GN 47/2020 Archiwum

Zrób sobie teatr

Scena Papieska. – W moim teatrze gra ponad 90 aktorów. To więcej niż na scenie narodowej! – cieszy się Leszek Pniaczek, reżyser i aktor po przejściach, który wszystko, co ma, zawdzięcza Bogu, Janowi Pawłowi II i rodzinie.

 W spektaklach Sceny Papieskiej grać może każdy, od najmłodszych do najstarszych. Na zdjęciu 8-letnia Weronika Burda i Maria Golczyk   W spektaklach Sceny Papieskiej grać może każdy, od najmłodszych do najstarszych. Na zdjęciu 8-letnia Weronika Burda i Maria Golczyk
Monika Łącka /GN
Przed laty Tadeusz Łomnicki powiedział Leszkowi, że jeśli uda mu się poprzez teatr dotrzeć choćby do jednego człowieka, to będzie to wygrana. – I chyba docieram do ludzi – po spektaklach już nieraz widziałem w oczach widzów łzy i wzruszenie. Plan mam jednak ambitny: poprzez sztukę i osobę Jana Pawła II chciałbym dotrzeć do wszystkich ludzi, a przynajmniej do tak wielu, jak tylko jest to możliwe – zapowiada L. Pniaczek. Jego marzeniem jest też wystawienie wszystkich dramatów papieża Polaka. – Wierzę, że jest to wykonalne. Wierzę też, że to Miłość mnie prowadzi i od Miłości przyszłość zależy. Od tej Miłości, o której pisał Karol Wojtyła: „Ona mi wszystko wyjaśniła” – mówi i zaprasza do swojego Teatru im. Księdza Kardynała Karola Wojtyły, działającego przy Myślenickim Ośrodku Kultury i Sportu, oraz na krakowskie Białe Morza, na deski Sceny Papieskiej.

W każdą próbę Leszek angażuje się całym sercem, dając młodym aktorom mnóstwo cennych uwag   W każdą próbę Leszek angażuje się całym sercem, dając młodym aktorom mnóstwo cennych uwag
Monika Łącka /GN
Toporek to ja

Gdy w 1987 r. L. Pniaczek kończył krakowską Państwową Wyższą Szkołę Teatralną, po jego egzaminie dyplomowym prof. Anna Polony powiedziała, że „od dzisiaj każdy aktor komediowy powinien wiązać mu sznurówki”. Nie było w tym przesady, bo już wtedy było widać, że Leszek ma ogromny talent, a w każdą rolę wkłada całe swoje serce i potrafi przekazać widzom mnóstwo emocji. Wiele osób wróżyło mu karierę na miarę największych polskich nazwisk. Ten talent zauważył także Tadeusz Kwinta, ówczesny dyrektor artystyczny Teatru Bagatela, który szybko zatrudnił młodego aktora. – Moje granie zaczęło się jednak dużo wcześniej. Występowałem także za granicą. Gdy w Paryżu spotkałem się z pracującymi tam polskimi aktorami, Andrzej Seweryn powiedział, że kiedyś razem wystąpimy na scenie. Tak się stało – opowiada L. Pniaczek. Kiedy w 1998 r. Maciej Prus rozpoczynał prace nad spektaklem „Ryszard III”, tytułową rolę otrzymał właśnie A. Seweryn, a jego syna zagrał Leszek. – Od 1987 do 1989 r. dostałem ponad 20 głównych ról i wiele drugoplanowych – teatralnych, filmowych i telewizyjnych. To był czas intensywnej pracy, wszystko było podporządkowane teatrowi. Wraz z kolegami zdobyłem nawet grand prix na festiwalu filmowym w Lyonie. Niestety, pod koniec lat 80. poczułem przesyt. Ktoś wysłał mi wtedy zaproszenie do Stanów Zjednoczonych. Niewiele się zastanawiając, owładnięty marzeniami, wsiadłem do samolotu. To był chyba największy błąd mojego życia – wspomina pochodzący z Myślenic aktor, który w swojej karierze wystąpił m.in. u boku J. Stuhra, T. Huka, J. Treli, Z. Zamachowskiego, S. Radwana, A. Seniuk, J. Binczyckiego, M. Sokołowskiej. – Wiele osób kojarzy mnie jednak głównie z niezapomnianej roli Toporka ze słynnych „Spotkań z Balladą”. Toporek z beretką to ja! – śmieje się L. Pniaczek. W latach 90. zagrał także w spektaklu telewizyjnym „Gelsomino w krainie kłamczuchów”, w filmowej „Opowieści o Józefie Szwejku i jego drodze na front” i w „Przygodach dobrego wojaka Szwejka”. Gościnnie pojawił się też w serialu „Klan” (gdzie zagrał lekarza Tomasza Michalskiego), a niedawno również w serialu „Majka”.

– Nasze spektakle wystawimy wszędzie tam, gdzie zostaniemy zaproszeni – mówi Leszek Pniaczek, założyciel Sceny Papieskiej   – Nasze spektakle wystawimy wszędzie tam, gdzie zostaniemy zaproszeni – mówi Leszek Pniaczek, założyciel Sceny Papieskiej
Edyta Sierosławska /Instytut Dialogu Międzykulturowego im. JPII
Wiarę wyniosłem z
domu

– Do Stanów poleciałem, mając w kieszeni 400 dolarów. Nie chciałem wrócić do Polski z pustymi kieszeniami, więc, jak każdy, zaczynałem od sprzątania – mówi pan Leszek. Podobnie jak w ojczyźnie, tak i za wielką wodą wiele osób szybko zauważyło, że jest on postacią nietuzinkową, obdarzoną ogromnym poczuciem humoru i dużym dystansem do siebie. W efekcie nawiązał mnóstwo kontaktów (poznał m.in. Kasię Sobczyk, Macieja Góraja, Krzysztofa Pieczyńskiego), które zaprowadziły go na artystyczne salony amerykańskiej Polonii. Postanowił jednak wrócić do kraju. Tu zderzył się z szarą rzeczywistością. Dawni przyjaciele, ludzie, którym kiedyś pomagał, ucząc ich sztuki wymowy i podstaw aktorstwa, odwrócili się od niego. Każdy walczył o rolę dla siebie. – Poznałem wtedy, czym jest samotność. Pojawiła się depresja, sięgnąłem po alkohol – mówi L. Pniaczek. W końcu w ciężkim stanie trafił do szpitala, a przy jego łóżku piętrzyły się dzieła Jana Pawła II. Czytając je, czerpał siłę do wyjścia na prostą. – Mocną i żywą wiarę wyniosłem z domu rodzinnego, przekazali mi ją moi dziadkowie i rodzice. Różaniec i medalik z wizerunkiem Matki Bożej Kalwaryjskiej, który uratował dziadka przed wywózką podczas wojny, zawsze mam przy sobie – podkreśla. Jeszcze w szpitalu jego przyjaciel lekarz Marcin Matuszyk podsunął mu myśl, która wszystko zmieniła. Powiedział: „Zrób sobie teatr. Swój, własny i zacznij życie od nowa”. Pomysł kiełkował i nabierał kształtów. – W końcu wymyśliłem nazwę: Teatr im. Wikarego Karola Wojtyły. Niebawem podczas spotkania opłatkowego u kard. Stanisława Dziwisza przedstawiłem metropolicie krakowskiemu koncepcję teatru. Niedługo dostałem odpowiedź, że ksiądz kardynał pomysł popiera i obejmuje honorowym patronatem. Poprosił tylko, by teatr nosił imię Księdza Kardynała Karola Wojtyły – opowiada L. Pniaczek.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..
Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.