Nowy numer 42/2020 Archiwum

Zatrzymać żywioł w 3 minuty

Producenci prześcigają się w proponowaniu nowoczesnych zabezpieczeń antypowodziowych – łatwych do przechowywania, szybkich w montażu i, jak przekonują, skutecznie zastępujących rzędy worków z piaskiem.

Okazją do porównania takich produktów były ćwiczenia straży pożarnej na rzece Rabie przy zaporze w Dobczycach. W manewrach 18 maja uczestniczyło ponad 150 strażaków. Spuszczając część wody z zapory (w kulminacyjnym momencie było to 75 m sześc. na sekundę) organizatorzy ćwiczeń wywołali sztuczną falę powodziową, z którą musiały się zmierzyć także zamontowane w korycie rzeki różnego rodzaju mobilne zapory przeciwpowodziowe.

Polskie patenty

Okazuje się, że część z dostępnych na rynku zapór to produkty w pełni polskie – tu zaprojektowane, opatentowane i udoskonalane, produkowane w krajowych fabrykach. W przypadku Polskiej Zapory Mobilnej widać to już w nazwie. Ten projekt powstał w firmie Proton Elmark, zajmującej się m.in. produkcją hal namiotowych. Impulsem do stworzenia zapory były – jak wspomina dyrektor zarządzający firmy Piotr Bąkowski – z jednej strony duże powodzie w 1997 i 2010 roku, z drugiej zaś – kryzys ekonomiczny. Efektem jest wypełniany powietrzem lub wodą (dla zwiększenia stabilności) rękaw z tworzywa PCV o wysokości ok. 1 m i okrągłym przekroju. 10-metrowe moduły można ze sobą łączyć w dowolnie długą zaporę, która powinna zatrzymać falę o wysokości do 60 cm. Nieco inną konstrukcję ma, również wykonywana według polskiego pomysłu, napełniana powietrzem Trapezowa Zapora Przeciwpowodziowa firmy Supron1. Dzięki trapezowemu przekrojowi i specjalnemu fartuchowi, zamontowanemu od strony napływającej fali, zapora przylega do podłoża większą powierzchnią i jest tym bardziej stabilna, im większa ilość wody na nią napiera. – Zapora potrafi wytrzymać spiętrzenie wody nawet do 1,3 m, zależnie od rozmiarów modułu – przekonuje Monika Janas z firmy Supron1.

Zamiast worków

Wśród podstawowych zalet mobilnych zapór z PCV producenci wymieniają łatwość przechowywania (dwa moduły Polskiej Zapory Mobilnej można zmieścić na standardowej magazynowej palecie) i szybkość montażu. – Dwóm osobom rozłożenie jednego 10-metrowego modułu powinno zająć nie więcej niż pół godziny – mówi Klaudia Piechowicz z firmy Protan Elmark. Z kolei sprzedawcy Trapezowej Zapory Przeciwpowodziowej deklarują, że najniższy z modułów można napełnić powietrzem nawet w trzy minuty i łatwo przenosić. To zalety, które odczują głównie klienci indywidualni, np. właściciele budynków przemysłowych. Dzięki takim rozwiązaniom przed podtopieniem może zabezpieczyć zakład kilku pracowników ochrony. Czy zatem worki z piaskiem, układane dla wzmocnienia wałów i ochrony domów przed podtopieniami, odejdą do lamusa? Barierą może być przede wszystkim cena zakupu. – Worek z piaskiem zawsze będzie tańszy, bo nikt nie bierze pod uwagę czasu i kosztów późniejszego montażu – przyznaje P. Bąkowski. Z kolei kpt. Sebastian Woźniak, rzecznik prasowy małopolskiego komendanta wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej, dodaje, że wszystko zależy od tego, jaki jest charakter podłoża czy wału, który wymaga podwyższenia lub wzmocnienia. – Nie można jednoznacznie mówić, czy lepsze są worki z piaskiem, czy rękawy przeciwpowodziowe – przekonuje.

Zapory to nie wszystko

Dodaje, że praca strażaków w czasie powodzi nie ogranicza się do zatrzymywania fali. – Te działania są trudne i skomplikowane, ponieważ obejmują duże obszary, często nieprzejezdna jest infrastruktura drogowa, musimy zarządzać dużymi zasobami ludzkimi, opanować powstający na początku chaos informacyjny, czyli zrobić dokładne rozpoznanie, gdzie i co się stało, jakie są potrzeby sprzętowe, ile potrzebujemy pomp, gdzie są rozlewiska – wylicza kpt. Woźniak. Dużo zależy od tego, czy jest to powódź charakterystyczna dla rzek górskich (po intensywnych opadach gwałtownie występują one z brzegów i szybko powracają do swojego koryta), czy dla odcinków nizinnych, gdzie nadejście fali powodziowej można przewidzieć z kilku- czy kilkunastogodzinnym wyprzedzeniem. – Trudno ocenić, które z nich są trudniejsze do opanowania. Wszystko zależy od tego, jaki teren jest zalany, jak gęsta jest zabudowa, jak rozbudowana jest infrastruktura – podkreśla kpt. S. Woźniak. Przypomina także, że strażacy często łodziami i pontonami ewakuują ludzi z zalanych obszarów, a po przejściu fali powodziowej pomagają przy usuwaniu szkód powodziowych – sprzątaniu gałęzi i mułu naniesionego przez wezbrane rzeki czy wypompowywaniu wody z piwnic podtopionych domów. Taka pomoc okazała się bardzo ważna chociażby w zeszłym roku, gdy ulewne deszcze spowodowały duże zniszczenia w małopolskich miejscowościach – Kasince Małej i Kasinie Wielkiej. – Tam też strażacy byli i przez kilka dni pomagali społeczności w powrocie do normalnego życia – zaznacza kpt. S. Woźniak.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama