Nowy numer 8/2021 Archiwum

Wiadro pełne fasolki

Jest mistrzem życia wewnętrznego, nauczycielem modlitwy, wzorem ojca i męża. Dla karmelitanek bosych Opiekun Rodziny Świętej to przede wszystkim powiernik, przyjaciel, cichy towarzysz.

Miała do niego szczególny sentyment św. Teresa od Jezusa. Kochała św. Józefa, wiele razy doświadczała jego pomocy, konkretnej i realnej, dlatego chętnie go przywoływała. Uważała go za człowieka „od spraw wszystkich”, od życia duchowego i rzeczy materialnych. Gdy zakładała nowe klasztory karmelitańskie, często nadawała im imię tego świętego. Jednak takich, które noszą wezwanie Opieki św. Józefa, nie jest wiele.

Należy do nich krakowski klasztor karmelitanek bosych na Łobzowie. Siostry, które tutaj przyjechały pod koniec XIX w. z Poznania, czekały 30 lat, zanim mogły wybudować kościół i klasztor. Doświadczały wielu trudności, zmagań, niepewności, bo do końca nie wiedziały, czy zostaną w Krakowie. – Ale wiedziały, że opiekuje się nimi św. Józef. Zatroszczył się o nie tak, jak kiedyś troszczył się o Maryję i Jezusa – uważa s. Katarzyna.

Opiekun Świętej Rodziny pomaga w zwyczajnych, prostych sprawach. Siostra Joanna przywołuje go, gdy w kuchni potrzebna jest mocna męska ręka. Niezawodny jest też w kwestiach finansowych. Fakt, że siostry mieszkają tu od ponad wieku, a klasztor wciąż trwa i odradza się po trudnych doświadczeniach, przypisuje opiece świętego. A Józef lubi niespodzianki. – Kiedyś miałam ugotować dla sióstr fasolkę szparagową. Nie było jej dużo. Cały wieczór marudziłam, że dam każdej po szparagu, bo nie wystarczy dla wszystkich. Okazało się, że w tym czasie ktoś przyszedł i zostawił nam całe wiadro fasolki – wspomina.

Siostra Judyta zna sekret Józefowej skuteczności. – Zajmuję się sprawami gospodarczymi, więc gdy mam coś załatwić, to zawsze w środę, bo to dzień poświęcony Józefowi – wyjaśnia. – Kobieca przebiegłość? – pytamy. – Nie! Doświadczenie duchowe! – śmieją się mniszki. Takich drobnych i wielkich sytuacji jest wiele. Kiedy wypadł nagły remont, który sporo kosztował, 19 marca, gdy Kościół czci św. Józefa, siostry zanotowały na koncie dużą wpłatę, dokładnie tyle, ile trzeba, by uregulować rachunek. – Tak jakby chciał nam powiedzieć: „Nie martwcie się!” – zauważa s. Judyta. Zwraca się do niego jednak nie tylko w praktycznych sprawach. – Gdy mam trudniejszy czas, proszę o wyproszenie łask i sił. Gdy się do niego zwrócę z ufnością, pojawia się światło, umocnienie, pomoc. Jest naszym cichym towarzyszem – dodaje.

Siostry podkreślają i to, że Józef jest mistrzem życia wewnętrznego i nauczycielem modlitwy. – Wiemy to z Ewangelii, że wiele się w nim dokonywało w głębi serca, w jego wierze, w jego miłości do Maryi i Jezusa. Dlatego jest wiarygodny. Może nas tymi ścieżkami prowadzić – uważają. – Karmel jest zakonem maryjnym i nie może w nim nie być św. Józefa, którego Matka Jezusa bardzo kochała, a on kochał Ją. W Kościele kiedyś obchodzona była uroczystość ich zaślubin, która do dziś celebrowana jest w wielu naszych klasztorach – dodaje s. Joanna.

Ostatnio jego pomoc jest potrzebna bardziej niż zwykle. Klasztor na Łobzowie jest naznaczony przez historię. Podczas II wojny światowej na jego dachu umieszczono działa przeciwlotnicze, spadały tu bomby. Świątynia i klasztor były poważnie uszkodzone. W latach powojennych mniszki żyły bardzo biednie, na remonty już nie wystarczało. – My się do dziś nie możemy podnieść po II wojnie światowej – śmieją się obecne mieszkanki.

Efekty zniszczeń i upływającego czasu są jednak coraz dokuczliwsze i utrudniają codzienne życie. Ostatnio okazało się, że kotłownia nie wytrzymuje. Piec jest do szybkiej wymiany, a naprawa całej instalacji to koszt ok. 100 tys. zł. Dla kilkunastu sióstr, w tym kilku starszych i chorych, jest to kwota nie do udźwignięcia. – Karmelitańskim zwyczajem nie ogrzewamy wszystkich pomieszczeń, żeby zaoszczędzić – mówi s. Katarzyna. – Zimą przez korytarze po prostu przebiegamy – dodaje.

O gruntowny remont woła też refektarz, potrzebne są droga dojazdowa i nowa brama. Dlatego mniszki uruchomiły projekt „Odnów Klasztor”, prezentowany na stronie internetowej karmelitankikrakow.pl. – Od kilku lat doświadczamy ubóstwa, nie mamy odłożonych pieniędzy na inwestycje, idziemy krok za krokiem do przodu w zawierzeniu, że zadbamy o dom – wyjaśnia s. Katarzyna.

Mniszki spotykają się jednak z wielką serdecznością osób, które o nich nie zapominają mimo pandemii, niepewności związanej z utrzymaniem pracy, mimo lęku o własne zdrowie. Ludzie szukają dziś św. Józefa, jego wsparcia. – To pokazuje, że potrzebna jest obecność kogoś, kto jest jak ojciec: męski, silny, kogoś, kto był mężem i przewodnikiem. To wiele mówi o najgłębszych pragnieniach i brakach, jakich doświadcza współczesny człowiek – uważa s. Katarzyna.

Rok św. Józefa może stać się czasem nadziei. – On był zawsze przywoływany w trudnych momentach. Być może dlatego stał się tak bliski wielu osobom, bo sam doświadczał niepewności i ciężkiego życia, a jednak prowadziły go ufność i wiara – podsumowują siostry.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama