Nowy numer 42/2021 Archiwum

Pod rękę pod prąd

Gdy przed laty Basia odprawiła nowennę za przyczyną św. Józefa z prośbą o dobrego męża, szybko o niej zapomniała. On jednak nie zapomniał i na modlitewne wołanie odpowiedział...

W tym samym czasie koleżanka zapytała ją, czy w ogóle chce mieć męża, a jeśli tak, to niech wypisze na kartce zarówno cechy, które ów mężczyzna mieć powinien, jak i te, których absolutnie mieć nie może, bo nie da się z nimi wytrzymać. – Odprawiając nowennę, uświadomiłam sobie, że nie tylko nigdy nie modliłam się o dobrego męża, ale że ja w ogóle nie modliłam się o męża! Nowennę skończyłam 19 marca (w uroczystość św. Józefa), a niewiele ponad miesiąc później spotkałam Andrzeja (obecnie lidera krakowskich Mężczyzn św. Józefa), który był dokładnie taki, jak chciałam: nie miał cech, z którymi nie byłabym w stanie wytrzymać, a te, które miał, podobały mi się lub byłam w stanie je znieść. 8 miesięcy później stanęliśmy na ślubnym kobiercu – opowiada Basia Lewek i przekonuje, że Bóg postawił Andrzeja na jej drodze w najwłaściwszym czasie. Jeszcze pół roku wcześniej pewnie by go nie doceniła, a Bóg zdążył sporo w niej przepracować, pozwalając Basi dojrzeć.

Modlitwa daje siłę

Co ciekawe, Basia była wtedy studentką teologii, która... Bożej miłości wcale nie czuła. Andrzeja (studenta informatyki) poznała na rekolekcjach ewangelizacyjnych. Był w ekipie, która je prowadziła. Basia wpadła mu w oko już podczas pierwszej kolacji, a skoro wszystko było „odgórnie” zaplanowane, to już następnego dnia poszli na spacer – w większym gronie, które szybko zaczęło się wykruszać, aż w końcu zostali sami i zaczęli rozmawiać o wierze i Bogu. Okazało się, że Andrzej znał odpowiedzi na pytania i wątpliwości, z którymi zmagała się Basia. Od samego początku Basia i Andrzej Lewkowie byli pewni, że nie chcą żyć w duecie, tylko wybierają trio. Do swojego małżeństwa zaprosili więc Boga. – Nie wyobrażam sobie codzienności bez odnoszenia naszych spraw i relacji do Boga. Mąż jest bardzo aktywnym człowiekiem, a to wiąże się z częstymi wyjazdami. To bywało trudne i czasem pytałam Boga, czy naprawdę chce, żeby Andrzej robił tak wiele, a jeśli tak, to niech mnie do tego przekona. Zazwyczaj przekonywał i nieobecność Andrzeja nie była ciężarem, bo miałam pokój w sercu – opowiada Basia.

Co ważne, jest sporo osób, które modlą się za małżonków, ale pewnie nie byłoby to tak skuteczne, gdyby oni nie modlili się za siebie. Wiedzą bowiem, że szkoda czasu na gniew i kłótnie, choć – rzecz jasna – w ciągu 20 wspólnych lat wiele razy się ranili. Od pewnego sędziwego małżeństwa przejęli jednak kilka zasad. Jedna z nich głosi, że „jeśli mąż/żona cię zrani, nie zakładaj, że zrobił to celowo”, a inna nakazuje, by każdego dnia powiedzieć mężowi/żonie: „Jesteś dla mnie najwspanialszym darem od Pana!”. – Od wielu lat jestem w grupie modlitwy różańcowej za żony. I modlę się tak codziennie. Mamy również, wspólnie z przyjaciółmi, małą grupę małżeńską, gdzie dzielimy się naszym doświadczeniem wiary i Boga – mówi Andrzej, a Basia dodaje, że każdego dnia znakiem krzyża błogosławi męża i dzieci (także wtedy, gdy tego nie widzą) i modli się za nich. Wszystko po to, by nie pozostawali bez Bożej ochrony. A jeśli gniew czasem się pojawi, to Basia ma na niego sprawdzony sposób: staje przed obrazem Jezusa Miłosiernego, wypłakuje się i czuje, jak wszystkie złe emocje opadają.

Trzeba iść na przekór

Małżonkowie mają również świadomość, że o związek trzeba dbać każdego dnia. – Andrzej jest w tym lepszy ode mnie. To on pamięta o wszystkich rocznicach i uroczystościach rodzinnych. Każdego dnia powtarza mi też, że jestem jego najukochańszą żoną – cieszy się Basia. Andrzej: – Przepis na ten mocny związek jest jeden. Trzeba pójść pod prąd. Wchodząc w małżeństwo, często szukamy własnego szczęścia. Stąd tarcia, spięcia, walka... To nie miłość. Moja prywatna definicja miłości to pragnienie dobra drugiej osoby. Wtedy nie ma miejsca na egoizm, czyli szczęście własne, które powinno pojawić się wtedy, gdy kochana osoba, odwzajemniając naszą miłość, nam je da. W praktyce to codzienne zapieranie się siebie, by żyć dla żony, a nie dla siebie. Być trzeba i dla dzieci. – Narodziny każdego z nich były przez Boga starannie zaplanowane – nie ma wątpliwości Basia. Andrzej przekonuje z kolei, że owszem, ktoś inny mógłby wychowywać ich dzieci, ale czy wtedy wypełniłoby się dobro przeznaczone im przez Boga? Trzeba Mu więc zaufać tak, jak to zrobił św. Józef. – On jest dla mnie wzorem mężczyzny. Okazał się wiarygodny dla Boga i potrafił słuchać oraz rozpoznawać Boga. Czy ja też tak potrafię? Nie wiem, ale staram się naśladować Oblubieńca Maryi – mówi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama