Nowy numer 42/2020 Archiwum

Duszpasterz pokrzywdzonych: Słowo boli, ale wyzwala

- Doświadczenia innych krajów, powoli również Polski, pokazują, że dla wielu wierzących, właśnie dlatego, że zostali skrzywdzeni przez duchownego, ważne jest, by uzdrowienie dokonało się we wspólnocie Kościoła - przekonuje ks. Artur Chłopek, duszpasterz pokrzywdzonych z powodu wykorzystania seksualnego małoletnich.

Jedna z osób wykorzystanych seksualnie przez kapłana apelowała podczas pierwszego w Krakowie spotkania modlitewnego za zranionych w Kościele: "Nie zapominajcie o nas". W jaki sposób archidiecezja krakowska odpowiada na to wołanie?

ks. Artur Chłopek: Odpowiem na to pytanie z punktu widzenia duszpasterza. Spotykam się i rozmawiam z osobami pokrzywdzonymi i ich bliskimi, jeśli tylko sobie tego życzą. Wspólnie też z tymi osobami szukamy sposobu, jak dotrzeć do tych, którzy żyją w parafiach, a z ciężarem wykorzystania seksualnego w dzieciństwie lub młodości muszą mierzyć się sami. W listopadzie do parafii zostały rozesłane materiały informacyjne o tym, do kogo zgłaszać fakt wykorzystania i jakie instytucje służą wsparciem w takich sytuacjach. Do materiałów dołączony został List do Księży Proboszczów. Za tymi kilkoma stronami tekstu stoi wiele spotkań i rozmów z różnymi osobami i organizacjami.

Trzeba pamiętać o tym, na co często zwraca uwagę o. Adam Żak: że podstawową pomocą pokrzywdzonym jest zmiana sposobu myślenia, zmiana mentalności osób, które tworzą wspólnotę Kościoła. Potrzeba otwartości na to, że osoby skrzywdzone wykorzystaniem seksualnym żyją wśród nas. To dotyczy nie tylko kurii czy diecezji w ogólności, ale konkretnych wspólnot i parafii, bo tam również osoby wykorzystane powinny znaleźć wsparcie.

Czego oczekują osoby wykorzystane w Kościele, które zgłaszają się do delegata lub duszpasterza?

Ich sytuacja jest bardzo trudna. Kiedy pokonały obawy i opory dotyczące ujawnienia wykorzystania seksualnego i szukały możliwości zgłoszenia tego faktu, zdarza się, że nie spotkały się z empatią i zrozumieniem, ale z wyśmianiem, czasem bagatelizowaniem problemu. Nazywa się to wtórną wiktymizacją, gdy osoba skrzywdzona po raz drugi staje się ofiarą. Najczęściej zgłaszają się po wielu latach. A przez ten czas trauma wykorzystania seksualnego była w nich. Nie wyjawiając tej bolesnej tajemnicy, żyły z nią same.

Osoby, które doświadczyły wykorzystania seksualnego w dzieciństwie lub młodości, chcą być zrozumiane i potraktowane po ludzku, wysłuchane bez oceniania. Szukają wsparcia. Szukają osób, którym będą mogły zaufać. Ważne jest danie poczucia, że nie są same, wysłuchanie, wspólne znalezienie specjalistów, do których można się zgłosić, i towarzyszenie – tam, gdzie żyją, w swoich miejscowościach i parafiach.

Znajdują tam pomoc?

Z bardzo różnych stron, od osób świeckich i księży, docierają głosy, że wielu rozumie osoby skrzywdzone, ale duża część nie potrafi się pogodzić z tym, co słyszą. Argumentują, że to taka moda, że dziś nagle wszyscy zaczynają mówić, że to atak na Kościół. Gdybym miał się pokusić o jakąś statystykę, to te reakcje rozkładają się mniej więcej pół na pół. Mówimy cały czas o ludziach wierzących. Te podziały są realne.

Takie postawy rodzą się z wielu nienazwanych obaw i lęków, z takiego a nie innego wychowania, postrzegania Kościoła, Pana Boga, osoby księdza. Tym, którzy mają te trudności i nie potrafią sobie z nimi poradzić, też trzeba dać zrozumienie, wysłuchać ich wątpliwości.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama