Nowy numer 48/2020 Archiwum

I wyjechałam, zostawiłam…

Czarny Anioł polskiej piosenki zamilkł na zawsze. Śmierć artystki dla wielu oznacza koniec epoki i pustkę, której niczym nie da się wypełnić.

Ewa Demarczyk zmarła 14 sierpnia w swoim mieszkaniu w Krakowie. „Odeszła Największa. Żegnaj, Ewo” – pożegnali ją krótkim wpisem na Facebooku artyści Piwnicy pod Baranami, z którą była związana przez 10 lat. „Kilku pokoleniom prezentowała to, co w piosence najszlachetniejsze, najbardziej wartościowe. Nie zostawiła po sobie zbyt wielu nagrań, ale – same perły” – napisał po jej odejściu dziennikarz i krytyk Wacław Krupiński.

Wsiadajcie, madonny, madonny

Urodziła się 16 stycznia 1941 r. w Krakowie, w rodzinie rzeźbiarza i krawcowej. Od wczesnych lat dzieciństwa wróżono jej wielką karierę pianistki. Po ukończeniu muzycznej szkoły średniej rozpoczął się dla niej czas poszukiwań. Architektura? Aktorstwo? Fortepian? Przełomem okazał się studencki kabaret Cyrulik. Stamtąd szybko trafiła do legendarnej Piwnicy pod Baranami. Spotkała Zygmunta Koniecznego, który dla niej stworzył muzykę do „Karuzeli z Madonnami”, „Groszków i róż”, „Tomaszowa”. Śpiewała Pawlikowską-Jasnorzewską, Leśmiana, Baczyńskiego, a każda z jej interpretacji stawała się brylantem, arcydziełem. „Miała znakomitą ekspresję, która służyła moim piosenkom. Chciałem, żeby te utwory były pełne ekspresji. Dobrze się dobraliśmy w tamtym czasie” – wspominał Z. Konieczny.

Szybko podbiła Kraków. Cała Polska usłyszała ją na 1. Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, śpiewającą „Taki pejzaż” i „Czarne Anioły”. Nikt nie miał wątpliwości: objawił się talent wybitny, wymykający się schematom, niebanalny i fascynujący. Rozpoczęła się seria koncertów, nagrań, posypał się deszcz nagród. W 1963 r. ukazała się jej pierwsza płyta z utworami „Karuzela z Madonnami”, „Taki pejzaż” i „Czarne Anioły”. Po Opolu był Sopot i nagroda specjalna za oryginalność. Tam zobaczył ją Bruno Coquatrix, dyrektor paryskiej Sali Olimpii. Zachwycony, zaprosił ją do Paryża, lecz ona odmówiła. Studiowała na PWST w Krakowie i uznała, że to jest teraz najważniejsze. Ta zdumiewająca odmowa odsłoniła osobowość artystki – niezależnej i niedostępnej. W paryskiej Olimpii wystąpiła jednak już w 1964 roku.

Potem były Belgia, Szwajcaria, Szwecja, Niemcy, Wielka Brytania. Wszędzie podbijała serca krytyków i publiczności. Co ciekawe, wszędzie śpiewała po polsku, wierząc, że poezja obroni się sama. Piękno i rytm polskich fraz oddawała uniwersalnym językiem muzyki, sceniczną ekspresją, emocjami, które porywały słuchaczy. W 1966 r. Demarczyk ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie i nawiązała współpracę z kompozytorem Andrzejem Zaryckim. To wtedy powstały m.in. „Skrzypek Hercowicz” i „Na moście w Avignon”. „Z Ewą pracowało się bardzo dobrze. Była wybitną postacią, która zawsze doskonale wiedziała, co »piszczy« w każdej piosence, co jest w niej najistotniejsze. Potrafiła znaleźć sposób interpretacji każdego utworu” – opowiadał.

Jak sen urwała się rozmowa

W 1972 r. artystka zakończyła występy w Piwnicy pod Baranami. W 1979 r. na kolejnym festiwalu opolskim otrzymała nagrodę specjalną dziennikarzy. W grudniu tego samego roku występowała w Teatrze Żydowskim w Warszawie. Koncerty te zostały zarejestrowane i trzy lata później wydane w albumie „Live”. W roku 1986 rozpoczął działalność Państwowy Teatr Muzyki i Poezji – Teatr Ewy Demarczyk. Choć wystawiane w nim spektakle cieszyły się dużą popularnością, z przyczyn formalnych został w roku 2000, po 14 latach działalności, zamknięty. Ostatni koncert E. Demarczyk dała w listopadzie 1999 r. w Teatrze Wielkim im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu. Później całkowicie wycofała się z życia publicznego.

W 2010 r. otrzymała Złotego Fryderyka za całokształt twórczości. „Jestem do dyspozycji absolutnie do końca, do dyspozycji publiczności. Od momentu, kiedy wchodzę na scenę i gaśnie światło, zaczynają się dźwięki. A poza sceną – nie” – mówiła w jednym z nielicznych wywiadów. Jej twórczość jest wciąż żywa. Świadczą o tym wpisy fanów poruszonych śmiercią Czarnego Anioła. „Ona po prostu otwierała takie drzwi w sercu, których nawet nie umiem nazwać. W pewnym sensie mnie jako nastolatki, która słuchała w liceum jej wykonań, uczyła wrażliwości” – napisała jedna z internautek. Inna dodała: „Z jej płytą przejechałam pół świata. Kiedy czułam się zagubiona, niepewna, co mam dalej w życiu robić, poezja przez nią śpiewana zawracała mnie do domu”.

„Ewa nie udzielała się już od dawna, więc straciliśmy ją już kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Dzisiaj po prostu mamy świadomość, że człowiek był i już nigdy się nie odezwie. W sensie artystycznym zamilkła jednak już wiele lat temu” – podkreślał A. Zarycki. „Wszyscy odchodzimy. Odeszła i ona. Królowa ciemności, poezji i szarmu. Kocham te piosenki, tę wrażliwość i świat, którego już nie ma. Ewa chce spać. Dobranoc, Królowo. Spotkamy się we śnie” – napisał muzyk Tomasz Organek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama