Nowy numer 42/2019 Archiwum

Takiego Kościoła nie chciałam…

21 lat temu życie przed Agnieszką stało otworem, lecz Boga w nim nie było. Dziś, już jako s. Eliana, z pasją opowiada ludziom o Bożym miłosierdziu i przyjaźni ze św. Faustyną.

Gdy modliła się po raz pierwszy, czuła, że Bóg usłyszał jej krzyk. Miała więc nadzieję, że uzdrowi jej tatę, skoro prosiła, by dał mu nowe życie. Okazało się jednak, że tym nowym życiem stało się nawrócenie – tata zmarł pojednany z Bogiem. – Wierzę, że jest szczęśliwy na wieki – przekonuje s. Eliana Chmielewska, od 12 lat należąca do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia.

Cudu nie było

– Wychowałam się w domu, w którym Bóg nie był skreślony, ale też nikt nie nauczył mnie żywej relacji z Nim. Rodzice zdecydowali również, że nie będę chodziła na lekcje religii, gdy katecheza wróciła do szkoły. Efekt był taki, że w szkole średniej z Kościołem ani z wiarą nie miałam nic wspólnego. Uważałam, że Bóg nie jest mi do niczego potrzebny – wspomina s. Eliana.

Wszystko zaczęło się zmieniać po maturze, gdy pochodząca z Kalisza Agnieszka planowała wyjazd na studia – zarządzanie na Politechnice Wrocławskiej. Niespodziewanie zachorował wtedy jej ojciec. Diagnoza była okrutna: rzadki i trudny do wyleczenia rak szpiku kostnego. Lekarze nie dawali mu większych szans. –

Pewnego dnia w odwiedziny przyszła do nas koleżanka rodziców, moja nauczycielka. Zaczęła opowiadać o Bogu – o tym, jak jej pomógł i przeprowadził przez trudne doświadczenia. To było jak światełko w ciemnym tunelu – mówi.

Nie od razu poprosiła jednak Boga, by pomógł tacie. – Z perspektywy czasu widzę, jak bardzo szatan starał się, żebym tego nie zrobiła. Podsuwał myśli, że nie warto, że trzeba walczyć tylko po ludzku – przyznaje zakonnica.

Na szczęście przełamała się i gdy rodzice pojechali do szpitala, zaczęła płakać i wołać o ratunek dla taty. – Intuicja podpowiadała, że muszę całkowicie zaufać Bogu, by zaczął działać. Nagle ogarnęła mnie pewność, że On jest blisko – w jednej chwili zabrał strach, ból i łzy, i napełnił mnie pokojem. Miałam ochotę wybiec na ulicę, by mówić ludziom, jak Bóg jest dobry, choć tak naprawdę jeszcze Go nie znałam – opowiada s. Eliana. – Nieco naiwnie wierzyłam też, że skoro mnie dotknął, to okaże się, że rak taty zniknął i wszystko będzie dobrze. Ale nie było – choroba postępowała, a ja obserwowałam, że tata zaczyna się modlić i zbliżać do Boga. Moja prośba została wysłuchana, ale w nieco inny sposób. Ani przez moment nie miałam pretensji, że cudu nie było, że tata zmarł. Wiedziałam też, że to nie Bóg daje cierpienie, tylko po coś je dopuszcza – dodaje s. Eliana.

Agnieszka była również zaskoczona, że Bóg potrafił wykorzystać dramatyczną sytuację i niepostrzeżenie zapukać do serc tych, które były daleko od Niego. – Ta sama koleżanka rodziców przyniosła nam książkę o Bożym miłosierdziu. Były w niej fragmenty „Dzienniczka” św. s. Faustyny, która nagle stała się moją przyjaciółką, powierniczką i przewodniczką. Ona prowadziła mnie do Boga i uczyła Jego miłosierdzia – opowiada s. Chmielewska.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL