GN 47/2020 Archiwum

Zaczęło się od czaszek

To miał być zwykły remont. Tymczasem badania archeologiczne doprowadziły do sensacyjnych odkryć w kościółku św. Benedykta.

Proszę uważać, bo deska wąska i chybotliwa, a wykop głęboki – mówi Jacek Czuszkiewicz, sympatyczny brodacz stojący u wejścia do kościółka. Wewnątrz świątyni nie ma za wiele miejsca. Nie dosyć, że to najmniejszy kościół na terenie obecnego Krakowa, to jeszcze w środku pełno wykopów, a niewielki skrawek ziemi, na którym można stanąć, jest częściowo zasypany pryzmą starych kamieni wapiennych. Drewniany ołtarz zasłania folia chroniącą go przed unoszącym się w powietrzu pyłem.

Szkielet w wykopie

Brodaty archeolog znika na chwilę w wykopie. – O! Tutaj widać dobrze fragmenty wczesnośredniowiecznej, przedromańskiej budowli – pokazuje Czuszkiewicz. Sceny z wskakiwaniem do wykopu powtarzają się również na zewnątrz budynku. – W tym miejscu znów widać dobrze fragmenty przedromańskiego muru z piaskowca. Pod spodem zaś jest wapienna skała wzgórza Lasoty. Znaleźliśmy w niej pozbawiony czaszki szkielet ok. 8-letniego chłopca. W trakcie pochówku dziecku włożono do rąk żelazny toporek – mówi Czuszkiewicz. Znaleziono również wiele innych pochówków oraz wczesnogotyckie fragmenty architektury. Odsłonięcie fragmentów przedromańskich, być może z X w., będących prawdopodobnie resztkami dawnej świątyni stojącej w tym miejscu, zrewolucjonizuje zapewne dotychczasową wiedzę o historii kościółka św. Benedykta na wapiennym wzgórzu Lasoty w krakowskim Podgórzu. Tych badań i odkryć miało nie być. Wszystko zaczęło się jednak od czaszek. – Na zlecenie parafii św. Józefa w Podgórzu rozpoczęliśmy latem dofinansowywane przez Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa prace renowacyjne przy kościółku św. Benedykta. Mieliśmy odnowić fasadę i przełożyć na nowo posadzkę – mówi Ewa Zielińska z firmy AC Konserwacja. O dodatkowych badaniach nikt nie myślał. Po pierwsze SKOZK ich nie dofinansowuje. Poza tym w latach 60. XX wieku archeolog Władysław Grabski i historyk architektury Wiktor Zin prowadzili już tu badania archeologiczno-architektoniczne. Rezultaty były znane. Zin zobaczył w odkopanych fragmentach zarysy owalnej rotundy romańskiej, podobnej do rotundy wawelskiej. Podczas skuwania tynków w niszach w ścianie znaleziono jednak pięć czaszek. – Do tego wszystkiego podłoże posadzki okazało się mało stabilne. Musieliśmy więc zbadać szczegółowo również stan posadowienia murów – mówi inż. Andrzej Begejewicz, sprawujący nadzór budowlany. Rozpoczęto więc pospiesznie archeologiczne badania ratunkowe. Ich zakres jest znacznie większy niż badania Grabskiego i Zina, które nie zostały dokończone.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama