Nowy numer 42/2020 Archiwum

Miłość Kogoś, kogo nie znałem

– 10 lat temu na Jasnej Górze, przed wizerunkiem Dobrej Matki, duchowo zmartwychwstałem. To było tak mocne doświadczenie, że nawet dziś nie mogę o tym mówić bez wzruszenia – opowiada Krzysztof.

Tysiące ludzi wyruszają każdego roku na szlak pieszej pielgrzymki do Częstochowy. – Co roku idę z tą samą intencją. Chcę podziękować dobremu Bogu za nowe życie i Maryi za łaskę nawrócenia i wiary. Do dziś nie potrafię zrozumieć tego wszystkiego, co się ze mną wtedy stało – wyznaje Krzysztof.

Boga wyrzucił

Dziś Krzysztof ma 38 lat. Z Kościołem i Panem Bogiem „pożegnał się” już jako uczeń trzeciej klasy gimnazjum, i to w dniu przyjęcia sakramentu bierzmowania. O tym fakcie wspomina dziś ze smutkiem. Sakrament, który miał go otwierać na nowe łaski, przyjmował cynicznie, bez wiary i tylko po to, aby „mieć papier, który może się kiedyś na coś przydać”. Po bierzmowaniu przestał chodzić na Msze i do spowiedzi. W liceum chodził wprawdzie na katechezę, ale tylko po to, aby wszczynać jałowe dyskusje z księdzem. W Kościele widział tylko zło, a duchownych traktował wręcz z pogardą. Uważał, że żyją na koszt społeczeństwa i mają same przywileje.

– Byłem wtedy pod ogromnym wpływem ojca, który mówił o sobie, że jest „niewierzący z wyboru” i nie krył swojej awersji czy wręcz wrogości do Kościoła katolickiego. Moja matka w dziedzinie religijnej była jego przeciwieństwem. Nie mogłem jej zrozumieć, a szczególnie tego, że prawie codziennie chodziła na Mszę. Zadawałem sobie pytanie, jak to możliwe, aby osoba wykształcona zachowywała się jak „moherowy beret”. Rodzice byli już wówczas cenionymi pracownikami naukowymi. Gdy ojciec w mojej obecności kpił z jej pobożności, odpowiadała krótko: „Modlę się także za was” – wspomina. Studia ukończył z wyróżnieniem. Podjął dobrze płatną pracę. To właśnie tam poznał Katarzynę. Od razu wiedział, że jest to osoba z „innej planety”. Tak bardzo była inna od dziewczyn, z którymi spotykał się, będąc na studiach... Imponowały mu jej naturalna dobroć, subtelność, kultura bycia, inteligencja i jakaś wewnętrzna harmonia ducha, która przyciągała. Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. I chyba ze wzajemnością. – Dostrzegłam w nim wiele wspaniałych cech charakteru, które są potrzebne mężczyźnie, by kobieta czuła się przy nim bezpieczna. Nie od razu dowiedziałam się o jego poglądach na temat Kościoła i życia religijnego. Myślałam wówczas, że przecież z pomocą Bożą można to zmienić, choć z drugiej strony gdy do tej pory myślałam o małżeństwie, zawsze wyobrażałam sobie, że mój mąż będzie religijny, tak jak mój ojciec. Małżeństwo moich rodziców było dla mnie wzorem – wspomina Katarzyna.

Musisz wybierać

Po kilku miesiącach zaproponował Katarzynie, aby zamieszkali razem w jego własnym, pięknym mieszkaniu. Zdziwił się, gdy mu odmówiła. Powiedziała, że nie chce tego zrobić przed ślubem. Gdy jeszcze uzasadniła to racjami religijnymi, nie wytrzymał. Po raz pierwszy poniosły go nerwy. Otwarcie powiedział, co o tym myśli. Przestał udawać. – Powiedziałem jej jasno i wyraźnie, że nie wyobrażam sobie, by księża mieli wpływ na nasze prywatne życie, a to, czego naucza Kościół, zbuduje mur pomiędzy nami. I dlatego musi wybierać – wspomina, dodając, że wtedy nie wyobrażał sobie życia bez Katarzyny. A ona do tej pory jeszcze łudziła się, że go nawróci, otworzy na Boga. – Kochałam Krzysztofa i jego słowa były jak smaganie biczem. Bardzo bolały. Najbardziej wtedy, gdy kazał mi wybrać: albo on, albo Bóg. Postawił mi warunek: mam się do niego wprowadzić w ciągu tygodnia. Przepłakałam całą noc. Rano poszłam, jak zwykle, do kościoła na Mszę. Wtedy otrzymałam natchnienie, bym nie podejmowała ostatecznej decyzji – wspomina. Właśnie zbliżał się termin wyjścia pieszej pielgrzymki z Krakowa do Częstochowy, na którą się zapisała. Postanowiła, że w dniu zakończenia pielgrzymki da Krzysztofowi ostateczną odpowiedź. Wejście na Jasną Górę przeżyła bardzo mocno. Wiedziała już, co powie Krzyśkowi. Na myśl o tym serce bardzo bolało. Kochała go, jednak chciała być w zgodzie z sumieniem.

Zmartwychwstanie

– Wiedziałam, że nie mogłabym być żoną kogoś, kto nie zgadza się ze mną w tak ważnej sprawie, jaką jest wiara. Przykład rodziców dawał mi wiele do myślenia. Byli bardzo szczęśliwi. W dalszym ciągu zakochani w sobie. Mówili, że bez Boga ich miłość nie byłaby taka, jaka jest – wspomina. Z Krzysztofem umówiła się na dziedzińcu przed wejściem do kaplicy Cudownego Obrazu. Przyjechał godzinę wcześniej, naładowany złymi emocjami. – Widziałem tłumy wchodzące do kościoła. Nie wiem, jak to się stało, ale wszedłem do środka. Stanąłem wśród wielu ludzi modlących się przed Cudownym Obrazem. Wtedy jakby ktoś wyłączył mi słuch. Miałem wrażenie, że jestem sam w pustym kościele. Poczułem w środku jakiś dziwny spokój, miłość Kogoś, kogo nie znam. Łzy napłynęły mi do oczu. Nie wiem, jak długo to trwało – opowiada. Z tego stanu wyrwało go wibrowanie telefonu, który miał w kieszeni. Dzwoniła Katarzyna, zaniepokojona jego nieobecnością. – Wyszedłem z kościoła. Gdy podszedłem do niej, zobaczyłem, że płacze. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że miała mi powiedzieć, iż musimy się rozstać. Powiedziałem, że muszę tam wrócić, przed obraz. Od tego dnia wszystko jest inne. Wkrótce minie 10 lat od tego wydarzenia, a ja i Katarzyna jesteśmy od 9 lat szczęśliwym małżeństwem. Codziennie się modlimy, jestem kilka razy w tygodniu na Eucharystii, należymy do Domowego Kościoła. Jestem człowiekiem, który zmartwychwstał – mówi wzruszony Krzysztof.

Gdzie szukać?

Informacje o tym, jak można się zapisać na pielgrzymkę, oraz kontakty do koordynatorów poszczególnych grup można znaleźć m.in. na stronie internetowej: pielgrzymkakrakowska.diecezja.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama