Bezdomność pana Jacka zaczęła się we Wrocławiu. W 1990 roku stracił pracę – wcześniej był cieślą, pracował na budowach. Wyjechał z Dolnego Śląska i trafił do Krakowa. Mieszkał u ciotki. Kiedy zmarła, bez pracy i szans na utrzymanie trafił na ulicę. – Pracy szukałem intensywnie, ale było trudno, natomiast łatwo znalazłem „kolesi”, którzy wciągnęli mnie w alkohol. Popłynąłem – wspomina dzisiaj.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








