GN 43/2020 Archiwum

Ekstremalna Droga Krzyżowa

Miała swoje dwa początki. Pierwszy, gdy sam kiedyś szukałem sposobu na spotkanie z Bogiem. I jakimś dziwnym trafem On sam zwykle wzywał mnie do jeszcze większego wysiłku.

Tak było od początku, po moim nawróceniu, gdy miałem 20 lat i studiowałem na AGH. Ciągle i ciągle było Mu mało. Nie wiem, czy można się do tego przyzwyczaić, ale stało się to dla mnie nawykiem. Drugi początek wyniknął z próby przezwyciężenia kryzysu męskości. Miałkość wielu współczesnych facetów w połączeniu choćby z 40-dniowym postem Jezusa daje do myślenia.

Dlatego, po kilku dyskusjach w męskim gronie, uznaliśmy że taka forma pobożności jest właściwa dla nas. Daleko, ciemno, boli, właśnie wtedy należy jeszcze bardziej się modlić. Ważne, że ma boleć i że wtedy modlitwa jest jakaś inna, większa. Jezus powiedział: „Kto straci życie z mojego powodu, znajdzie je”. To jest właśnie opis mocy takiej formy modlitwy: znajdziesz w niej życie! A teraz EDK staje się praktyką wielu ludzi. Rozumiem, iż odkryli, że działa. Na pewno nie wystarczyło, że im opowiadaliśmy. Ból sprawia, że nie da się myśleć jak inni. Trzeba myśleć o sobie. I odkryć, że wyzwania, trud i ból są pożyteczne. Tym razem powiem: Bóg tak chciał.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama