Miłość, która goi rany

dodane 16.03.2016 19:10

Paulina Smoroń

zobacz galerię 

Dobiegł końca projekt M&M, czyli obchody Jubileuszu Miłosierdzia dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych archidiecezji krakowskiej.

Miłość, która goi rany   Paulina Smoroń /Foto Gość Chrystus, który znów był dziś obecny na Tauron Arenie, przemieniał serca licealistów

Te niezwykłe dwa dni, pełne Bożej obecności, młodzi zakończyli przejściem przez ustawioną w Tauron Arenie Bramę Miłosierdzia.

- Z grzechu, ze śmierci, z poranienia, z naszej głupoty, z uzależnień - Bóg nas przenosi do królestwa swego umiłowanego Syna! Dajcie się Mu teraz przenieść! - zachęcał młodych bp Ryś.

- Możecie Mu powiedzieć, że chcecie, aby był Panem waszego życia, że chcecie należeć do Niego, tak jak On w całości należy do was - wyjaśnił i dodał, że do nikogo innego nie należymy w ten sposób, jak właśnie do Boga.

Ten dzień młodzi zdecydowanie mogą uznać za udany, bo właśnie dziś Boże Miłosierdzie wlało się w ich serca. Przekonywali, że kiedy już znaleźli się po drugiej stronie bramy - przed monstrancją, poczuli ulgę i zrodziła się w nich nadzieja, że w końcu uda im się pozbyć tych grzechów, z którymi od dawna się zmagają. - Na początku niewiele czułem, ale po spowiedzi, kiedy modliłem się przed Najświętszym Sakramentem Bóg zaczął we mnie działać! - przekonuje 19-letni Rafał.

Czuć było Bożą obecność, zwłaszcza kiedy setki młodych padały na kolana tuż po przekroczeniu bramy. Rozkładali ręce i wielbili Boga. Do kapłanów ustawiały się długie kolejki tych, którzy ten moment chcieli przeżyć z czystym sercem. W końcu byli gotowi na przyjęcie tego, co Bóg dla nich przygotował - na tę niezwykłą łaskę, którą jest Jego miłosierdzie. I mimo tłumu, właśnie w tamtej chwili każdy z Bogiem był sam na sam.

Podobnie, jak wczoraj gimnazjaliści, dziś również młodzi na kartkach spisywali swoje grzechy, które na koniec zostały zalane winem i oliwą. Jak tłumaczył bp Ryś, to właśnie Boża miłość w tym momencie zaczęła goić ich rany.

Bożego miłosierdzia, tak jak dziś młodzież w Tauron Arenie, kiedyś doświadczył raper Arkadio. Już jako 12-latek wciągnął się w narkotyki. W końcu uzależnienie urosło do tego stopnia, że sam zaczął nimi handlować. - Kiedyś mój brat znalazł woreczki marihuany w moim piórniku i kazał mi je wyrzucić. Patrzyłem, jak wyrzuca to wszystko do toalety i płakałem. Nie wierzyłem, że moje życie może się zmienić, a jak brat powiedział, że pożyczy mi kasę, żebym spłacił długi, to potrafiłem powiedzieć, że działka kosztuje 5 zł więcej. I tak naprawdę zarobiłem na bracie gdy chciał mi pomóc. Wtedy nie miałem uczuć - przyznał.

Nie słuchał rad tych, którzy powtarzali, że narkotyki są złe, że wyniszczają jego życie. - Zasady są po to, żeby je łamać - tak uważałem, zwłaszcza, gdy ktoś mi to mówił w kościele. Zamiast do kościoła chodziliśmy palić - wspominał.

Przez cały ten czas zarówno rodzice, jak i starszy brat Arkadia namawiali go, żeby się zmienił. Jednak żadna rozmowa nie przyniosła efektu, aż do pewnego momentu… - W końcu brat mnie dorwał i powiedział mi dwa słowa: kocham cię. Rozwalił mnie. Przez 10 min staliśmy przytuleni i płakaliśmy jak bobry - wyznał raper.

Wtedy brat zaproponował mu dwa kroki, które uwolnią go od nałogów. Pierwszym była modlitwa wstawiennicza pana Staszka. - Pojechałem. Modlił się nade mną, powiedziałem jakie mam problemy. Po 5 minutach klęczenia tak bolały mnie kolana, że myślałem tylko, żeby skończył. On jednak zapewnił, że ta modlitwa przyniesie owoce - mówił Arkadio. - Jestem przekonany, że i w życiu każdego z was to dzisiejsze spotkanie wyda owoce, ale decyzja czy z tego skorzystacie, należy do was - dodał.  

To nie wszystko. Gry Arkadio wraz z bratem wracali do domu od pana Staszka, zatrzymali się na stacji benzynowej i wtedy wydarzyło się coś niespodziewanego. - Wysiadłem z auta i wyrzuciłem nową, kupioną dzień wcześniej paczkę fajek. Wtedy wiedziałem, że to nie ja zrobiłem. To był pierwszy owoc modlitwy wstawienniczej - przekonywał.

Kolejnym krokiem miała być spowiedź generalna, przed którą Arkadio miał duże opory. Brat namówił go jednak do pójścia na Mszę św. - Poszedłem i po raz pierwszy usłyszałem, że mogę fascynować się moim życiem i że Jezus Chrystus umarł na krzyżu, bo jego pasją byłeś ty i ty…i ja. Usłyszałem też, co ja mogę zrobić, żeby być szczęśliwym chrześcijaninem, który walczy o życie - wspominał. Gdy poszedł prosić o spowiedź, ksiądz kazał mu wrócić trzy dni później. Do tego czasu przez dwa wieczory miał na kartce spisać wszystkie swoje winy.  

- Spisałem i wróciłem do niego. Nawet nie potrafiłem podnieść głowy, jak czytałem mu moje grzechy. Czekałem myśląc, że mnie zmiażdży. W końcu podniosłem oczy i usłyszałem: "Dawno czegoś takiego nie słyszałem. Widzę tu ewidentne działanie Ducha Świętego" - opowiadał. - Podniósł mnie! Poleciałem w miejsce, gdzie zawsze paliłem i spaliłem kartkę z grzechami. Poczułem, że mogę być innym człowiekiem - przekonywał Arkadio tłumacząc młodym, że to do nich należy decyzja, co zrobią ze swoim życiem.

Przeczytaj także:

Brawa dla Jezusa!
«« | « | 1 | » | »»

TAGI | EWANGELIZACJA , MŁODZI I MIŁOSIERDZIE, MŁODZIEŻ, TAURON ARENA KRAKÓW

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj swój komentarz »

Uwaga! Komentarze do tej dyskusji mogą być dodawane wyłącznie przez osoby zalogowane. Zapraszamy do się lub zapisania.