowych. Do Sceny Moliere trafiła w 2005 r., gdy idąc ulicą Szewską, potknęła się o stojącą na chodniku reklamę teatru.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama