Nowy numer 25/2018 Archiwum

Bóg dał mi fachowców

Sport. O tym, jak zaczęła biegać z Justyną Kowalczyk, o wypadku na nartorolkach i wierze w Boży scenariusz z Sylwią Jaśkowiec, pochodzącą z Osieczan polską biegaczką narciarską, rozmawia Monika Łącka

Monika Łącka: Od zakończenia Mistrzostw Świata w Narciarstwie Klasycznym minęło już 10 tygodni. Czym z perspektywy czasu jest dla Pani zdobyty tam w duecie z Justyną Kowalczyk brązowy medal?

Sylwia Jaśkowiec: Cenną pamiątką i pięknym wspomnieniem z Falun, materialną częścią przeżytej tam przygody sportowej. Jest trofeum pięknej rywalizacji, zdobytym wespół z Justyną Kowalczyk. Jest medalem dla Polski, a dla mnie prywatnie jest też prezentem od Pana Boga.

Patrząc tym razem w niedaleką przyszłość – co jest Pani głównym celem i marzeniem na kolejny sezon? I jak to osiągnąć?

Cieszę się z tego, co już osiągnęłam, ale wyzwań sportowych, oczywiście, nie brakuje. Celem będzie regularne punktowanie w Pucharze Świata, marzenia przyjdą wraz z formą, a kluczem do tego będzie ciężka praca fizyczna, psychiczna i zawierzenie tego wszystkiego Bogu.

By osiągnąć sukces, trzeba ciężko trenować – to wie każdy. Ale nie każdy kibic wie, jak wygląda Pani codzienny trening. Dla przeciętnego człowieka byłby pewnie morderczy?

W biegach narciarskich trening fizyczny jest niesamowicie ważny, ale na wynik sportowy składa się jeszcze wiele innych czynników, takich jak technika, narty, ich smarowanie, styl, również przygotowanie mentalne. Trenuje się średnio od 4 do 7 godzin dziennie. W ciężkich miesiącach przepracowuję po 90 godzin. W sezonie 2014/2015, od maja do marca, przetrenowałam prawie 800 godzin. Trening jest urozmaicony, gdyż latem biega się dużo po górach na nartorolkach. Wykonuję też dużo treningu siłowego. Zimą trenuje się głównie na nartach oraz na siłowni. Biegi narciarskie są o tyle zdrową i ciekawą dyscypliną sportu, że uprawia się ją na wolnym powietrzu, w górskiej lub parkowej scenerii, w kontakcie z naturą. Biegi wspaniale wyrabiają kondycję i oddziałują globalnie na kondycję ludzkich mięśni, przyczyniają się – jak każdy sport – do lepszego samopoczucia.

W cenę sukcesu każdego sportowca trzeba też wliczyć ciągłe wyjazdy, życie na walizkach. Ile dni w roku spędza Pani poza domem?

Na wyjazdach spędza się ok. 280 dni w ciągu roku. W tym sezonie przygotowania były podporządkowane kalendarzowi PŚ i MŚ. W efekcie poza domem jednym ciągiem spędziłam rekordową liczbę dni, czyli 2,5 miesiąca. Był to dla mnie, jak dotąd, najdłuższy wyjazd.

W treningach pomagają pewnie cechy charakteru? Albo raczej: to sport je kształtuje?

Można powiedzieć, że sport tak naprawdę pomaga nam poznać, jaki mamy charakter. Czy jesteśmy systematyczni, zdyscyplinowani, odważni, wytrwali, czy umiemy działać pod presją, jak sobie radzimy ze stresem, jaką mamy postawę wobec rywali. Zdecydowanie sport wzmacnia lub wyrabia cechy charakteru. Mnie nauczył pokory, wytrwałości, cierpliwości, waleczności i podejmowania wciąż nowych wyzwań. Nauczył mnie także radzenia sobie z porażką i sukcesem oraz hartu ducha.

9 kwietnia 2014 roku dołączyła Pani do zespołu Justyny Kowalczyk. Jak udało się to osiągnąć?

Po igrzyskach olimpijskich w Soczi z dalszej współpracy zrezygnował nasz trener Ivan Hudac. Grupa została więc bez szkoleniowca. Na takim bezdrożu pojawił się pomysł i odwaga, by podejść do Justyny i zapytać o możliwość dołączenia do jej teamu.

Otworzyła się wtedy szansa na lepsze treningi (i wyniki) pod okiem Aleksandra Wierietielnego?

Przede wszystkim zyskałam zabezpieczone szkolenie, wyjazdy, zawody. Nade wszystko mogłam realizować plan trenera Wierietielnego, który doprowadził Justynę do pięknych i cennych medali. Cały ten sezon był wielkim doświadczeniem płynącym ze współpracy z trenerem oraz podpatrywania Justyny na treningach. Były to kształtujące lekcje i treningi.

A może dołączenie do teamu Justyny Kowalczyk oznaczało większą presję, że teraz wszyscy będą oczekiwali od Pani wyników podobnych do tych, jakie osiąga Justyna?

Oczywiście, że presja ma swoje stałe miejsce w sporcie. W moim przypadku również tak było. Jednak trzeba być realistką i mierzyć siły na zamiary, a do ludzkich oczekiwań zachować dystans.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma