Nowy numer 39/2020 Archiwum

Szedł za głosem sumienia

Był arystokratą, męczennikiem komunizmu, człowiekiem głębokiej wiary, którego proces beatyfikacyjny rozpocznie się być może w Krakowie.

Nie wykluczył tego metropolita krakowski. – Chociaż umarł na terenie dzisiejszych Czech, to jednak biskup miejsca w Ołomuńcu będzie prosił, żeby to Kraków wystąpił z prośbą do Stolicy Apostolskiej, aby ten proces mógł się rozpocząć – powiedział o Jánosu Esterházym abp Marek Jędraszewski, odbierając niedawno w Budapeszcie nagrodę jego imienia. – János Esterházy pozostanie dla nas wzorem człowieka, który w skrajnych warunkach potrafił pokazać, co to znaczy być wiernym Chrystusowi i jego krzyżowi aż do końca – dodał metropolita krakowski.

Postać patrona nagrody, a nawet jego związki z naszym krajem, szczególnie z Krakowem, nie są w Polsce znane. Hrabia János Esterházy urodził się 14 marca 1901 r. w majątku rodzinnym Nyitraúljak na Górnych Węgrzech (potem Uljak, obecnie Vel’ke Zálužie na Słowacji). Jego matka, Elżbieta, była Polką, córką hr. Stanisława Tarnowskiego, galicyjskiego polityka konserwatywnego i historyka literatury, rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego. Rodzice poznali się w Krakowie i tam w 1898 r. wzięli ślub w kościele felicjanek. Gdy w 1920 r. traktat pokojowy z Węgrami, podpisany w wersalskim pałacu Trianon, przesądził o utracie dwóch trzecich dotychczasowego terytorium tego kraju, w tym terenów Słowacji, młody János wraz z matką wdową oraz siostrami zdecydował się pozostać w rodzinnych stronach. Gospodarował w majątku w Uljaku, zaangażował się w działalność polityczną mniejszości węgierskiej w powstałym państwie czechosłowackim. Był m.in. przywódcą węgierskiej Krajowej Partii Chrześcijańsko-Społecznej i Zjednoczonej Partii Węgierskiej, posłem do parlamentu czechosłowackiego, potem słowackiego. „Niech wszyscy wykonują swoje obywatelskie obowiązki i codzienną pracę z pokładaną w Bogu wiarą i zaufaniem, i w tych trudnych czasach, wykorzystując swoje zdolności, starają się iść za głosem sumienia i przykazaniem miłości bliźniego” – zwrócił się do Węgrów w artykule opublikowanym w październiku 1939 roku.

Te słowa odnosił także do siebie samego. Po wybuchu wojny w 1939 r. niósł pomoc Polakom przedzierającym się przez teren Słowacji na Węgry i dalej do Francji. – Wyciągał ludzi z aresztów słowackich, przewiózł także z Ungvaru do Budapesztu gen. Kazimierza Sosnkowskiego i pośredniczył w jego spotkaniu z regentem Węgier Miklósem Horthym. Pomagał także Żydom. Co najmniej kilkuset zawdzięcza mu ocalenie życia. W 1942 r. jako jedyny poseł nie zagłosował w parlamencie słowackim za ustawą umożliwiającą deportację osób pochodzenia żydowskiego – przypomina prof. Imre Molnár, węgierski historyk i dyplomata, biograf Esterházyego.

W kwietniu 1945 r. Esterházy został aresztowany w Bratysławie przez sowiecką bezpiekę, wysłany do Moskwy i skazany na 10 lat łagru. W tym czasie na Słowacji skazano go na śmierć. Sowieci w 1949 r. przekazali ciężko już chorego na gruźlicę więźnia do dyspozycji władz komunistycznej Czechosłowacji. – Wyrok śmierci zamieniono na dożywocie i J. Esterházy kontynuował swoją więzienną kalwarię. Ostatnim miejscem uwięzienia był Mirov na Morawach. Tam, wycieńczony chorobą, zmarł 8 marca 1957 r. – mówi prof. Molnár.

W tym czasie na Słowacji nie było już od dawna żony i dzieci Esterházyego, jego matki oraz siostry Luizy, którzy opuścili kraj w obawie przed prześladowaniami. O brata dbała z oddaniem w trakcie jego pobytu w więzieniu siostra Maria, która wyszła za mąż za polskiego ziemianina Franciszka Mycielskiego i schroniwszy się w 1944 r. wraz z mężem i dziećmi w Uljaku, pozostała tam do 1958 r., by potem powrócić do Polski. Dzięki jej zapiskom i ocalałym notatkom więziennym brata można się przekonać m.in. o ówczesnym głębokim życiu wewnętrznym hrabiego. Maria Mycielska przez prawie 20 lat, aż do swojej śmierci w 1975 r., starała się bezskutecznie o wydanie prochów brata. Niedługo przed śmiercią Jánosa wysłała swoją córkę do naczelnika więzienia po zaświadczenie o stanie zdrowia więźnia. „Naczelnik nie wydał takiego zaświadczenia i z szatańskim wyrazem twarzy powiedział: »Proszę przyjąć do wiadomości, że ani żywego, ani martwego wam go nie wydam, a po śmierci zostanie spalony i nawet nie będziecie wiedzieli, gdzie jest pogrzebany«” – relacjonowała Maria.

Dopiero w 2007 r. ślady prochów Esterházyego przemieszane ze szczątkami innych ofiar komunizmu zostały odkryte na cmentarzu w Pradze. Urnę z symbolicznymi prochami przekazano rodzinie. Uroczystego pochówku dokonano we wrześniu 2017 r. w mauzoleum wybudowanym przez Paulisza Boldizsára w Alsóbodok (Dolnych Obdokowcach) na Słowacji. W pogrzebie wziął udział m.in. abp Marek Jędraszewski.

Korzystałem m.in. z: Imre Molnár, „Zdradzony bohater. János Esterházy (1901–1957)”, Warszawa 2004; Maria z Esterházych Mycielska, „Ułaskawiony na śmierć. Rzecz o Jánosu Esterházym”, Warszawa 2010.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama