Podkreślił, że działania zostały podjęte w pierwszej możliwej chwili. - Trzeba mieć na uwadze, że pierwsi ratownicy na Giewoncie byli jeszcze w trakcie burzy, więc ryzyko było bardzo duże - powiedział podczas piątkowego briefingu naczelnik TOPR J. Krzysztof.
Ocenił, że koordynacja lotów śmigłowców wyszła bardzo dobrze. - Bez naszego śmigłowca Sokół nic byśmy nie zrobili. Również nieocenione były cztery śmigłowce LPR, w tym jeden, który działał w górach, a trzy pozostałe transportowały poszkodowanych do szpitali w Małopolsce - wyjaśnił naczelnik TOPR. W gotowości do akcji ratunkowej był także policyjny śmigłowiec Black Hawk.
Śmigłowiec Sokół w piątek będzie nadal wykonywał loty w okolicach Giewontu i Tatr Zachodnich, aby ratownicy z jego pokładu mogli sprawdzić, czy jakieś kolejne osoby nie potrzebują pomocy. Loty mają rozpocząć się przed południem.
- Do spenetrowania pozostaje przede wszystkim północna ściana Giewontu, widoczna od strony Zakopanego. Tą ścianę będziemy obserwować z pokładu śmigłowca dosyć precyzyjnie. Mamy informacje, że zaginionych w górach może być od 9 do 16 osób. Trzeba mieć jednak na uwadze, że nie wszyscy poszukiwani faktycznie mogli udać się w góry. W wielu miejscach w Tatrach, również w schroniskach, nie ma zasięgu telefonicznego, dlatego do tych liczb musimy podejść spokojnie - ocenił naczelnik.
Czytaj także:
- Wojewoda małopolski: trzy osoby poszukiwane po burzy w Tatrach
- Ponad 30 osób pozostaje w szpitalach po nawałnicy w Tatrach
- Abp Jędraszewski: Módlmy się za ofiary tragedii w Tatrach
- Wojewoda małopolski: W Tatrach zginęły cztery osoby
- Premier Morawiecki: Dziękuję służbom za sprawnie przeprowadzoną akcję ratunkową w Tatrach
- Naczelnik TOPR: Liczba poszkodowanych podczas burzy jest przerażająca
- Modlitwa za ofiary tragedii w Tatrach
- Żałoba w Zakopanem
- Seria porażeń w Tatrach. Trzy ofiary śmiertelne
- Co zrobić, gdy burza zaskoczy w terenie górskim?










