Nowy numer 25/2022 Archiwum

Gigant z Ostroga

16 maja parafianie nad Horyniem będą dziękowali za 30 lat pracy duszpasterskiej na Wołyniu ks. Witolda Józefa Kowalowa. Kapłan archidiecezji krakowskiej, rodem z Podhala, od razu po święceniach, które otrzymał właśnie 16 maja 1992 r., wyjechał na Ukrainę – i zdziałał tam wiele dobrego.

Ten potężny mężczyzna z długą, siwą brodą, schorowany mocno, przypomina teraz bardzo postać greckokatolickiego metropolity Lwowa abp. Andrzeja Szeptyckiego. – Mógłbym grać go w filmach – śmieje się ks. Kowalów.

Kapłan wszechstronny

– Witold jest gigantem nie tylko z postury. To także gigant pracy – mówi jego przyjaciel Maciej Wojciechowski, krakowski reżyser filmów o tematyce kresowej. W trakcie dotychczasowego pobytu na Ukrainie rozwinął imponującą działalność: duszpasterską, społeczną, naukową i wydawniczą. Odnawiał życie religijne w parafii w Ostrogu nad Horyniem oraz sam kościół parafialny. Zamiłowany historyk, jest m.in. autorem rozmaitych prac dotyczących Kościoła na Wołyniu.

W rodzinnym Białym Dunajcu na Podhalu założył Ośrodek „Wołanie z Wołynia”, który prowadzi ożywioną działalność wydawniczą – publikuje np. redagowany w Ostrogu przez ks. Kowalowa dwumiesięcznik „Wołanie z Wołynia” oraz książki. – Na łamach dotychczasowych 161 numerów czasopisma, założonego w 1994 r., ukazało się wiele cennych artykułów dotyczących przeszłości i teraźniejszości Kościoła na Wołyniu oraz tamtejszej społeczności polskiej, z uwzględnieniem spraw kulturalnych. W ramach założonej w 1997 r. Biblioteki „Wołania z Wołynia” ukazało się ponad 140 tomów książek – religijnych, wspomnieniowych, historycznych, literackich. Wśród nich m.in. „Wołyńskie Madonny i inne obrazy sakralne z diecezji łuckiej, poczty biskupów łuckich, kamienieckich i kijowskich Krzysztofa Rafała Prokopa, tomy prac ks. Władysława Bukowińskiego, Apostoła Kazachstanu, i wspomnienia o nim, tomy reportaży Marka Koprowskiego, reedycje prac historycznych – przypomniał M. Wojciechowski, członek kapituły Nagrody „Semper Fidelis”, którą w 2019 r. uhonorowano czasopismo „Wołanie z Wołynia”.

Góral z rusińskimi korzeniami

Urodzony w 1967 r. ks. Kowalów jest po swojej mamie Helenie z domu Stanek rodowitym góralem z Białego Dunajca. Rodowód ojca Stefana jest bardziej skomplikowany. – Moi przodkowie ze strony taty to zarówno Polacy, Rusini (Ukraińcy), jak i Czesi, Niemcy, a nawet Żydzi – mówi ks. Witold. Od dziecka ciągnęło go do Boga i do Wschodu. W domu rodzinnym miał na ścianie wyciętą z gazety reprodukcję cudownego obrazu Matki Bożej Łaskawej, patronki Lwowa. Na początku lat 80., jako nastolatek, wybrał się do Lubaczowa, by pomodlić się przed tym wizerunkiem, wywiezionym w 1946 r. w trakcie ekspatriacji Polaków ze Lwowa. – Prosiłem gorąco Matkę Bożą, by dała mi łaskę udania się na Ukrainę i służenia tam Bogu – wspomina ks. Witold.

Jego nauczyciel wiary

Gdy w czasach licealnych na strychu plebanii w macierzystym Poroninie znalazł książki, czasopisma i zapiski pozostałe po tamtejszym wikarym ks. Marianie Jaworskim z archidiecezji lwowskiej, nie przypuszczał, że ich właściciel, przyszły arcybiskup metropolita lwowski i kardynał, odegra dużą rolę w jego życiu. Zetknął się z nim osobiście w 1984 r. w katedrze na Wawelu, w trakcie święceń biskupich niegdysiejszego wikarego z Poronina. Przekazał mu wtedy pamiątki odnalezione na strychu plebanii. Podczas studiów rozpoczętych w 1986 r. w krakowskim seminarium duchownym, po maturze uzyskanej w słynnym zakopiańskim Liceum im. Oswalda Balzera, nadal interesował się Wschodem. Śledził odradzanie się Kościoła katolickiego na dawnych Kresach Wschodnich, po latach prześladowań wpierw carskich, a potem sowieckich. W latach 1990–1991 przyjeżdżał do Lwowa, by zbierać materiały do pracy magisterskiej o ks. Michale „Świętopełku” Głowackim (1804–1846), wikarym w Poroninie, współorganizatorze powstania chochołowskiego w 1846 roku. Poznał wówczas legendarnych kapłanów, którzy pracowali na Ukrainie w czasach sowieckich i przyczynili się do odrodzenia tam Kościoła, m in. ks. Augustyna Mednisa ze Szcerca koło Lwowa, Kurlandczyka posługującego wśród Polaków, ks. Rafała Kiernickiego (późniejszego biskupa) i ks. Ludwika Kamilewskiego z katedry lwowskiej, ks. Marcjana Trofimiaka z Krzemieńca, późniejszego jego zwierzchnika jako biskupa łuckiego, wreszcie ks. Jana Cieńskiego ze Złoczowa, wyświęconego w tajemnicy na biskupa w trakcie pobytu w Polsce. W 1992 r. poprosił ks. Jaworskiego, który był już wówczas arcybiskupem lwowskim, o możność pracy w jego archidiecezji. Przeszkód nie było, także ze strony kard. Franciszka Macharskiego, który zgodził się, by wyświęcony przez niego 16 maja 1992 r. w katedrze na Wawelu na kapłana młody Podhalanin udał się na Wschód.

– Wyjechałem na początku czerwca. We Lwowie przez dwa dni korzystałem z gościny w ciasnym mieszkanku abp. Jaworskiego, a potem pojechałem do Łucka. Potem jeszcze nieraz korzystałem z życzliwości tego hierarchy, np. gdy w latach 1996–1998 pełnił obowiązki administratora apostolskiego odnowionej diecezji łuckiej. W 1995 r. zaś poświęcił przy naszym kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Ostrogu odbudowaną po zniszczeniu przez Sowietów kaplicę Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Pochowano w krypcie pod nią doczesne szczątki bp. Franciszka Komornickiego, który był proboszczem ostrogskim w latach 1773–1780 i sufraganem łuckim w latach 1774–1780. Przy okazji arcybiskup poświęcił także ołtarz Matki Bożej z XVIII w., pochodzący z dawnego kościoła św. Antoniego w Międzyrzeczu Koreckim. To były wielkie dni dla naszej parafii – wspomina ks. Witold. Kardynała Jaworskiego zachował we wdzięcznej pamięci. „Po św. Janie Pawle II jest to dla mnie druga ważna postać – przewodnika, nauczyciela wiary i cierpliwego znoszenia cierpienia, świadka odrodzenia Kościoła lwowskiego” – mówił w 2020 r. w rozmowie z „Gościem Krakowskim”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama